- Miley ! - krzyknęłam biegnąc w stronę mojej siostry iż zobaczyłam ją jak wchodziła do pomieszczenia. Gdy mnie zobaczyła również zaczęła biec w moją stronę. Rozłożyłam ręce żeby ją przytulić. Zamiast się przytulić tylko wpadłyśmy na siebie i upadłyśmy. Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Podniosłyśmy się i się przytuliłyśmy.
- Stęskniłam się z tobą - wyznała nadal tuląc mnie do swojego szczupłego ciała.
- Ja za tobą też - poklepałam ją po plecach i ją lekko od siebie odepchnęłam widząc jak paparazzi robią nam zdjęcia. Bardziej byli zainteresowani Miley, a mną się zbytnio nie przejmowali.
Dojechałyśmy do domu. Kątem oka obserwowałam Mils która z uśmiechem na twarzy wyszła z samochodu. Pewnie tęskni za rodzinnym domem, jeśli ona tutaj była miesiąc temu. Szkoda że tak rzadko się z nią widuję ale wiem że ma dużo spraw na głowie. Filmy, płyty, sesje i kto wie co jeszcze.
- Gdzie rodzicie ? - zapytała się mnie moja siostra gdy weszłyśmy do wnętrza domu.
- Pojechali gdzieś coś załatwić - powiedziałam obojętnym tonem wyciągając z szafki dwie szklanki po czym nalałam do nich pomarańczowego soku. Jedną szklankę podałam Miley.
- Jak zwykle mają mnie gdzieś - powiedziała smutnym tonem biorąc łyka soku.
- Mils nie mów tak - pogłaskałam ją po ramieniu - Za pewnie zaraz wrócą - uśmiechnęłam się blado. Wiem że tak nie będzie. Moja siostra bez słowa skierowała się do swojego pokoju a ja do swojego postanowiłam że pójdę na salę taneczną która znajduje się nie daleko mojego domu. Otworzyłam szafę z której wyjęłam ubrana w które się przebrałam. Wyszłam z swojego pokoju od razu wchodząc do pokoju Miley który był na przeciwko mojego. Rozglądnęłam się po nim nic się tu nie zmieniło.
- Miley wychodzę - powiedziałam i wyszłam z pokoju kierując się wyjścia z domu.
Włączyłam piosenkę. Wsłuchałam się w pierwsze dźwięki piosenki i zaczęłam tańczyć. Jak tańczę czuję się jakbym była w innym świecie w którym liczy się tylko ja i muzyka. Wszystkie smutki i zmartwienia odchodzą, kocham taniec jak Justin Bieber muzykę. Gdy skończyłam usłyszałam za sobą oklaski. Odwróciłam się i zobaczyłam moją siostrę.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam zaskoczona patrząc na Miley.
- Stoję - odparła z ironią w głosie - Dlaczego mi nie powiedziałaś że tańczysz ? - zapytała się oburzona.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami - Sądziłam że to nic takiego.
- Jak nic takiego ? Dziewczyno taniec to twój żywioł ! - krzyknęła podekscytowana.
- Przesadzasz - machnęłam ręką w stronę siostry lecz w głębi duszy cieszę się że mnie zobaczyła.
- Nie przesadzam - powiedziała pewnym swoich słów - A i idziesz ze mną na galę kids choice adwards - powiadomiła mnie.
- No ale ta gala jest dzisiaj - spojrzałam na moją siostrę jak na duchach.
- No to co ? - zdziwiła się podchodząc do mnie. Chwyciła mnie za dłoń i wyprowadziła z sali tanecznej.
Po dwóch godzinach byłam umalowana, uczesana, odświeżona i ubrana. Usłyszałam gwizdy za sobą, odwróciłam się i zobaczyłam Miley. Patrzyłam się na nią pytająco mierząc ją przy okazji wzrokiem. Miała na sobie czerwoną sukienkę dosięgającą do ud, czerwone szpilki i wyprostowane włosy w których jej ładnie.
- No ale z mojej siostry laska - stwierdziła stawiając dłonie na biodrach.
- Dzięki, i powiedziała mi to sama Miley Cyrus ? O ja nie uwierzą mi - obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Po dwudziestu minutach byłyśmy przed budynkiem w którym ma się odbyć gala. Wyszłyśmy z białej limuzyny a na powitanie oślepiły mnie blask fleszy lecz po chwili się przyzwyczaiłam i szłam obok siostry która pozowała do zdjęć fotografom. Gdy wchodziliśmy do budynku podszedł do nas sam Justina Bieber nie jestem jego żadną fanką ale lubię jego muzykę, nie będę nic o nim mówić bo nie wiem jaki jest.
- Miley ! - przytulił moją siostrę do swojego ciała.
- Justin ! - pisnęła i również go przytuliła - A nie zraz powinnam być na Ciebie zła - udała tak zwanego focha lecz tłumi w sobie śmiech.
- Oj jeszcze jesteś zła ? Chociaż było śmiesznie - zaśmiał się. Za pewnie mówią o odcinku punk'd.
- Dla Ciebie tak ty nie wiesz jakiego stracha miałam - oburzyła się a Biebera wzrok spoczął na mnie.
- Justin jestem - ujął moją dłoń i ją musnął delikatnie swoimi wargami a jednocześnie patrząc w moje niebieskie oczy a ja w jego brązowe.
- A ja Jasmine .
Cdn.
* * *
Nie wyszedł, tak jak chciałam. Nie podoba mi się.. przepraszam was dziewczyny :c
Wesooołych świąt, ale jutro wam złożę życzenia :D .
- Stęskniłam się z tobą - wyznała nadal tuląc mnie do swojego szczupłego ciała.
- Ja za tobą też - poklepałam ją po plecach i ją lekko od siebie odepchnęłam widząc jak paparazzi robią nam zdjęcia. Bardziej byli zainteresowani Miley, a mną się zbytnio nie przejmowali.
Dojechałyśmy do domu. Kątem oka obserwowałam Mils która z uśmiechem na twarzy wyszła z samochodu. Pewnie tęskni za rodzinnym domem, jeśli ona tutaj była miesiąc temu. Szkoda że tak rzadko się z nią widuję ale wiem że ma dużo spraw na głowie. Filmy, płyty, sesje i kto wie co jeszcze.
- Gdzie rodzicie ? - zapytała się mnie moja siostra gdy weszłyśmy do wnętrza domu.
- Pojechali gdzieś coś załatwić - powiedziałam obojętnym tonem wyciągając z szafki dwie szklanki po czym nalałam do nich pomarańczowego soku. Jedną szklankę podałam Miley.
- Jak zwykle mają mnie gdzieś - powiedziała smutnym tonem biorąc łyka soku.
- Mils nie mów tak - pogłaskałam ją po ramieniu - Za pewnie zaraz wrócą - uśmiechnęłam się blado. Wiem że tak nie będzie. Moja siostra bez słowa skierowała się do swojego pokoju a ja do swojego postanowiłam że pójdę na salę taneczną która znajduje się nie daleko mojego domu. Otworzyłam szafę z której wyjęłam ubrana w które się przebrałam. Wyszłam z swojego pokoju od razu wchodząc do pokoju Miley który był na przeciwko mojego. Rozglądnęłam się po nim nic się tu nie zmieniło.
- Miley wychodzę - powiedziałam i wyszłam z pokoju kierując się wyjścia z domu.
Włączyłam piosenkę. Wsłuchałam się w pierwsze dźwięki piosenki i zaczęłam tańczyć. Jak tańczę czuję się jakbym była w innym świecie w którym liczy się tylko ja i muzyka. Wszystkie smutki i zmartwienia odchodzą, kocham taniec jak Justin Bieber muzykę. Gdy skończyłam usłyszałam za sobą oklaski. Odwróciłam się i zobaczyłam moją siostrę.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam zaskoczona patrząc na Miley.
- Stoję - odparła z ironią w głosie - Dlaczego mi nie powiedziałaś że tańczysz ? - zapytała się oburzona.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami - Sądziłam że to nic takiego.
- Jak nic takiego ? Dziewczyno taniec to twój żywioł ! - krzyknęła podekscytowana.
- Przesadzasz - machnęłam ręką w stronę siostry lecz w głębi duszy cieszę się że mnie zobaczyła.
- Nie przesadzam - powiedziała pewnym swoich słów - A i idziesz ze mną na galę kids choice adwards - powiadomiła mnie.
- No ale ta gala jest dzisiaj - spojrzałam na moją siostrę jak na duchach.
- No to co ? - zdziwiła się podchodząc do mnie. Chwyciła mnie za dłoń i wyprowadziła z sali tanecznej.
Po dwóch godzinach byłam umalowana, uczesana, odświeżona i ubrana. Usłyszałam gwizdy za sobą, odwróciłam się i zobaczyłam Miley. Patrzyłam się na nią pytająco mierząc ją przy okazji wzrokiem. Miała na sobie czerwoną sukienkę dosięgającą do ud, czerwone szpilki i wyprostowane włosy w których jej ładnie.
- No ale z mojej siostry laska - stwierdziła stawiając dłonie na biodrach.
- Dzięki, i powiedziała mi to sama Miley Cyrus ? O ja nie uwierzą mi - obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Po dwudziestu minutach byłyśmy przed budynkiem w którym ma się odbyć gala. Wyszłyśmy z białej limuzyny a na powitanie oślepiły mnie blask fleszy lecz po chwili się przyzwyczaiłam i szłam obok siostry która pozowała do zdjęć fotografom. Gdy wchodziliśmy do budynku podszedł do nas sam Justina Bieber nie jestem jego żadną fanką ale lubię jego muzykę, nie będę nic o nim mówić bo nie wiem jaki jest.
- Miley ! - przytulił moją siostrę do swojego ciała.
- Justin ! - pisnęła i również go przytuliła - A nie zraz powinnam być na Ciebie zła - udała tak zwanego focha lecz tłumi w sobie śmiech.
- Oj jeszcze jesteś zła ? Chociaż było śmiesznie - zaśmiał się. Za pewnie mówią o odcinku punk'd.
- Dla Ciebie tak ty nie wiesz jakiego stracha miałam - oburzyła się a Biebera wzrok spoczął na mnie.
- Justin jestem - ujął moją dłoń i ją musnął delikatnie swoimi wargami a jednocześnie patrząc w moje niebieskie oczy a ja w jego brązowe.
- A ja Jasmine .
Cdn.
* * *
Nie wyszedł, tak jak chciałam. Nie podoba mi się.. przepraszam was dziewczyny :c
Wesooołych świąt, ale jutro wam złożę życzenia :D .
Tagi:
opowiadanie3
07.04.2012 o godz. 18:07
komentuj (12)
Jasmine Cyrus - Ma 17 lat, ma wielki dar do tańca. Jest szaloną ale bez przesady, miła i zabawna ale też zbuntowana. Mieszkała w Polsce lecz rok temu musiała się przeprowadzić. Ma starszą siostrę - Miley która zauwżyła że Jas ma talent. Mimo że rzadko się widzą mają z sobą dobry kontakt.
Justin Bieber - Ma 18 lat. Jest on wesołym, zabawnym i lubiącym się wygłupiać nastolatkiem. Kocha muzykę, i swoich fanów. Kupił dom w Los Angeles. Chodzi z Seleną Gomez.
Miley Cyrus - Ma 19 lat. Jest starszą siostrą Jasmine a zarazem aktorką i piosenkarką. Jest ona zabawną, pełną życia dziewczyną. Zauważyła że jej siostra ma dar do tańca i postanawia zadziałać.
Selena Gomez - Ma 19 lat. Jest dziewczyną Justina i jest o niego zazdrosna. Jest ona szaloną, rozrywkową dziewczyną. Nie przepada za Miley ani za jej siostrą.
Justin Bieber - Ma 18 lat. Jest on wesołym, zabawnym i lubiącym się wygłupiać nastolatkiem. Kocha muzykę, i swoich fanów. Kupił dom w Los Angeles. Chodzi z Seleną Gomez.
Miley Cyrus - Ma 19 lat. Jest starszą siostrą Jasmine a zarazem aktorką i piosenkarką. Jest ona zabawną, pełną życia dziewczyną. Zauważyła że jej siostra ma dar do tańca i postanawia zadziałać.
Selena Gomez - Ma 19 lat. Jest dziewczyną Justina i jest o niego zazdrosna. Jest ona szaloną, rozrywkową dziewczyną. Nie przepada za Miley ani za jej siostrą.
Tagi:
opowiadanie3
Przepraszam przepraszam i jeszcze raz przepraszam.. myślałam że mam fajny pomysł na fabułę a gówno prawda. Na trzeci rozdział zabrakło mi pomysłu.. obiecuję że te opowiadanie co teraz zacznę będę pisała do końca. Jeszcze raz PRZEPRASZAM.. :c.
Tagi:
-.-
- To jest Julie.. i jest moją dziewczyną. - powiedział z bananem na ryju.
Zdziwiona spojrzałam na chłopaka myślałam że zaraz mu przywalę ale się powstrzymałam.
- Aha to może Julie zostaniesz na kolacji ? - zapytał się jak zgaduję jego ojciec.
- Ja nie chcę przeszkadzać - powiedziałam cicho spuszczając głowę a jednocześnie rzucając Justinowi piorunujące spojrzenie.
- Ale chętnie Cię poznamy - powiedziała jego matka - Justin daj jej swoje jakieś ubrania bo jesteście mokrzy - poleciła a chłopak pociągnął mnie za dłoń w stronę drewnianych schodów przymocowanych do ściany po chwili byłam w jego pokoju.
- Co ty odwalasz ?! - krzyknęłam ale cicho żeby jego rodzice i brat nas nie usłyszeli.
- Oj po prostu.. ciągle mnie się czepiają, zawsze ja jestem ten zły i sobie pomyślałem że jak będę miał jakąś mądrą, ładną dziewczynę to będę na mnie patrzeć inaczej - unikał ze mną kontaktu wzrokowego po czym podał mi czarne, luźne spodnie dresowe i niebieską bluzę z kapturem która ma znak super-mena.
- A mało masz dziewczyn na ulicy ? - zapytałam ironicznie.
- Julie proszę cię.. będę mógł dawać Ci pieniądze, kupować co tylko chcesz ale jak się dowiedzą że ich okłamałem to będę miał gorzej przesrane niż mam - powiedział przegryzając dolną wargę.
- Dobra - mruknęłam pod nosem.
- To co chcesz w zamian ? - zapytał wyciągając z szafy sobie jakieś ubrania.
- Nic - wzruszyłam ramionami a on natomiost tak się podniósł że walnął się głową o szafkę którą otworzył parę sekund temu.
- Ale jak to nic ? - powiedział masując dłonią swoją głowę po czym syknął z bólu.
- No po prostu wiesz Justin są tacy ludzie co robią i nie chcą nic w zamian - uśmiechnęłam się tajemniczo do niego. Chłopak do mnie podszedł i mnie podniósł zaczął mną kręcić w wokół własnej osi co wywołało u mnie śmiech. - Justin puść mnie - zażądałam a on mnie puścił.
- Ej dzięki - uśmiechnął się słodko.
- Spoko gdzie jest łazienka ? - zapytałam rozglądając się po pokoju który był w kolorze czarnego i ciemnego filetu.
- Zawsze możesz się tutaj przebrać - poruszył brwiami w górę i w dół. Przyłożyłam palec do czoła i ja kazałam mu się w nie popukać.
- Ta chciałabyś - powiedziałam z kpiną w głosie.
- Drugie drzwi po lewej - powiedział. Bez słowa wyszłam z pokoju wchodząc do nowoczesnej łazienki która miała kolor białego i kremowego. Zdjęłam mokre ciuchy i ubrałam na siebie ciuchy jakie dał mi Justin. Zawsze chciałam ubrać, ciuchy chłopaka znaczy tak jakby powiedzieć Justin jest moim chłopakiem wszyscy tak myślę ale tak naprawdę tak nie jest. Co ja się znowu wpakowałam ?
Na kolacji było miło. Nie było tak źle jak się spodziewałam, zdaje mi się że rodzice Justina mnie polubili tak samo jak i jego brat. Ale jest minus, muszę tutaj dzisiaj nocować gdyż jest dwudziesta czwarta a Justin stwierdził że nie chce mu się prowadzić.
- I gdzie mam spać ? - zapytałam się go zaplatając dłonie na piersiach.
- Ze mną albo ze mną. - poruszył brwiami w górę i w dół uśmiechając się zadziornie - Z osobnymi kołdrami - dodał szybko widząc że otwieram usta by coś powiedzieć. Chłopak podał mi bawełnianią kołdrę. Położyłam się na łóżku. A po chwili z Justinem pogrążyliśmy się w rozmowie. Dowiedziałam się o nim dużo rzeczy, a on o mnie. Na przykład takie duperele jaki lubię kolor i tym podobne.
Przebudziłam się o godzinie dziesiątej a obok mnie nie było Justina. Usłyszałam dźwięk lejącej się wody dochodzącej z łazienki więc zgaduję że bierze prysznic. Po chwili wyszedł z łazienki podśpiewaując sobie jakąś piosenkę.
- Justin - zaczęłam - Podwieziesz mnie do domu ? - zapytałam siadając na brzegu łóżka obserwując szatyna który czegoś szukał w pokoju.
- Tak spoko - powiedział obojętnie nadal czegoś szukając - A gdzie mieszkasz ? - zapytał się a ja podałam mu adres. Ja mieszkam z ciocią, która ma na imię Katy rodzicie zmarli gdy miałam osiem lat a moja młodsza siostra miała cztery latka.
Po dłuższej chwili samochód Justina zaparkował pod moim blokiem.
- Co ty na to żebyśmy spędzili dzisiaj czas ? No wiesz poszlibyśmy na zakupy ? - zapytał się mnie patrząc w moje brązowe oczy a ja w jego.
- Spoko to może wejdziesz ? - zapytałam się go wysiadając z samochodu a jednocześnie trzaskając drzwiami.
- Nie chcę się narzucać.
- Nie będziesz się narzucał, moja ciotka to fajna kobieta więc cię nie zje - pokazałam mu język a on z grymasem na twarzy wysiadł z samochodu i weszliśmy do kamienicy.
Otworzyłam drzwi do wnętrza domu.
- Julie gdzie ty byłaś całą noc ? - zapytała się Kate. Mówię do niej po imieniu gdyż tego chce. Wraz z Justinem usiedliśmy na sofie i odpowiedziałam jej całą historię wiem że mogę jej zaufać, to taka zarazem moja przyjaciółka. Po pół godzinie byłam umalowana, odświeżona i ubrana a gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam w salonie Justina wywalającego za drzwi Dereka.
cdn.
Taaak wiem nudny w chuja.. przepraszam :c
Zdziwiona spojrzałam na chłopaka myślałam że zaraz mu przywalę ale się powstrzymałam.
- Aha to może Julie zostaniesz na kolacji ? - zapytał się jak zgaduję jego ojciec.
- Ja nie chcę przeszkadzać - powiedziałam cicho spuszczając głowę a jednocześnie rzucając Justinowi piorunujące spojrzenie.
- Ale chętnie Cię poznamy - powiedziała jego matka - Justin daj jej swoje jakieś ubrania bo jesteście mokrzy - poleciła a chłopak pociągnął mnie za dłoń w stronę drewnianych schodów przymocowanych do ściany po chwili byłam w jego pokoju.
- Co ty odwalasz ?! - krzyknęłam ale cicho żeby jego rodzice i brat nas nie usłyszeli.
- Oj po prostu.. ciągle mnie się czepiają, zawsze ja jestem ten zły i sobie pomyślałem że jak będę miał jakąś mądrą, ładną dziewczynę to będę na mnie patrzeć inaczej - unikał ze mną kontaktu wzrokowego po czym podał mi czarne, luźne spodnie dresowe i niebieską bluzę z kapturem która ma znak super-mena.
- A mało masz dziewczyn na ulicy ? - zapytałam ironicznie.
- Julie proszę cię.. będę mógł dawać Ci pieniądze, kupować co tylko chcesz ale jak się dowiedzą że ich okłamałem to będę miał gorzej przesrane niż mam - powiedział przegryzając dolną wargę.
- Dobra - mruknęłam pod nosem.
- To co chcesz w zamian ? - zapytał wyciągając z szafy sobie jakieś ubrania.
- Nic - wzruszyłam ramionami a on natomiost tak się podniósł że walnął się głową o szafkę którą otworzył parę sekund temu.
- Ale jak to nic ? - powiedział masując dłonią swoją głowę po czym syknął z bólu.
- No po prostu wiesz Justin są tacy ludzie co robią i nie chcą nic w zamian - uśmiechnęłam się tajemniczo do niego. Chłopak do mnie podszedł i mnie podniósł zaczął mną kręcić w wokół własnej osi co wywołało u mnie śmiech. - Justin puść mnie - zażądałam a on mnie puścił.
- Ej dzięki - uśmiechnął się słodko.
- Spoko gdzie jest łazienka ? - zapytałam rozglądając się po pokoju który był w kolorze czarnego i ciemnego filetu.
- Zawsze możesz się tutaj przebrać - poruszył brwiami w górę i w dół. Przyłożyłam palec do czoła i ja kazałam mu się w nie popukać.
- Ta chciałabyś - powiedziałam z kpiną w głosie.
- Drugie drzwi po lewej - powiedział. Bez słowa wyszłam z pokoju wchodząc do nowoczesnej łazienki która miała kolor białego i kremowego. Zdjęłam mokre ciuchy i ubrałam na siebie ciuchy jakie dał mi Justin. Zawsze chciałam ubrać, ciuchy chłopaka znaczy tak jakby powiedzieć Justin jest moim chłopakiem wszyscy tak myślę ale tak naprawdę tak nie jest. Co ja się znowu wpakowałam ?
Na kolacji było miło. Nie było tak źle jak się spodziewałam, zdaje mi się że rodzice Justina mnie polubili tak samo jak i jego brat. Ale jest minus, muszę tutaj dzisiaj nocować gdyż jest dwudziesta czwarta a Justin stwierdził że nie chce mu się prowadzić.
- I gdzie mam spać ? - zapytałam się go zaplatając dłonie na piersiach.
- Ze mną albo ze mną. - poruszył brwiami w górę i w dół uśmiechając się zadziornie - Z osobnymi kołdrami - dodał szybko widząc że otwieram usta by coś powiedzieć. Chłopak podał mi bawełnianią kołdrę. Położyłam się na łóżku. A po chwili z Justinem pogrążyliśmy się w rozmowie. Dowiedziałam się o nim dużo rzeczy, a on o mnie. Na przykład takie duperele jaki lubię kolor i tym podobne.
Przebudziłam się o godzinie dziesiątej a obok mnie nie było Justina. Usłyszałam dźwięk lejącej się wody dochodzącej z łazienki więc zgaduję że bierze prysznic. Po chwili wyszedł z łazienki podśpiewaując sobie jakąś piosenkę.
- Justin - zaczęłam - Podwieziesz mnie do domu ? - zapytałam siadając na brzegu łóżka obserwując szatyna który czegoś szukał w pokoju.
- Tak spoko - powiedział obojętnie nadal czegoś szukając - A gdzie mieszkasz ? - zapytał się a ja podałam mu adres. Ja mieszkam z ciocią, która ma na imię Katy rodzicie zmarli gdy miałam osiem lat a moja młodsza siostra miała cztery latka.
Po dłuższej chwili samochód Justina zaparkował pod moim blokiem.
- Co ty na to żebyśmy spędzili dzisiaj czas ? No wiesz poszlibyśmy na zakupy ? - zapytał się mnie patrząc w moje brązowe oczy a ja w jego.
- Spoko to może wejdziesz ? - zapytałam się go wysiadając z samochodu a jednocześnie trzaskając drzwiami.
- Nie chcę się narzucać.
- Nie będziesz się narzucał, moja ciotka to fajna kobieta więc cię nie zje - pokazałam mu język a on z grymasem na twarzy wysiadł z samochodu i weszliśmy do kamienicy.
Otworzyłam drzwi do wnętrza domu.
- Julie gdzie ty byłaś całą noc ? - zapytała się Kate. Mówię do niej po imieniu gdyż tego chce. Wraz z Justinem usiedliśmy na sofie i odpowiedziałam jej całą historię wiem że mogę jej zaufać, to taka zarazem moja przyjaciółka. Po pół godzinie byłam umalowana, odświeżona i ubrana a gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam w salonie Justina wywalającego za drzwi Dereka.
cdn.
* * *
Taaak wiem nudny w chuja.. przepraszam :c
Tagi:
opowiadanie2
Nie mogę uwierzyć, że mnie oszukiwał przez jakiś rok! Przecież wydawał się miły, opiekuńczy, słodki a tutaj buum.. okazuje się że jest dilerem narkotyków. Zawsze ja mam takie szczęście do chłopaków no właśnie dlaczego ja ?
- Julie - odezwał się znajmy mi głos - Co się stało że chciałaś się teraz spotkać ? - zapytał się. Zrobiłam krok w przód po czym dałam mu w policzek siarczystego plaskacza. On aż się zachwiał iż się tego nie spodziewał. - Co Ci odbiło ? - złapał się za swój czerwony polik i zaczął go masować.
- To się stało że dowiedziałam się że jesteś dilerem narkotyków! - krzyknęła - Z nami koniec ! - dodała i zaczęła iść szybkim krokiem przed siebie.
- Julie ! - krzyknął Derek. Zaczęła biec przed siebie a chłopak za nią. Czy on nie może dać mi spokoju ?! Dobiegła do portu a na motorówce zobaczyła chłopaka może był w jej wieku. Oglądnęła się za siebie i zobaczyła że szatyn ją dogania a chłopak który siedzi na motorówce patrzy się na zaistniałą sytuację.
- Odpalaj! - krzyknęła do brązoookiego a on posłusznie wykonał jej polecenie i odpalił motorówkę a po chwili siedziała już za chłopakiem.
- Julie ! Kicia. - krzyknął Derek. Obróciłam się w Derka.
- Nie nazywaj mnie tak ! - krzyknęła do niego. Po chwili byli na samym środku rzeki. Serce mi biło jakby ktoś walnął je młotem a miętowy oddech przyśpieszył.
- A tak w ogóle to Justin jestem. - przedstawił się chłopak z uśmiechem na twarzy.
- A ja Julie. Dzięki za pomoc. - powiedziałam trzymając się torsu chłopaka.
- Spoko zawsze do usług. - zaśmiał się zatrzymując motorówkę na brzegu jakiegoś lasku po za Atlantą. Zeszłam z niego siadając na drewnianym pomoście patrząc w taflę wody. Po chwili Justin usiadł obok mnie.
- Więc.. nie żeby coś ale jest spory kawałek do Atlanty. - powiedział bezbarwnym głosem patrząc w niebo którego było prawie nie było widać gdyż zasłoniły go czarne chmury.
- To co teraz zrobimy ? - zapytałam się chłopaka patrząc na niego dopiero teraz zobaczyłam jakie on ma ładne oczy o kolorze orzechowej czekolady.
- Zadzwonię do mojego brata - podniósł się z pomostu wyjmując z kieszeni swojego białego iphona i odszedł wystukując coś na nim. W sumie on nie jest taki zły, inny chłopak to by mi nie pomógł i też nie jest taki brzydki. Lecz mimo wszystko jest mi źle że Derek mnie okłamywał w końcu byłam z nim rok.. nigdy bym nie pomyślała że mnie okłamie. Ale po co mu to było ? Przecież jest synem najbogatszego mężczyzny w mieście i szczerze ? To on bardziej boi się ojca niż policji. - Zaraz po nas przyjedzie - usłyszałam głos Justina a po chwili poczułam zimne krople deszczu które spłynęły po moim ciele.
- No to super - mruknęłam pod nosem a po chwili poczułam na ramionach bluzę chłopaka.
- Nie.. nie bo ty będziesz chory - zmieszałam się.
- Ale to ja Cię tutaj wywiozłem i to ty możesz być prze mnie chora - zauważył sprytnie uśmiechając się trumfialnie jednocześnie patrząc w moje ciemne oczy.
- Ale to ja wsiadłam na twoją motorówkę - powiedziałam pewna siebie.
- Nie marudź tylko zakładaj - pogonił mnie a ja bez słowa założyłam czerwoną bluzę na siebie a jednocześnie otulił mnie słodki zapach jego perfum. - A tak pro po jak ty masz na nazwisko ? Bo wiem że masz na imię Julie - podrapał się Justin po swoich mokrych włosach.
- Staub a ty ? - zapytałam się go ciągnąc go pod drzewo gdyż bardziej się rozpadało.
- Bieber - powiedział a w tym samym czasie podjechał samochód. Justin pociągnął mnie za dłoń żebym wsiadła. Po chwili byliśmy już w drodze nie wiem nawet gdzie.
- Justin gdzie my jedziemy ? - zapytałam się go wypuszczając powoli powietrze z ust.
- Do mnie znaczy do nas do domu - powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Po co ? - zapytałam się go patrząc na niego jak na debila.
- Bo.. wywiozłem cię w las, jest późna godzina, i jesteś cała mokra ? - uniósł swoje brwi do góry a po chwili usłyszałam głos jego brata.
- Justin jak ty się w coś chociaż jeden raz dziennie nie wpakujesz to jesteś święty. - stwierdził jego brat kręcąc głową z rozbawieniem.
- Oj tam oj tam a i dzięki że wyciągnąłeś nas z tego lasu jeszcze trochę i by pioruny były na niebie. - powiedział - Chyba żebyśmy wybudowali szałas a naszym dzieckiem by była małpka. - dodał a ja wraz z jego bratem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Wiesz pierwsze słyszę żeby tutaj były małpy - powiedziałam śmiejąc się pod nosem.
- Kto wie może jakieś jajo małpy jest - poruszył charakterystycznie brwiami - A no Julie poznaj Jaxona a ty Jaxon poznaj Julie - przedstawił nas on to ma zapłon. Po chwili samochód stanął przed domem. Wysiedliśmy z samochodu który został zaparkowny na podjeździe i szybkim ruchem weszliśmy do wnętrza domu które było jeszcze ładniejsze niż na zawnątrz.
- O Justin , Jaxon przyjechaliście - powiedziała jakaś kobieta wchodząc - Ale nie sami.. - dodała cicho a w tym samym czasie do pokoju wszedł jak zgaduję ojciec chłopaków.
- Justin kto to jest ? - zapytał patrząc na niego uważnie.
- To jest Julie.. i jest moją dziewczyną. - powiedział z bananem na ryju.
cdn.
No i pierwszy rozdział za nami :D Wiem że nudny, ale to narazie początek :)
- Julie - odezwał się znajmy mi głos - Co się stało że chciałaś się teraz spotkać ? - zapytał się. Zrobiłam krok w przód po czym dałam mu w policzek siarczystego plaskacza. On aż się zachwiał iż się tego nie spodziewał. - Co Ci odbiło ? - złapał się za swój czerwony polik i zaczął go masować.
- To się stało że dowiedziałam się że jesteś dilerem narkotyków! - krzyknęła - Z nami koniec ! - dodała i zaczęła iść szybkim krokiem przed siebie.
- Julie ! - krzyknął Derek. Zaczęła biec przed siebie a chłopak za nią. Czy on nie może dać mi spokoju ?! Dobiegła do portu a na motorówce zobaczyła chłopaka może był w jej wieku. Oglądnęła się za siebie i zobaczyła że szatyn ją dogania a chłopak który siedzi na motorówce patrzy się na zaistniałą sytuację.
- Odpalaj! - krzyknęła do brązoookiego a on posłusznie wykonał jej polecenie i odpalił motorówkę a po chwili siedziała już za chłopakiem.
- Julie ! Kicia. - krzyknął Derek. Obróciłam się w Derka.
- Nie nazywaj mnie tak ! - krzyknęła do niego. Po chwili byli na samym środku rzeki. Serce mi biło jakby ktoś walnął je młotem a miętowy oddech przyśpieszył.
- A tak w ogóle to Justin jestem. - przedstawił się chłopak z uśmiechem na twarzy.
- A ja Julie. Dzięki za pomoc. - powiedziałam trzymając się torsu chłopaka.
- Spoko zawsze do usług. - zaśmiał się zatrzymując motorówkę na brzegu jakiegoś lasku po za Atlantą. Zeszłam z niego siadając na drewnianym pomoście patrząc w taflę wody. Po chwili Justin usiadł obok mnie.
- Więc.. nie żeby coś ale jest spory kawałek do Atlanty. - powiedział bezbarwnym głosem patrząc w niebo którego było prawie nie było widać gdyż zasłoniły go czarne chmury.
- To co teraz zrobimy ? - zapytałam się chłopaka patrząc na niego dopiero teraz zobaczyłam jakie on ma ładne oczy o kolorze orzechowej czekolady.
- Zadzwonię do mojego brata - podniósł się z pomostu wyjmując z kieszeni swojego białego iphona i odszedł wystukując coś na nim. W sumie on nie jest taki zły, inny chłopak to by mi nie pomógł i też nie jest taki brzydki. Lecz mimo wszystko jest mi źle że Derek mnie okłamywał w końcu byłam z nim rok.. nigdy bym nie pomyślała że mnie okłamie. Ale po co mu to było ? Przecież jest synem najbogatszego mężczyzny w mieście i szczerze ? To on bardziej boi się ojca niż policji. - Zaraz po nas przyjedzie - usłyszałam głos Justina a po chwili poczułam zimne krople deszczu które spłynęły po moim ciele.
- No to super - mruknęłam pod nosem a po chwili poczułam na ramionach bluzę chłopaka.
- Nie.. nie bo ty będziesz chory - zmieszałam się.
- Ale to ja Cię tutaj wywiozłem i to ty możesz być prze mnie chora - zauważył sprytnie uśmiechając się trumfialnie jednocześnie patrząc w moje ciemne oczy.
- Ale to ja wsiadłam na twoją motorówkę - powiedziałam pewna siebie.
- Nie marudź tylko zakładaj - pogonił mnie a ja bez słowa założyłam czerwoną bluzę na siebie a jednocześnie otulił mnie słodki zapach jego perfum. - A tak pro po jak ty masz na nazwisko ? Bo wiem że masz na imię Julie - podrapał się Justin po swoich mokrych włosach.
- Staub a ty ? - zapytałam się go ciągnąc go pod drzewo gdyż bardziej się rozpadało.
- Bieber - powiedział a w tym samym czasie podjechał samochód. Justin pociągnął mnie za dłoń żebym wsiadła. Po chwili byliśmy już w drodze nie wiem nawet gdzie.
- Justin gdzie my jedziemy ? - zapytałam się go wypuszczając powoli powietrze z ust.
- Do mnie znaczy do nas do domu - powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Po co ? - zapytałam się go patrząc na niego jak na debila.
- Bo.. wywiozłem cię w las, jest późna godzina, i jesteś cała mokra ? - uniósł swoje brwi do góry a po chwili usłyszałam głos jego brata.
- Justin jak ty się w coś chociaż jeden raz dziennie nie wpakujesz to jesteś święty. - stwierdził jego brat kręcąc głową z rozbawieniem.
- Oj tam oj tam a i dzięki że wyciągnąłeś nas z tego lasu jeszcze trochę i by pioruny były na niebie. - powiedział - Chyba żebyśmy wybudowali szałas a naszym dzieckiem by była małpka. - dodał a ja wraz z jego bratem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Wiesz pierwsze słyszę żeby tutaj były małpy - powiedziałam śmiejąc się pod nosem.
- Kto wie może jakieś jajo małpy jest - poruszył charakterystycznie brwiami - A no Julie poznaj Jaxona a ty Jaxon poznaj Julie - przedstawił nas on to ma zapłon. Po chwili samochód stanął przed domem. Wysiedliśmy z samochodu który został zaparkowny na podjeździe i szybkim ruchem weszliśmy do wnętrza domu które było jeszcze ładniejsze niż na zawnątrz.
- O Justin , Jaxon przyjechaliście - powiedziała jakaś kobieta wchodząc - Ale nie sami.. - dodała cicho a w tym samym czasie do pokoju wszedł jak zgaduję ojciec chłopaków.
- Justin kto to jest ? - zapytał patrząc na niego uważnie.
- To jest Julie.. i jest moją dziewczyną. - powiedział z bananem na ryju.
cdn.
* * *
No i pierwszy rozdział za nami :D Wiem że nudny, ale to narazie początek :)
Tagi:
opowidanie2
Julie Staub - Ma 18 lat. Jest wesoła, spontaniczna, o duszy artystycznej. Ma młodszą siostrzyczkę - Hilary. Jest byłą dziewczyną Dereka.
Justin Bieber - Ma 18 lat. Jest młodszym synem Jeremy'go i Patty. Jest cieniem, swojego starszego brata - Jaxona. On jest szalony, zabawny, spontaniczny, otwarty na ludzi i często pakuje się w kłopoty. Pracuje w firmie jego rodziców.
Jaxon Bieber - Ma 19 lat. Starszy brat Justina i jest synem Jeremy'go i Patty. Wszyscy mówią że jest wprost idealny, również pracuje w firmie swoich rodziców. Jest odwrotnością Justina. Jest w związku z Monic.
Monic Kane - Ma 19 lat. Jest bezczelna, egoistyczna, i urocza gdy chce coś osiągnąć. Od dawna spotyka się z Jaxon'em nie lubi Julie.
Derek Smith - Ma 19 lat. Jest on cwaniaczkiem, z dużą pewnością siebie. Zazwyczaj najpierw robi a potem myśli co można wywnioskować że był dilerem narkotyków. Ma on słabość do Julie i nie może się pogodzić że go zostawiła.
Dodałam nowych bohaterów gdyż mam nowy pomysł na opowiadanie :D
Justin Bieber - Ma 18 lat. Jest młodszym synem Jeremy'go i Patty. Jest cieniem, swojego starszego brata - Jaxona. On jest szalony, zabawny, spontaniczny, otwarty na ludzi i często pakuje się w kłopoty. Pracuje w firmie jego rodziców.
Jaxon Bieber - Ma 19 lat. Starszy brat Justina i jest synem Jeremy'go i Patty. Wszyscy mówią że jest wprost idealny, również pracuje w firmie swoich rodziców. Jest odwrotnością Justina. Jest w związku z Monic.
Monic Kane - Ma 19 lat. Jest bezczelna, egoistyczna, i urocza gdy chce coś osiągnąć. Od dawna spotyka się z Jaxon'em nie lubi Julie.
Derek Smith - Ma 19 lat. Jest on cwaniaczkiem, z dużą pewnością siebie. Zazwyczaj najpierw robi a potem myśli co można wywnioskować że był dilerem narkotyków. Ma on słabość do Julie i nie może się pogodzić że go zostawiła.
* * *
Dodałam nowych bohaterów gdyż mam nowy pomysł na opowiadanie :D
Tagi:
opowiadanie2
5 lat później.
Narracja Bezosobowa.
Justin i Mandy mają szczęśliwe życie. Dwa lata temu ożenili się, a teraz mają dwu letniego synka - Jason'a. Justin po paru miesiącach wrócił do koncertowania. Na scenie nie jest tak jak kiedyś, ale Bieber wszystko daje z siebie. Cieszy się że ma tak wspaniałych fanów, którzy go wspierają mimo wszystko.
Justin wyjechał na scenę gdzie siedział już jego gitarzysta - Don. Fanki zaczęły piszczeć, a Mandy wraz z Jason'em wspierają go za kulisami. Chłopak zaczął śpiewać piosenkę never say never a ludzie z widowni wraz z nim. Zaśpiewał jeszcze paręnaście piosenek i zjechał z sceny gdzie czekała na niego rodzina.
- Dałeś popis. - powiedziała zadowolona Mandy po czym dała swojemu mężowi buziaka w usta. Jason usiadł na kolanach ojca, który właśnie zjeżdżał z schodów dla małego zawsze była to frajda. Chłopczyk był niesamowicie podobny do ojca - brązowe włosy, czekoladowe oczy i jasnoróżowe usta. Obojga rodziców są utalentowani muzycznie, fanki Justina czekają tylko jak jego syn zacznie śpiewać lub tańczyć jak Mandy. Weszli do wnętrza ich wspólnego domu. Mandy wraz z Jasonem usiedli na kanapie a Justin stanął wózkiem obok nich.
- Justin.. mam dla Ciebie nowinę. - powiedziała z zachwytem dziewczyna. Brązowooki spojrzał na swoją wybrankę wiedząc co chce powiedzieć. Nic nie odpowiedział tylko czekał co dziewczyna odpowie. - Będziemy mieli kolejne dziecko. - krzyknęła z zachwytem a Justin bez słowa ją do siebie przytulił i ich usta złączyli się w długim namiętnym pocałunku.
Trzy lata później.
Jason ma już pięć lat, a ich córeczka - Kristen ma już trzy latka. Cały świat pokochał rodzinę Bieberów. Wszyscy mówią, jaka z nich jest cudowną rodzina. Mandy i Justin kłócą się ale zawsze dochodzą do porozumienia. Mimo że tyle przeżyli w ich życiu wreszcie zapanował spokój. Na pewno ta kochająca się dwójka która ma 26 lat będzie się kłócić, w ich małżeństwie będą wzloty i upadki. Ale wierzą że zawsze będą obok siebie, do końca swoich dni.
Epilog, nie wyszedł mi tak jak chciałam. Jest mi smutno że kończę to opowiadanie. Ale mam parę pomysłów na następne i nie wiem który wybrać. Do wieczora powinien pojawić się prolog i bohaterowie.
Chciałam wam podziękować za :
- 39 obserwujących.
- Za 383 komentarzy
- Za 6797 wejść na mój profil.
- I za wasze wsparcie, kocham was <3
Narracja Bezosobowa.
Justin i Mandy mają szczęśliwe życie. Dwa lata temu ożenili się, a teraz mają dwu letniego synka - Jason'a. Justin po paru miesiącach wrócił do koncertowania. Na scenie nie jest tak jak kiedyś, ale Bieber wszystko daje z siebie. Cieszy się że ma tak wspaniałych fanów, którzy go wspierają mimo wszystko.
Justin wyjechał na scenę gdzie siedział już jego gitarzysta - Don. Fanki zaczęły piszczeć, a Mandy wraz z Jason'em wspierają go za kulisami. Chłopak zaczął śpiewać piosenkę never say never a ludzie z widowni wraz z nim. Zaśpiewał jeszcze paręnaście piosenek i zjechał z sceny gdzie czekała na niego rodzina.
- Dałeś popis. - powiedziała zadowolona Mandy po czym dała swojemu mężowi buziaka w usta. Jason usiadł na kolanach ojca, który właśnie zjeżdżał z schodów dla małego zawsze była to frajda. Chłopczyk był niesamowicie podobny do ojca - brązowe włosy, czekoladowe oczy i jasnoróżowe usta. Obojga rodziców są utalentowani muzycznie, fanki Justina czekają tylko jak jego syn zacznie śpiewać lub tańczyć jak Mandy. Weszli do wnętrza ich wspólnego domu. Mandy wraz z Jasonem usiedli na kanapie a Justin stanął wózkiem obok nich.
- Justin.. mam dla Ciebie nowinę. - powiedziała z zachwytem dziewczyna. Brązowooki spojrzał na swoją wybrankę wiedząc co chce powiedzieć. Nic nie odpowiedział tylko czekał co dziewczyna odpowie. - Będziemy mieli kolejne dziecko. - krzyknęła z zachwytem a Justin bez słowa ją do siebie przytulił i ich usta złączyli się w długim namiętnym pocałunku.
Trzy lata później.
Jason ma już pięć lat, a ich córeczka - Kristen ma już trzy latka. Cały świat pokochał rodzinę Bieberów. Wszyscy mówią, jaka z nich jest cudowną rodzina. Mandy i Justin kłócą się ale zawsze dochodzą do porozumienia. Mimo że tyle przeżyli w ich życiu wreszcie zapanował spokój. Na pewno ta kochająca się dwójka która ma 26 lat będzie się kłócić, w ich małżeństwie będą wzloty i upadki. Ale wierzą że zawsze będą obok siebie, do końca swoich dni.
* * *
Epilog, nie wyszedł mi tak jak chciałam. Jest mi smutno że kończę to opowiadanie. Ale mam parę pomysłów na następne i nie wiem który wybrać. Do wieczora powinien pojawić się prolog i bohaterowie.
Chciałam wam podziękować za :
- 39 obserwujących.
- Za 383 komentarzy
- Za 6797 wejść na mój profil.
- I za wasze wsparcie, kocham was <3
Tagi:
opowiadanie
PIOSENKA.
Poczułam ogromny ból głowy. Usłyszałam pikanie jakiś maszyn a na sali głuche rozmowy z których nic nie mogę zrozumieć. Wiem że jestem w szpitalu. Ale co się stało? Poczułam ciepłą dłoń która dotykała moją ale to nie był ten dotyk którego pragnę poczuć ten był mojej matki. Poruszyłam najpierw lewą nogą a potem drugą. Po klika nastu próbach udało otworzyć mi się oczy ale zobaczyłam strasznie jasne światło.
- Doktorze ! - krzyknął mój ojciec a ja ponownie otworzyłam oczy. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam zapłakaną matkę która trzymała mnie za dłonie lekko je ściskając. Po chwili do sali wszedł siwiejący mężczyzna po 40-stce. Podszedł do mnie i zaczął mnie badać.
- Wiesz co się stało ? - zapytał się mnie patrząc na mnie. Pokiwałam przecząco głową gdyż nie jestem w stanie nic nie powiedzieć. Chodziła mi jedna myśl po głowie co z Justinem. - Ty i twój chłopak mieliście wypadek samochodowy. Wjechał na was samochód ale i tak dobrze że przeżyliście. - powiedział bezbarwnym głosem a mi się przypomniał ten dzień który był taki cudowny ale skończył się tragicznie.
- A co z Justinem ? - zapytałam zachrypniętym i słabym głosem. Doktor spuścił wzrok, rodzicie tak samo.
- On.. nie stanie już na nogi. - powiedział cicho. A ja poczułam jak wali mi się świat. Mój kochany Justin już nie stanie na nogi? Przecież to nie może być prawda. Przecież to mogłam być ja a nie on!
- Ale.. jak to ? - zapytałam drżącym głosem a krystaliczne łzy spływały mi po policzkach.
- Pewnie się zastanawiasz co Ci jest. - powiedział lekceważąc moje pytanie ale nic nie odpowiedział więc on kontynuował - Rozwalona głowa, parę szwów, złamana noga i żebra. - powiedział z uśmiechem na twarzy ale mi jakoś do uśmiechu nie jest.
- Mogę się z nim zobaczyć ? - zapytałam przymykając powieki chcąc by był to zły sen który się nigdy nie zdarzy a ja nadal będę szczęśliwą dziewczyną.
- On jest w śpiączce. Powinien się nie za długo obudzić. - odparł pan doktor.
Oczami Justina.
Poczułem przerażający ból głowy a zarazem całego ciała. Czuję się przywiązany do łóżka, a w tle słychać różne pikanie maszyn a zarazem jakieś głosy i szlochanie. Pragnę tylko żeby jej się nic nie stało, żeby żyła. Nie wybaczę sobie tego jeśli jej się coś stanie a nie mi. Chciałem poruszać nogami ale nie udało mi się poczułem jakby już nie należały do mnie tylko są do mnie przyczepione. Palcami u rąk normalnie poruszałem a po parunastu próbach otworzyłem oczy ale zaraz je zamknąłem gdyż białe światło mnie przeraziło. Po chwili ponownie otworzyłem oczy a w pokoju zobaczyłem pierwszy raz tulącego się matkę z ojcem oboje płakali. Co się do kurwa dzieję? Przecież ja żyję.
- Co z Mandy ? - zapytałem zachrypniętym i osłabionym głosem patrząc na moich rodziców. Gdy usłyszeli mój głos od razu podbiegli do mnie. Matka zaczęła mnie przytulać.
- Z Mandy wszystko dobrze. Tylko ma nogę w gipsie, połamane żebra i parę szwów. - odparła z uśmiechem na twarzy wycierając swoje łzy spływające po jej policzkach.
- I ty to uważasz za nic?! - popatrzyłem na matkę jak na debilkę a w tym samym czasie wszedł doktor który był łysy i miał biały fartuch.
- Pewnie chcesz wiedzieć co Ci jest. - powiedział nie zważając na to że rozmawiam z rodzicielką. Pokiwałem twierdząco głową nie chcąc mi się z nim rozmawiać chcę ją jak najszybciej zobaczyć, przytulić powiedzieć jej te magiczne słowa. - Więc masz parę szwów, połamane żebra i nigdy nie staniesz na nogi. - ostanie słowa powiedział ciszej pewnie nie chce mu się mówić takich rzeczy. Poczułem jak moje marzenia odchodzą, jak już nigdy nie zatańczę, co się liczy z zakończeniem kariery a co gorsza co jeśli Mandy mnie zostawi ? Poczułem jak łzy spływają po moim policzku a mama wyciera je swoim kciukiem również płacząc.
- I co teraz będzie ? - zapytałem patrząc na nich z łzami w oczach. Nie umiem sobie tego wyobrazić.
- Na pewno będziesz musiał na jakiś czas zawiesić karierę. - powiedział wypuszczając powietrze z ust.
- Mogę się z nią zobaczyć ? Proszę. - poprosiłem łamiącym się głosem.
- Za parę dni. Oboje jesteście w nie najlepszym stanie. - odparł i wyszedł z sali.
Parę dni później.
Nadal nie umiem się z tym pogodzić, od paru dni jej nie zobaczyłem. Cały świat dowiedział się że nie stanę na nogi, boję się że fanki mnie opuszczą, a najgorsze że kobieta mojego życia mnie opuści nie chcę tego.
- Kiedy będę mógł ją zobaczyć ? - zapytałem doktora który właśnie wszedł do mojej sali.
- Właśnie teraz. - odparł a do sali na wózku wjechała moja mała, kochana Mandy. Ustawili jej wózek obok mojego łóżka. Chwyciłem ją za dłonie patrząc na nią oczami przepełnionymi łzami.
- Kochanie.. martwiłem się o Ciebie. - wyszeptałem ściskając jej dłoń.
- Też się o Ciebie martwiłam. - wyszeptała zobaczyłem jak po jej policzku spływa łza od razu ją wytarłem.
- Mandy zdajesz sobie sprawę że nie będzie tak jak kiedyś ? - zapytałem drżącym głosem patrząc w jej niebieskie oczy które bardzo kocham.
- Wiem ale mimo wszystko kocham cię i nie zostawię Cię bo nie będziesz chodził. Ty też mnie nie zostawiłeś, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie więc będę z tobą. - powiedziała a po jej głosie rozpoznałem że mówi prawdę. Kocham ją całym sercem, całym moim ciałem nie wiem co bym zrobił gdyby mnie zostawiła. Teraz mogą nawet mnie fani opuścić mogę stać zapomniany ale chociaż będzie obok mnie osoba którą kocham i kochać będę mimo wszystko.
Jezu.. aż mam łzy w oczach wiedząc że nie powrócę do tego opowiadania :c. Dziękuję za te 12 komentarze, jesteście kochanie <3. Jutro pojawi się epilog, a może jeszcze jutro nowi bohaterowie i prolog <3
Kocham was ! <3
Poczułam ogromny ból głowy. Usłyszałam pikanie jakiś maszyn a na sali głuche rozmowy z których nic nie mogę zrozumieć. Wiem że jestem w szpitalu. Ale co się stało? Poczułam ciepłą dłoń która dotykała moją ale to nie był ten dotyk którego pragnę poczuć ten był mojej matki. Poruszyłam najpierw lewą nogą a potem drugą. Po klika nastu próbach udało otworzyć mi się oczy ale zobaczyłam strasznie jasne światło.
- Doktorze ! - krzyknął mój ojciec a ja ponownie otworzyłam oczy. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam zapłakaną matkę która trzymała mnie za dłonie lekko je ściskając. Po chwili do sali wszedł siwiejący mężczyzna po 40-stce. Podszedł do mnie i zaczął mnie badać.
- Wiesz co się stało ? - zapytał się mnie patrząc na mnie. Pokiwałam przecząco głową gdyż nie jestem w stanie nic nie powiedzieć. Chodziła mi jedna myśl po głowie co z Justinem. - Ty i twój chłopak mieliście wypadek samochodowy. Wjechał na was samochód ale i tak dobrze że przeżyliście. - powiedział bezbarwnym głosem a mi się przypomniał ten dzień który był taki cudowny ale skończył się tragicznie.
- A co z Justinem ? - zapytałam zachrypniętym i słabym głosem. Doktor spuścił wzrok, rodzicie tak samo.
- On.. nie stanie już na nogi. - powiedział cicho. A ja poczułam jak wali mi się świat. Mój kochany Justin już nie stanie na nogi? Przecież to nie może być prawda. Przecież to mogłam być ja a nie on!
- Ale.. jak to ? - zapytałam drżącym głosem a krystaliczne łzy spływały mi po policzkach.
- Pewnie się zastanawiasz co Ci jest. - powiedział lekceważąc moje pytanie ale nic nie odpowiedział więc on kontynuował - Rozwalona głowa, parę szwów, złamana noga i żebra. - powiedział z uśmiechem na twarzy ale mi jakoś do uśmiechu nie jest.
- Mogę się z nim zobaczyć ? - zapytałam przymykając powieki chcąc by był to zły sen który się nigdy nie zdarzy a ja nadal będę szczęśliwą dziewczyną.
- On jest w śpiączce. Powinien się nie za długo obudzić. - odparł pan doktor.
Oczami Justina.
Poczułem przerażający ból głowy a zarazem całego ciała. Czuję się przywiązany do łóżka, a w tle słychać różne pikanie maszyn a zarazem jakieś głosy i szlochanie. Pragnę tylko żeby jej się nic nie stało, żeby żyła. Nie wybaczę sobie tego jeśli jej się coś stanie a nie mi. Chciałem poruszać nogami ale nie udało mi się poczułem jakby już nie należały do mnie tylko są do mnie przyczepione. Palcami u rąk normalnie poruszałem a po parunastu próbach otworzyłem oczy ale zaraz je zamknąłem gdyż białe światło mnie przeraziło. Po chwili ponownie otworzyłem oczy a w pokoju zobaczyłem pierwszy raz tulącego się matkę z ojcem oboje płakali. Co się do kurwa dzieję? Przecież ja żyję.
- Co z Mandy ? - zapytałem zachrypniętym i osłabionym głosem patrząc na moich rodziców. Gdy usłyszeli mój głos od razu podbiegli do mnie. Matka zaczęła mnie przytulać.
- Z Mandy wszystko dobrze. Tylko ma nogę w gipsie, połamane żebra i parę szwów. - odparła z uśmiechem na twarzy wycierając swoje łzy spływające po jej policzkach.
- I ty to uważasz za nic?! - popatrzyłem na matkę jak na debilkę a w tym samym czasie wszedł doktor który był łysy i miał biały fartuch.
- Pewnie chcesz wiedzieć co Ci jest. - powiedział nie zważając na to że rozmawiam z rodzicielką. Pokiwałem twierdząco głową nie chcąc mi się z nim rozmawiać chcę ją jak najszybciej zobaczyć, przytulić powiedzieć jej te magiczne słowa. - Więc masz parę szwów, połamane żebra i nigdy nie staniesz na nogi. - ostanie słowa powiedział ciszej pewnie nie chce mu się mówić takich rzeczy. Poczułem jak moje marzenia odchodzą, jak już nigdy nie zatańczę, co się liczy z zakończeniem kariery a co gorsza co jeśli Mandy mnie zostawi ? Poczułem jak łzy spływają po moim policzku a mama wyciera je swoim kciukiem również płacząc.
- I co teraz będzie ? - zapytałem patrząc na nich z łzami w oczach. Nie umiem sobie tego wyobrazić.
- Na pewno będziesz musiał na jakiś czas zawiesić karierę. - powiedział wypuszczając powietrze z ust.
- Mogę się z nią zobaczyć ? Proszę. - poprosiłem łamiącym się głosem.
- Za parę dni. Oboje jesteście w nie najlepszym stanie. - odparł i wyszedł z sali.
Parę dni później.
Nadal nie umiem się z tym pogodzić, od paru dni jej nie zobaczyłem. Cały świat dowiedział się że nie stanę na nogi, boję się że fanki mnie opuszczą, a najgorsze że kobieta mojego życia mnie opuści nie chcę tego.
- Kiedy będę mógł ją zobaczyć ? - zapytałem doktora który właśnie wszedł do mojej sali.
- Właśnie teraz. - odparł a do sali na wózku wjechała moja mała, kochana Mandy. Ustawili jej wózek obok mojego łóżka. Chwyciłem ją za dłonie patrząc na nią oczami przepełnionymi łzami.
- Kochanie.. martwiłem się o Ciebie. - wyszeptałem ściskając jej dłoń.
- Też się o Ciebie martwiłam. - wyszeptała zobaczyłem jak po jej policzku spływa łza od razu ją wytarłem.
- Mandy zdajesz sobie sprawę że nie będzie tak jak kiedyś ? - zapytałem drżącym głosem patrząc w jej niebieskie oczy które bardzo kocham.
- Wiem ale mimo wszystko kocham cię i nie zostawię Cię bo nie będziesz chodził. Ty też mnie nie zostawiłeś, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie więc będę z tobą. - powiedziała a po jej głosie rozpoznałem że mówi prawdę. Kocham ją całym sercem, całym moim ciałem nie wiem co bym zrobił gdyby mnie zostawiła. Teraz mogą nawet mnie fani opuścić mogę stać zapomniany ale chociaż będzie obok mnie osoba którą kocham i kochać będę mimo wszystko.
* * *
Jezu.. aż mam łzy w oczach wiedząc że nie powrócę do tego opowiadania :c. Dziękuję za te 12 komentarze, jesteście kochanie <3. Jutro pojawi się epilog, a może jeszcze jutro nowi bohaterowie i prolog <3
Kocham was ! <3
Tagi:
opowiadanie
Przebudziłam się o godzinie 10.
Przekręciłam głowę w lewo i zobaczyłam patrzącego na mnie Justina swoimi czekoladowymi oczkami. Na samą myśl o wczorajszej nocy i wieczorze uśmiech malował mi się na twarzy. Poczułam jak wargi Justina dotykają moich i pocałowały je delikatnie.
- Dobra myszko, idę się ogarnąć a potem jedziemy do Stanford. - tak jak powiedział tak i zrobił po paru sekundach był już w łazience. Jak ja tego chłopaka kocham.. to jest paranoja. Nigdy bym nie pomyślała że się tak zakocham.. pokochałam go całym sercem. Wiem że już nikogo już tak nie pokocham jak Justina, nikomu nie zaufam tak jak jemu. Mimo wszystko zawsze, będzie zapisany w moim sercu zawsze będzie cząstką mnie nie ważne co się stanie. Założyłam na siebie, koszulkę leżącą na podłodze a po chwili z łazienki wyszedł on. Ja pierdole jaki on jest śliczny!
- Ruszaj się kochanie bo spóźnimy się. - powiedział uśmiechając się do mnie. Bez słowa zeszłam z łóżka omijając Justina i weszłam do łazienki. Po pół godzinie byłam ubrana , odświeżona i umalowana.
Po paru godzinnym locie byliśmy już w Stanford a Justina samochód jechał pod mój dom znaczy stary dom.
- Justin co ja mam im powiedzieć ? - zapytałam patrząc na niego a on patrzył się uważnie na drogę.
- Że jesteś chora. - powiedział uśmiechając się lekko ale mi jakoś do uśmiechu nie jest.
- Tyle to ja sama wiem. - oświeciłam go opierając głowę o szybę od samochodu ale właśnie dojechaliśmy a on parkował samochód na podjeździe. - Zrób jeszcze jedną rundkę. - powiedziałam a on otworzył mi drzwiczki i wysiadłam z samochodu udając się na ganek a za mną mój chłopak. Zapukałam do drzwi bo przecież nie wejdę jakby nigdy nic. Ścisnęłam mocniej dłoń Justina słysząc że ktoś odklucza drzwi. W drzwiach zobaczyłam szczupłą blondynkę - poznałam ją to jest moja mama.
- Mandy ? - zapytała z niedowierzeniem.
- Tak. - powiedziałam cicho.
- Dziecko gdzie ty byłaś przez te miesiące ? - patrzyła się na mnie z wyrzutem a jednocześnie się cieszyła.
- Długa historia. - powiedziałam patrząc na kobietę.
- Mam czas. - powiedziała z uśmiechem na ustach wpuszczając nas do środka. Zdjęłam buty i udałam się do salonu w domu się nic nie zmieniło te same ściany, meble. Usiadłam na sofie a obok mnie Justin. Na fotelu siedział ojciec czytają gazetę.
- Kto to nas odwiedził. - powiedział ironicznie ojciec.
- Nie opuściłabym was gdybyś mnie nie uderzył. - powiedziałam cicho ściskając dłoń chłopaka. Przed oczami stanęło mi wspomnienie gdy mnie uderzył, gdy zabronił mi się z nim spotykać. Gdy odebrał mi to co jest dla mnie najważniejsze, co kocham całym moim sercem.
- Mandy, ja cię przepraszam za wtedy. Przez te parę miesięcy nie mogłem sobie dać z tym spokoju. - wyznał ojciec patrząc na mnie. - A Ty Justin, mam nadzieję że dobrze się nią zajmujesz. Tylko jej nie zrań chłopie. - wystawił dłoń do mojego chłopaka, a on zdziwiony uścisnął ją z uśmiechem na twarzy.
- A w jakiej sprawie przyjechaliście ? - zapytała z entuzjazmem matka siadając na fotelu.
- No.. bo wiecie ja jestem chora. - powiedziałam cicho spuszczając wzrok nie chciałam widzieć teraz ich twarzy.
- Na co ? - zapytał drżącym głosem ojciec siadając na fotelu.
- Białaczkę. - powiedziałam łamiącym się głosem. Spojrzałam na rodziców którzy się do siebie przytulili i zaczęli płakać. Poczułam jak po policzku spłynęła mi łza. Justin objął mnie ramieniem i do siebie przytulił.
- To jest potwierdzone ? - zapytała kobieta.
- Tak.. dowiedzieliśmy się tego w Australii a wczoraj to się potwierdziło. - powiedziałam wycierając łzę.
- Na szczęście gdy byłaś mała to zrobiliśmy Ci badania, i zostawiliśmy szpik gdybyś zachorowała. - powiedziała matka z uśmiechem na ustach a ja przytuliłam się do siebie z Justinem po czym przytuliłam się z rodzicami.
2 miesiące później.
Operacja się udała, a szpik normalnie działa. Z Justinem, jesteśmy szczęśliwi jak nigdy. Z rodzicami utrzymuję kontkat, więc w moim życiu wreszcie zapanował spokój.
- O czym tak myślisz kochanie ? - zapytał się mnie mój chłopak.
- Że w moim życiu wreszcie, zapanował spokój. - uśmiechnęłam się po czym pocałował mnie przelotnie w usta gdyż kieruje samochodem.
- Myszko tak sobie myślałem żebyśmy może wyjechali na wakacje ? Może tak na Hawaje ? - zapytał z entuzjazmem w głosie patrząc na mnie kątem oka.
- Pewnie, nie mogę się już doczekać. - uśmiechnęłam się do chłopaka a w radiu poleciała piosenka Adele-someone like you. Pogłośniłam co rozbawiło chłopaka. - Co się śmiejesz ?
- Z niczego. - pokręcił głową.
- Jasne. - mruknęłam pod nosem.
- Po prostu gdy leci twoja ulubiona piosenka to ją pogłaśniasz a gdy leci moja to mi nie pozwalasz. - oburzył się - Baba w moim samochodzie mi rozkazuje. - westchnął.
- Baba ? Dziękuję Ci bardzo. - prychnęłam.
- Ale kocham tą babę. - uśmiechnął się przenosząc wzrok na mnie.
- Też cię kocham dziadku. - zaśmieliśmy się. - Patrz na jezdnię.
- Okej. - posłuchał się mnie. - Jestem świetnym kierowcą więc nic.. - nie dokończył gdyż przed maskę samochodu wbiegła jakaś postać a mi serce stanęło do gardła. Natychmiast skręcił na przeciwny pas ale nie miał pojęcia że jezdnia jest tak ślizga i że samochód odmówi mu posłuszeństwa. Poczułam jak jak moje ciało przeszywa ból fizyczny którego nie jestem w stanie opisać. Przed zamknięciem oczu usłyszała jak Justin mówi mi ciche "kocham cię".
cdn.
Tak to przed ostatni rozdział :c. Nie bójcie się nikogo nie uśmiercę. Jest mi przykro że kończę te opowiadanie, ale wyczerpałam wszystkie pomysły a nie chcę z niego robić mody na sukces. Jeśli będzie dużo komentarzy to może się pojawi dzisiaj ostatni rozdział. Mam pomysł, na przyszłe opowiadanie ale o tym później.
Pozdrawiam, i życzę miłej niedzieli. <3
Przekręciłam głowę w lewo i zobaczyłam patrzącego na mnie Justina swoimi czekoladowymi oczkami. Na samą myśl o wczorajszej nocy i wieczorze uśmiech malował mi się na twarzy. Poczułam jak wargi Justina dotykają moich i pocałowały je delikatnie.
- Dobra myszko, idę się ogarnąć a potem jedziemy do Stanford. - tak jak powiedział tak i zrobił po paru sekundach był już w łazience. Jak ja tego chłopaka kocham.. to jest paranoja. Nigdy bym nie pomyślała że się tak zakocham.. pokochałam go całym sercem. Wiem że już nikogo już tak nie pokocham jak Justina, nikomu nie zaufam tak jak jemu. Mimo wszystko zawsze, będzie zapisany w moim sercu zawsze będzie cząstką mnie nie ważne co się stanie. Założyłam na siebie, koszulkę leżącą na podłodze a po chwili z łazienki wyszedł on. Ja pierdole jaki on jest śliczny!
- Ruszaj się kochanie bo spóźnimy się. - powiedział uśmiechając się do mnie. Bez słowa zeszłam z łóżka omijając Justina i weszłam do łazienki. Po pół godzinie byłam ubrana , odświeżona i umalowana.
Po paru godzinnym locie byliśmy już w Stanford a Justina samochód jechał pod mój dom znaczy stary dom.
- Justin co ja mam im powiedzieć ? - zapytałam patrząc na niego a on patrzył się uważnie na drogę.
- Że jesteś chora. - powiedział uśmiechając się lekko ale mi jakoś do uśmiechu nie jest.
- Tyle to ja sama wiem. - oświeciłam go opierając głowę o szybę od samochodu ale właśnie dojechaliśmy a on parkował samochód na podjeździe. - Zrób jeszcze jedną rundkę. - powiedziałam a on otworzył mi drzwiczki i wysiadłam z samochodu udając się na ganek a za mną mój chłopak. Zapukałam do drzwi bo przecież nie wejdę jakby nigdy nic. Ścisnęłam mocniej dłoń Justina słysząc że ktoś odklucza drzwi. W drzwiach zobaczyłam szczupłą blondynkę - poznałam ją to jest moja mama.
- Mandy ? - zapytała z niedowierzeniem.
- Tak. - powiedziałam cicho.
- Dziecko gdzie ty byłaś przez te miesiące ? - patrzyła się na mnie z wyrzutem a jednocześnie się cieszyła.
- Długa historia. - powiedziałam patrząc na kobietę.
- Mam czas. - powiedziała z uśmiechem na ustach wpuszczając nas do środka. Zdjęłam buty i udałam się do salonu w domu się nic nie zmieniło te same ściany, meble. Usiadłam na sofie a obok mnie Justin. Na fotelu siedział ojciec czytają gazetę.
- Kto to nas odwiedził. - powiedział ironicznie ojciec.
- Nie opuściłabym was gdybyś mnie nie uderzył. - powiedziałam cicho ściskając dłoń chłopaka. Przed oczami stanęło mi wspomnienie gdy mnie uderzył, gdy zabronił mi się z nim spotykać. Gdy odebrał mi to co jest dla mnie najważniejsze, co kocham całym moim sercem.
- Mandy, ja cię przepraszam za wtedy. Przez te parę miesięcy nie mogłem sobie dać z tym spokoju. - wyznał ojciec patrząc na mnie. - A Ty Justin, mam nadzieję że dobrze się nią zajmujesz. Tylko jej nie zrań chłopie. - wystawił dłoń do mojego chłopaka, a on zdziwiony uścisnął ją z uśmiechem na twarzy.
- A w jakiej sprawie przyjechaliście ? - zapytała z entuzjazmem matka siadając na fotelu.
- No.. bo wiecie ja jestem chora. - powiedziałam cicho spuszczając wzrok nie chciałam widzieć teraz ich twarzy.
- Na co ? - zapytał drżącym głosem ojciec siadając na fotelu.
- Białaczkę. - powiedziałam łamiącym się głosem. Spojrzałam na rodziców którzy się do siebie przytulili i zaczęli płakać. Poczułam jak po policzku spłynęła mi łza. Justin objął mnie ramieniem i do siebie przytulił.
- To jest potwierdzone ? - zapytała kobieta.
- Tak.. dowiedzieliśmy się tego w Australii a wczoraj to się potwierdziło. - powiedziałam wycierając łzę.
- Na szczęście gdy byłaś mała to zrobiliśmy Ci badania, i zostawiliśmy szpik gdybyś zachorowała. - powiedziała matka z uśmiechem na ustach a ja przytuliłam się do siebie z Justinem po czym przytuliłam się z rodzicami.
2 miesiące później.
Operacja się udała, a szpik normalnie działa. Z Justinem, jesteśmy szczęśliwi jak nigdy. Z rodzicami utrzymuję kontkat, więc w moim życiu wreszcie zapanował spokój.
- O czym tak myślisz kochanie ? - zapytał się mnie mój chłopak.
- Że w moim życiu wreszcie, zapanował spokój. - uśmiechnęłam się po czym pocałował mnie przelotnie w usta gdyż kieruje samochodem.
- Myszko tak sobie myślałem żebyśmy może wyjechali na wakacje ? Może tak na Hawaje ? - zapytał z entuzjazmem w głosie patrząc na mnie kątem oka.
- Pewnie, nie mogę się już doczekać. - uśmiechnęłam się do chłopaka a w radiu poleciała piosenka Adele-someone like you. Pogłośniłam co rozbawiło chłopaka. - Co się śmiejesz ?
- Z niczego. - pokręcił głową.
- Jasne. - mruknęłam pod nosem.
- Po prostu gdy leci twoja ulubiona piosenka to ją pogłaśniasz a gdy leci moja to mi nie pozwalasz. - oburzył się - Baba w moim samochodzie mi rozkazuje. - westchnął.
- Baba ? Dziękuję Ci bardzo. - prychnęłam.
- Ale kocham tą babę. - uśmiechnął się przenosząc wzrok na mnie.
- Też cię kocham dziadku. - zaśmieliśmy się. - Patrz na jezdnię.
- Okej. - posłuchał się mnie. - Jestem świetnym kierowcą więc nic.. - nie dokończył gdyż przed maskę samochodu wbiegła jakaś postać a mi serce stanęło do gardła. Natychmiast skręcił na przeciwny pas ale nie miał pojęcia że jezdnia jest tak ślizga i że samochód odmówi mu posłuszeństwa. Poczułam jak jak moje ciało przeszywa ból fizyczny którego nie jestem w stanie opisać. Przed zamknięciem oczu usłyszała jak Justin mówi mi ciche "kocham cię".
cdn.
* * *
Tak to przed ostatni rozdział :c. Nie bójcie się nikogo nie uśmiercę. Jest mi przykro że kończę te opowiadanie, ale wyczerpałam wszystkie pomysły a nie chcę z niego robić mody na sukces. Jeśli będzie dużo komentarzy to może się pojawi dzisiaj ostatni rozdział. Mam pomysł, na przyszłe opowiadanie ale o tym później.
Pozdrawiam, i życzę miłej niedzieli. <3
Tagi:
opowiadanie
Jechaliśmy samochodem Justina z jakieś pięć minut.
- Gdzie jedziemy ? - zapytałam zmieniając temat gdyż wcześniej rozmawialiśmy o jego nowej płycie którą będzie nagrywał. Justin nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się tajemniczo - Gdzie jedziemy ? - powtórzyłam pytanie.
- Na kosmos - odparł rozbawiony. - Wiesz że Ci nie powiem to się nie pytaj - dodał szybko widząc jak otwieram usta by coś powiedzieć.
Po paru minutach dojechaliśmy pod kino. Wysiadłam z samochodu a na powitanie oślepił mnie blask fleszy. Poczułam dłoń która łapie moją i ciągnie w kierunku wejścia do budynku a drogę taranował nam Kenny gdyż paparazzi chcieli mieć jak najwięcej zdjęć Justina. Po chwili byliśmy w wnętrzu budynku. Justin od razu po wejściu do kina podszedł do jakieś babki i zaczął jej coś tłumaczyć a ja zostałam sama. Ale jednak po chwili wrócił z uśmiechem na twarzy.
- Chodź jedziemy. - pociągnął mnie za dłoń splatając razem nasze palce. Pchnęłam duże skórzane drzwi, i weszliśmy do środka. W sali panował w półmrok ledwo co widziałam można było tylko dostrzec duży, biały ekran.
- Tutaj spędzimy cały wieczór kochanie. - uśmiechnął się tajemniczo. Nic nie odpowiedziałam tylko rozglądnęłam się po sali ale i tak nic nie zobaczyłam. - Idź się zapytaj Kenn'ego o której rozpoczyna się film bo wypadło mi jakoś z głowy. - powiedział nie pewnie a ja bez słowa wyszłam z sali szukając tego wielkoluda. Trudno go nie było znaleźć gdyż jest taki wielki. Podeszłam do niego i zadałam pytanie od Justina. Rozmawialiśmy około 10 minut gdyż on ciągle znajdował nowy temat do rozmowy ale w końcu od niego uciekłam i wróciłam do sali.
- Kenny pow.. - nie dokończyłam. Odwróciłam się i zobaczyłam mnóstwo porozstawianych świec dzięki czemu zrobiło się jaśniej na sali. Dookoła panował przyjemny półmrok a w powietrzu unosił się słodki zapach kadzidełek. - Justin.. - wydukałam tylko na jego imię było mnie stać. Chłopak stał i patrzył się na mnie pytająco w jego oczach można było dostrzec że jest zadowolony. Rozglądnęłam się po sali a w jednym z rogów sali stał mały, nakryty stolik. Nie mogę w to uwierzyć, żaden chłopak się tak dla mnie nie postarłam. Jestem pewno w stu procentach że to właśnie z nim chcę spędzić resztę mojego życia. Wolnym krokiem ruszyłam przed siebie modląc się by to nie był sen. Poczułam ciepłe dłonie oplatające od tyłu moją talię a po chwili położył brodę na moim ramieniu.
- Podoba się ? - zapytał swoim aksamitnym głosem.
- Pewnie jesteś tu ślicznie. Nie mogę uwierzyć że zrobiłeś to dla mnie.. Kocham cię. - odwróciłam się w jego stronę a nasze twarze dzieliły się od siebie paręnaście centymetrów.
- Też cię kocham. - nasze usta złączyły się w czułym i delikatnym pocałunku. Wiem że ten wieczór zapamiętam do końca moich dni.
- Jak to zrobiłeś ? - zapytałam nie ukrywając zachwytu. Zawiesiłam dłonie na jego szyi patrząc w jego błyszczące się brązowe oczy.
- Dla mnie nie ma rzeczy nie możliwych, dla Ciebie zrobię wszystko. - pocałował mnie w usta a ja bez słowa się w niego wtuliłam. Po krótkiej chwili ujął moją dłoń i lekko pociągnął w stronę siedzeń. Weszliśmy po schodach udając się na samą górę. Bez słowa usiadł na jednym z krzesełek po czym poklepał swoje kolana wyciągając ręce dając mi do zrozumienia że ma na nich usiąść. Ujęłam jego dłonie i zrobiłam to co kazał. Obok stał kubek popcornu i cola. Oparłam się o jego tors a po chwili zaczęły lecieć zwiastuny nadchodzących filmów.
Wtulona w Justina patrzyłam w ekran. Wybrał film titanc pamiętał że bardzo lubię ten film. Poczułam jak samotna kryształowa łza spłynęła po moim policzku. Justin to zobaczył i ją wytarł swoją kciukiem patrząc na mnie troskliwym wzrokiem.
- Kochanie nie płacz to tylko film. - wyszeptał mi do ucha lekko je zgryzając.
- Wiem ale ten film jest taki romantyczny. - stwierdziłam podnosząc się z kolan chłopaka iż skończył się film. Jus chwycił mnie za rękę i pokierował w stronę stoliku. Z bliska wyglądało jeszcze wszystko cudowniej, jedwabny czerwony obrus i do tego na środka o tego samego koloru ustawiona świeca a na talerzach jedzenie które wyglądało smacznie. Gdzieniegdzie porozsypywane płatki róż, a na stole czerwone wino które jak zgaduję do najtańszych nie należało. Bez słowa pocałowałam go w usta a on odsunął mi krzesło bym usiadła tak też zrobiłam. On sam usiadł na przeciwko przyglądając mi się z promiennym uśmiechem na twarzy.
Atmosfera była cudowna. Z Justinem, rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Wspominaliśmy czasy gdy jeszcze byliśmy przyjaciółmi przed jego karierą. Czuję że jesteśmy dla siebie stworzeni, jeszcze trzy lata temu bym nie zgadła że będę na maksa w nim zakochana. Weszliśmy do naszego pokoju, a ręce chłopaka cały czas spoczywały na moich biodrach. Obrócił mnie w swoją stronę patrząc mi głęboko w moje oczy a po chwili poczułam jego miękkie wargi na swoich. Pocałował mnie najpierw delikatnie z czułością a po chwili pocałunek przerodził się w agresywny i namiętny. Poczułam jak dłonie chłopaka spoczęły na moich pośladkach po czym zaczął je masować. Wplotłam jedną dłoń w jego rozchwichrzone włosy..
cdn.
Mam nadzieję że się podoba :D .
Dziękuję za te 16 komentarzy, jesteście kochane < 3
- Gdzie jedziemy ? - zapytałam zmieniając temat gdyż wcześniej rozmawialiśmy o jego nowej płycie którą będzie nagrywał. Justin nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się tajemniczo - Gdzie jedziemy ? - powtórzyłam pytanie.
- Na kosmos - odparł rozbawiony. - Wiesz że Ci nie powiem to się nie pytaj - dodał szybko widząc jak otwieram usta by coś powiedzieć.
Po paru minutach dojechaliśmy pod kino. Wysiadłam z samochodu a na powitanie oślepił mnie blask fleszy. Poczułam dłoń która łapie moją i ciągnie w kierunku wejścia do budynku a drogę taranował nam Kenny gdyż paparazzi chcieli mieć jak najwięcej zdjęć Justina. Po chwili byliśmy w wnętrzu budynku. Justin od razu po wejściu do kina podszedł do jakieś babki i zaczął jej coś tłumaczyć a ja zostałam sama. Ale jednak po chwili wrócił z uśmiechem na twarzy.
- Chodź jedziemy. - pociągnął mnie za dłoń splatając razem nasze palce. Pchnęłam duże skórzane drzwi, i weszliśmy do środka. W sali panował w półmrok ledwo co widziałam można było tylko dostrzec duży, biały ekran.
- Tutaj spędzimy cały wieczór kochanie. - uśmiechnął się tajemniczo. Nic nie odpowiedziałam tylko rozglądnęłam się po sali ale i tak nic nie zobaczyłam. - Idź się zapytaj Kenn'ego o której rozpoczyna się film bo wypadło mi jakoś z głowy. - powiedział nie pewnie a ja bez słowa wyszłam z sali szukając tego wielkoluda. Trudno go nie było znaleźć gdyż jest taki wielki. Podeszłam do niego i zadałam pytanie od Justina. Rozmawialiśmy około 10 minut gdyż on ciągle znajdował nowy temat do rozmowy ale w końcu od niego uciekłam i wróciłam do sali.
- Kenny pow.. - nie dokończyłam. Odwróciłam się i zobaczyłam mnóstwo porozstawianych świec dzięki czemu zrobiło się jaśniej na sali. Dookoła panował przyjemny półmrok a w powietrzu unosił się słodki zapach kadzidełek. - Justin.. - wydukałam tylko na jego imię było mnie stać. Chłopak stał i patrzył się na mnie pytająco w jego oczach można było dostrzec że jest zadowolony. Rozglądnęłam się po sali a w jednym z rogów sali stał mały, nakryty stolik. Nie mogę w to uwierzyć, żaden chłopak się tak dla mnie nie postarłam. Jestem pewno w stu procentach że to właśnie z nim chcę spędzić resztę mojego życia. Wolnym krokiem ruszyłam przed siebie modląc się by to nie był sen. Poczułam ciepłe dłonie oplatające od tyłu moją talię a po chwili położył brodę na moim ramieniu.
- Podoba się ? - zapytał swoim aksamitnym głosem.
- Pewnie jesteś tu ślicznie. Nie mogę uwierzyć że zrobiłeś to dla mnie.. Kocham cię. - odwróciłam się w jego stronę a nasze twarze dzieliły się od siebie paręnaście centymetrów.
- Też cię kocham. - nasze usta złączyły się w czułym i delikatnym pocałunku. Wiem że ten wieczór zapamiętam do końca moich dni.
- Jak to zrobiłeś ? - zapytałam nie ukrywając zachwytu. Zawiesiłam dłonie na jego szyi patrząc w jego błyszczące się brązowe oczy.
- Dla mnie nie ma rzeczy nie możliwych, dla Ciebie zrobię wszystko. - pocałował mnie w usta a ja bez słowa się w niego wtuliłam. Po krótkiej chwili ujął moją dłoń i lekko pociągnął w stronę siedzeń. Weszliśmy po schodach udając się na samą górę. Bez słowa usiadł na jednym z krzesełek po czym poklepał swoje kolana wyciągając ręce dając mi do zrozumienia że ma na nich usiąść. Ujęłam jego dłonie i zrobiłam to co kazał. Obok stał kubek popcornu i cola. Oparłam się o jego tors a po chwili zaczęły lecieć zwiastuny nadchodzących filmów.
Wtulona w Justina patrzyłam w ekran. Wybrał film titanc pamiętał że bardzo lubię ten film. Poczułam jak samotna kryształowa łza spłynęła po moim policzku. Justin to zobaczył i ją wytarł swoją kciukiem patrząc na mnie troskliwym wzrokiem.
- Kochanie nie płacz to tylko film. - wyszeptał mi do ucha lekko je zgryzając.
- Wiem ale ten film jest taki romantyczny. - stwierdziłam podnosząc się z kolan chłopaka iż skończył się film. Jus chwycił mnie za rękę i pokierował w stronę stoliku. Z bliska wyglądało jeszcze wszystko cudowniej, jedwabny czerwony obrus i do tego na środka o tego samego koloru ustawiona świeca a na talerzach jedzenie które wyglądało smacznie. Gdzieniegdzie porozsypywane płatki róż, a na stole czerwone wino które jak zgaduję do najtańszych nie należało. Bez słowa pocałowałam go w usta a on odsunął mi krzesło bym usiadła tak też zrobiłam. On sam usiadł na przeciwko przyglądając mi się z promiennym uśmiechem na twarzy.
Atmosfera była cudowna. Z Justinem, rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Wspominaliśmy czasy gdy jeszcze byliśmy przyjaciółmi przed jego karierą. Czuję że jesteśmy dla siebie stworzeni, jeszcze trzy lata temu bym nie zgadła że będę na maksa w nim zakochana. Weszliśmy do naszego pokoju, a ręce chłopaka cały czas spoczywały na moich biodrach. Obrócił mnie w swoją stronę patrząc mi głęboko w moje oczy a po chwili poczułam jego miękkie wargi na swoich. Pocałował mnie najpierw delikatnie z czułością a po chwili pocałunek przerodził się w agresywny i namiętny. Poczułam jak dłonie chłopaka spoczęły na moich pośladkach po czym zaczął je masować. Wplotłam jedną dłoń w jego rozchwichrzone włosy..
cdn.
* * *
Mam nadzieję że się podoba :D .
Dziękuję za te 16 komentarzy, jesteście kochane < 3
Tagi:
opowiadanie
Wczoraj do Atlanty dotarliśmy późnym wieczorem.
Obudził mnie chodzący po pokoju Justin mam wrażenie że on bardziej boi się dzisiejszego dnia niż ja. Przetarłam zaspane powieki.
- Która to godzina ? - zapytał siadając na brzegu łóżka. Przeciągnęłam się leniwie patrząc na mojego chłopaka.
- Dziesiąta. - odparł - A na ja jedenastą mamy do lekarza więc ubieraj się - powiedział po czym pocałował mnie czule w usta i wyszedł z pokoju. Na samą myśl o dzisiejszym dniu poczułam ciarki na plecach. Boję się że jednak mam białaczkę.. ja nie chcę umierać. Nie teraz gdy wszystko się ułożyło gdy w moim życiu zapanował spokój. Ale zawsze coś musi się dziać. Podniosłam się z łóżka i leniwym krokiem podążyłam do łazienki. Wzięłam 15-minutowy prysznic przy okazji myjąc włosy kokosowym szamponem. Wytarłam swoje ciało białym ręcznikiem po czym założyłam na nie ubrania. Włosy wyszyłam i spięłam w niedbałego kucyka. Zrobiłam delikatny makijaż składający się z cieniu do powieki , tuszy do rzęs i różowego błyszczyka. Popryskałam się migiełką perfum i udałam się do kuchni w której pachniało naleśnikami. Zasiadłam do stołu obok Justina a po chwili przede mną pojawił się talerz naleśników które posmarowałam dżemem. Przy śniadaniu nikt się nie odzywał, pewnie każdy z nas myślał co będzie dalej.
- Pojechać z wami ? - zapytała się Pattie.
- Damy sobie radę. - powiedział Justin posyłając kobiecie subtelny uśmiech.
- Jechać z wami ? - zapytał się Kenny który właśnie zszedł z schodów zapinając bluzę.
- Tak.. pewnie będą paparazzi. - powiedział Justin z grymasem na twarzy. Podniosłam się z krzesła i włożyłam talerz do zmywarki. - Chodź kochanie zbieramy się bo jest 10:30. - pociągnął mnie szatyn.
Czekamy już na wyniki z godzinę. Serce bije mi jak oszalałe , a ręce drżą. Justin chodzi nerwowo po korytarzu a Kenny je kanapkę iż zgłodniał.
- Mamy wyniki - odezwała się pani doktor. Energicznie podniosłam się z krzesła i razem z Bieberem weszliśmy do gabinetu lekarki. Usiedliśmy na krzesłach które znajdowały się przed biurkiem.
- I jakie są wyniki ? - zapytałam drżącym głosem. Tak cholernie się boję.
- Lekarze z Australii się nie pomylili. - powiedziała smutno a mi spłynęła łza po policzku - Ale można cię jeszcze ratować tylko trzeba szybko znaleźć dawcę. Potem zobaczyć czy szpik się przyjmie - dodała szybko kobieta po 30-stce.
- Ile to może potrwać ? - zapytał się łamiącym głosem szatyn.
- Nie wiem - wzruszyła ramionami kobieta - Mandy masz tutaj jakąś rodzinę ?
- Nie ja pochodzę z Stanford. - powiedziałam cicho. Pojawiła się taka mała nadzieja że jednak nie umrę że znajdzie się dawca.
- To może tam pojedźcie jak najszybciej ? Tutaj się liczy czas. - patrzyła się na nas kobieta. Nie chciałam tam wrócić, pojawiło się wspomnienie gdy ojciec mnie uderzył gdy zabronili spotykać mi się z Justinem to w jednej chwili wszystko wróciło.
- Pojedziemy tam najszybciej jak się da - obiecywał mój chłopak - Jak już wrócimy od razu się do pani wstawimy. Dowiedzenia. - dodał Justin i wyszedł z gabinetu. Również się pożegnałam i wyszłam z gabinetu. Po wyjściu od razu wtuliłam się w chłopaka czując jak łzy spływają po mojej twarzy. Po chwili przetarłam mokre policzki dłońmi patrząc w czekoladowo orzechowe oczy szatyna które były przepełnione smutkiem i bólem. Pewnie sam nie mógł w to wszystko uwierzyć.
- Ja tam nie pojadę. - powiedziałam po chwili.
- Mandy musimy. Tutaj się liczy czas . - zaplótł dłonie na klatce piersiowej patrząc na mnie.
- Ale pewnie są na mnie źli że wyjechałam na trzy miesiące. Pewnie zapomnieli że mają córkę. - powiedziałam dosyć głośno.
- Ale gdy usłyszą że jesteś chora cała złość im minie ! W końcu jesteś ich córką. Mandy musimy spróbować. - powiedział nieco spokojniej patrzące w moje niebieskie oczy.
- Dobrze.. robię to tylko dla Ciebie. - powiedziałam cicho i przytuliłam się do chłopaka. Mocno mnie do siebie przytulił szepcząc do ucha "będzie dobrze".
Weszliśmy do wnętrza w domu i od razu podbiegła do nas Pattie.
- I co ? Jakie wyniki ? - zasypywała nas mnóstwem pytań. Usiadłam na sofie w salonie a obok mnie Justin i Kenny.
- Jestem chora. - powiedziałam cicho. Kobieta schowała twarz w dłonie i usłyszałam jak cicho szlocha.
- Ale jutro z samego rana jedziemy do Stanford. - wtrącił się Justin siadając na oparciu fotela na którym siedziała kobieta i objął ją ramieniem tuląc do siebie jednocześnie masując jej plecy.
- Po co ? - zapytała patrząc na swojego syna wycierając łzę.
- Pewnie któryś z rodziców ma taki sam szpik.. może by oddał. - wyjaśnił Bieber.
- No tak racja, to ja pójdę do Scootera i mu wszystko powiem. - stwierdziła matka mojego chłopaka i wyszła z domu.
- Ja też pójdę się przejść. - powiedział cicho Justin po czym musnął mnie czule w usta i wyszedł z domu.
Przez cały dzień oglądałam z Kennym jakieś filmy tylko po to by nie myśleć o tym całym bagnie. Oglądnie filmu przerwał nam dzwonek. Leniwie podniosłam się z sofy i ruszyłam w stronę drzwi a przed nim stał kurier z bukietem róż.
- Pani Mandy Anderson ? - zapytał się kurier który był średniego wzroku i który może miał z 35 lat.
- Tak. - powiedziałam zdziwiona. Podpisałam kartkę i wzięłam bukiet róż. Powąchałam jedną z róż i cudnie pachniała.
- Od kogo ? - zapytał się Kenny patrząc na mnie.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami siadając na sofie.
- Tu masz karteczkę. - powiedział wielkolud i podał mi ją. Od razu zabrałam się do czytania. " Bądź, ubrana wieczorowo na 20. Twój Justin :* " . Uśmiechnęłam się zastanawiając się co on kombinuje.
- Wiesz o co może chodzi ? - zapytałam się Kenny'go patrząc na niego. Dobrze wiem że on wie o co chodzi.
- Skąd mam to wiedzieć ? Idź się szykuj już jest 19. - pogonił mnie. Weszłam do kuchni w której z szafki wyjęłam wazon który napełniłam wodą i wstawiłam bukiet róż który dostałam od Justina. Udałam się do sypialni a potem do garderoby w celu znalezienia jakieś kiecki.
Po nie całej godzinie byłam ubrana, odświeżona , umalowana i w pełni gotowa na wszystko. Zeszłam na dół po schodach a salonie zobaczyłam rozmawiającego z Kenny'm Justina. Jaki on jest śliczny , seksowny kocham go całym sercem.. cdn.
Taaaak wiem długo nie dodawałam, bo weny i czasu nie miałam. Jeśli będzie dużo komentarzy to jeszcze dziś pojawi się 32 rozdział < 3 . Dziękuję za 14 komentarzy, jesteście cudowne : *
Obudził mnie chodzący po pokoju Justin mam wrażenie że on bardziej boi się dzisiejszego dnia niż ja. Przetarłam zaspane powieki.
- Która to godzina ? - zapytał siadając na brzegu łóżka. Przeciągnęłam się leniwie patrząc na mojego chłopaka.
- Dziesiąta. - odparł - A na ja jedenastą mamy do lekarza więc ubieraj się - powiedział po czym pocałował mnie czule w usta i wyszedł z pokoju. Na samą myśl o dzisiejszym dniu poczułam ciarki na plecach. Boję się że jednak mam białaczkę.. ja nie chcę umierać. Nie teraz gdy wszystko się ułożyło gdy w moim życiu zapanował spokój. Ale zawsze coś musi się dziać. Podniosłam się z łóżka i leniwym krokiem podążyłam do łazienki. Wzięłam 15-minutowy prysznic przy okazji myjąc włosy kokosowym szamponem. Wytarłam swoje ciało białym ręcznikiem po czym założyłam na nie ubrania. Włosy wyszyłam i spięłam w niedbałego kucyka. Zrobiłam delikatny makijaż składający się z cieniu do powieki , tuszy do rzęs i różowego błyszczyka. Popryskałam się migiełką perfum i udałam się do kuchni w której pachniało naleśnikami. Zasiadłam do stołu obok Justina a po chwili przede mną pojawił się talerz naleśników które posmarowałam dżemem. Przy śniadaniu nikt się nie odzywał, pewnie każdy z nas myślał co będzie dalej.
- Pojechać z wami ? - zapytała się Pattie.
- Damy sobie radę. - powiedział Justin posyłając kobiecie subtelny uśmiech.
- Jechać z wami ? - zapytał się Kenny który właśnie zszedł z schodów zapinając bluzę.
- Tak.. pewnie będą paparazzi. - powiedział Justin z grymasem na twarzy. Podniosłam się z krzesła i włożyłam talerz do zmywarki. - Chodź kochanie zbieramy się bo jest 10:30. - pociągnął mnie szatyn.
Czekamy już na wyniki z godzinę. Serce bije mi jak oszalałe , a ręce drżą. Justin chodzi nerwowo po korytarzu a Kenny je kanapkę iż zgłodniał.
- Mamy wyniki - odezwała się pani doktor. Energicznie podniosłam się z krzesła i razem z Bieberem weszliśmy do gabinetu lekarki. Usiedliśmy na krzesłach które znajdowały się przed biurkiem.
- I jakie są wyniki ? - zapytałam drżącym głosem. Tak cholernie się boję.
- Lekarze z Australii się nie pomylili. - powiedziała smutno a mi spłynęła łza po policzku - Ale można cię jeszcze ratować tylko trzeba szybko znaleźć dawcę. Potem zobaczyć czy szpik się przyjmie - dodała szybko kobieta po 30-stce.
- Ile to może potrwać ? - zapytał się łamiącym głosem szatyn.
- Nie wiem - wzruszyła ramionami kobieta - Mandy masz tutaj jakąś rodzinę ?
- Nie ja pochodzę z Stanford. - powiedziałam cicho. Pojawiła się taka mała nadzieja że jednak nie umrę że znajdzie się dawca.
- To może tam pojedźcie jak najszybciej ? Tutaj się liczy czas. - patrzyła się na nas kobieta. Nie chciałam tam wrócić, pojawiło się wspomnienie gdy ojciec mnie uderzył gdy zabronili spotykać mi się z Justinem to w jednej chwili wszystko wróciło.
- Pojedziemy tam najszybciej jak się da - obiecywał mój chłopak - Jak już wrócimy od razu się do pani wstawimy. Dowiedzenia. - dodał Justin i wyszedł z gabinetu. Również się pożegnałam i wyszłam z gabinetu. Po wyjściu od razu wtuliłam się w chłopaka czując jak łzy spływają po mojej twarzy. Po chwili przetarłam mokre policzki dłońmi patrząc w czekoladowo orzechowe oczy szatyna które były przepełnione smutkiem i bólem. Pewnie sam nie mógł w to wszystko uwierzyć.
- Ja tam nie pojadę. - powiedziałam po chwili.
- Mandy musimy. Tutaj się liczy czas . - zaplótł dłonie na klatce piersiowej patrząc na mnie.
- Ale pewnie są na mnie źli że wyjechałam na trzy miesiące. Pewnie zapomnieli że mają córkę. - powiedziałam dosyć głośno.
- Ale gdy usłyszą że jesteś chora cała złość im minie ! W końcu jesteś ich córką. Mandy musimy spróbować. - powiedział nieco spokojniej patrzące w moje niebieskie oczy.
- Dobrze.. robię to tylko dla Ciebie. - powiedziałam cicho i przytuliłam się do chłopaka. Mocno mnie do siebie przytulił szepcząc do ucha "będzie dobrze".
Weszliśmy do wnętrza w domu i od razu podbiegła do nas Pattie.
- I co ? Jakie wyniki ? - zasypywała nas mnóstwem pytań. Usiadłam na sofie w salonie a obok mnie Justin i Kenny.
- Jestem chora. - powiedziałam cicho. Kobieta schowała twarz w dłonie i usłyszałam jak cicho szlocha.
- Ale jutro z samego rana jedziemy do Stanford. - wtrącił się Justin siadając na oparciu fotela na którym siedziała kobieta i objął ją ramieniem tuląc do siebie jednocześnie masując jej plecy.
- Po co ? - zapytała patrząc na swojego syna wycierając łzę.
- Pewnie któryś z rodziców ma taki sam szpik.. może by oddał. - wyjaśnił Bieber.
- No tak racja, to ja pójdę do Scootera i mu wszystko powiem. - stwierdziła matka mojego chłopaka i wyszła z domu.
- Ja też pójdę się przejść. - powiedział cicho Justin po czym musnął mnie czule w usta i wyszedł z domu.
Przez cały dzień oglądałam z Kennym jakieś filmy tylko po to by nie myśleć o tym całym bagnie. Oglądnie filmu przerwał nam dzwonek. Leniwie podniosłam się z sofy i ruszyłam w stronę drzwi a przed nim stał kurier z bukietem róż.
- Pani Mandy Anderson ? - zapytał się kurier który był średniego wzroku i który może miał z 35 lat.
- Tak. - powiedziałam zdziwiona. Podpisałam kartkę i wzięłam bukiet róż. Powąchałam jedną z róż i cudnie pachniała.
- Od kogo ? - zapytał się Kenny patrząc na mnie.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami siadając na sofie.
- Tu masz karteczkę. - powiedział wielkolud i podał mi ją. Od razu zabrałam się do czytania. " Bądź, ubrana wieczorowo na 20. Twój Justin :* " . Uśmiechnęłam się zastanawiając się co on kombinuje.
- Wiesz o co może chodzi ? - zapytałam się Kenny'go patrząc na niego. Dobrze wiem że on wie o co chodzi.
- Skąd mam to wiedzieć ? Idź się szykuj już jest 19. - pogonił mnie. Weszłam do kuchni w której z szafki wyjęłam wazon który napełniłam wodą i wstawiłam bukiet róż który dostałam od Justina. Udałam się do sypialni a potem do garderoby w celu znalezienia jakieś kiecki.
Po nie całej godzinie byłam ubrana, odświeżona , umalowana i w pełni gotowa na wszystko. Zeszłam na dół po schodach a salonie zobaczyłam rozmawiającego z Kenny'm Justina. Jaki on jest śliczny , seksowny kocham go całym sercem.. cdn.
* * *
Taaaak wiem długo nie dodawałam, bo weny i czasu nie miałam. Jeśli będzie dużo komentarzy to jeszcze dziś pojawi się 32 rozdział < 3 . Dziękuję za 14 komentarzy, jesteście cudowne : *
Tagi:
opowiadanie
Oczami Mandy.
Weszłam do pokoju hotelowego i bez słowa udałam się do łazienki. W pomieszczeniu ściągnęłam z siebie ubrania i bez przyglądania się w lustrze weszłam do kabiny prysznicowej puszczając ciepłą wodę która spływała po moim ciele. Uwielbiam brać prysznice. Po skończonej czynności wytarłam swoje ciało puszystym ręcznikiem a zaraz założyłam na siebie piżamę gdy wyszłam z pomieszczenia zobaczyłam leżącego na łóżku Justina patrzącego się w sufit gdy mnie zobaczył posłał mi subtelny uśmiech i bez słowa udał się do łazienki. Rzuciłam się na wielkie łóżko okrywając się kołdrą a jednocześnie kładąc sobie laptopa na kolanach. Dawno nie byłam na twitterze, na którego właśnie się zalogowałam i zobaczyłam liczbę obserwujących 1327. Jej.. to miłe ale to wszystko dzięki Justinowi. Zobaczyłam różne posty "świetnie tańczysz, powiedzenia w przeszłości i szczęścia z Justinem" i tym podobne nie które były z groźbami ale się nimi nie przejęłam zbytnio. Popatrzyłam się na różne tweety moich znajomych itp. Po chwili weszłam na stronkę plotkarską na której roiło się od naszych zdjęć spod lekarza. Zobaczyłam tweeta "Justin Bieber płacze publicznie!" od razu weszłam na link i zaczęłam czytać treść artykułu "Justin Bieber wraz z swoją dziewczyną - Mandy Anderson wybrali się do lekarza w Australii gdzie młody piosenkarz ma jeszcze jeden koncert. Po wyjściu z przychodni młoda para płakała, nie odpowiadali na pytania. Nikt nie zna prawdziwej przyczyny płaczu, ale chodzą plotki że któreś z nich jest na coś chora okaże się to w najbliższym czasie. Warto dodać, do Justin przy piosence down to earth na wczorajszym koncercie prawie płakał" nawet nie czułam jak łza spłynęła po moim policzku i gdy Justin wyszedł z łazienki. Położył się obok mnie i zaczął czytać artykuł a gdy skończył zamknął klapę.
- Kochanie nie bój się niczego się nie dowiedzą. - przytulił mnie mocno do siebie po czym pocałował moje czoło.
- Boję się Justin.. - powiedziałam cicho.
- Skarbie, będę przy tobie cały czas co by się nie działo. - wyszeptał chłopaka masując dłonią moje plecy. Po chwili poczułam ciepłe wargi które dotykają moich i całują je delikatnie na co ja odwzajemniłam każdy jego pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam powietrza.
- Kocham cię. - powiedziałam kładąc głowę na poduszce.
- Też cię kocham. - powiedział chłopak zgaszając lampkę nocną.
Następny dzień.
Przebudziłam się o dziesiątej.
Gdy zobaczyłam w bok Justina już nie było, usłyszałam dźwięk lejącej się wody dochodzącej z łazienki ale nagle przestała. Patrzyłam się sucho w sufit, myśląc co teraz będzie. Już dzisiaj wieczorem wylatujemy już do Atlanty a jutro się dowiem czy na pewno jest chora. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi a w nich Justina.
- Skarbie już nie śpisz ? - zapytał troskliwym głosem siadając na brzegu łóżku.
- Tak. - usiadłam obok niego po czym dałam mu buziaka w usta i poszłam do łazienki w której wzięłam 15 - minutowy prysznic , uczesałam się , zrobiłam lekki makijaż i się ubrałam. Weszłam do pokoju a w nim zobaczyłam dyskutującego Justina z Pattie.
- Mandy byliście wczoraj u lekarza tak ? - zapytała się mnie kobieta.
- Tak. - powiedziałam cicho unikając jej wzroku. - A skąd pani wie ?
- Cały internet huczy że płakaliście po wyjściu z niej. Scooter też jakiś smutny jest wy tak samo dowiem się co jest grane ? - zapytała rozkładając ręce. Kątem oka spojrzałam na Justina a on pokiwał głową żebym powiedziała. Wypuściłam powietrze z ust.
- Jestem chora. - powiedziałam cicho przegryzając dolną wargę.
- Jak to chora ? No co ? - zapytała się mnie patrząc to na mnie a to na sztyna który patrzył intesywnie w jedno miejscu jak by tu by go nie było.
- Jestem chora, ale jeszcze w Atlancie zrobimy jeszcze jedne testy. - powiedziałam odkładając kosmetyczkę do torby która była już spakowana.
- A na co ? - zapytała ale żadne z nas nie odpowiedziało. - Na co ? - powtórzyła pytanie.
- Białaczkę. - powiedziałam cicho opierając się o blat stołu kątem oka patrząc na Biebera który chował twarz w dłonie. Spojrzałam na kobietę która stała blada jak ściana przykładając dłoń do ust a po policzku spłynęła jej pojedyncza łza. Bez słowa wycofała się z naszego pokoju a je wtuliłam się w ciepły tors chłopaka czując jak łzy spływają po moim policzku.
Na koncercie, ta sama wspaniała atmosfera. Mam łzy w oczach myśląc że to już ostatni raz kiedy zatańczę na scenie z moim chłopakiem przed tak wspaniałą publiką. Gdy popłynęły pierwsze melodie do piosenki baby która zawsze kończyła koncert postanowiłam dać z siebie wszystko resztę mojej siły.
- A teraz, moja dziewczyna Mandy zaśpiewa razem ze mną piosenkę mam nadzieję że się nie pogniewacie. - odezwał się Justin podchodząc do mnie z mikrofonem a z głośników popłynęła melodia od overboard. Stałam wryta, nie wiedząc co powiedzieć nagle wszystkie dziewczyny z publiczności wstały i zaczęły krzyczeć moje imię. Wzięłam mikrofon do ręki drżącą dłonią przyłożyłam do ust przymknęłam oczy i zaczęłam śpiewać pierwsze słowa piosenki czując na swojej dłoni dłoń Justina zrobiło mi się lżej. A gdy usłyszałam jego anielski głos, otworzyłam oczy śpiewając razem z ni refren. Po skończeniu piosenki spojrzałam na Justina który był zadowolony a potem na publiczność która wstała z miejsca i zaczęła krzyczeć moje imię.
Kurczowo ściskałam dłoń, Justina iż wsiadaliśmy do samolotu a strasznie bałam się jutrzejszego dnia. Mam nadzieję że wyniki będą błędne bo nie chcę zostawiać tego co mam na tutaj. A tym bardziej Justina, którego strasznie kocham nie umiem tego opisać słowami co do niego czuję, ile dla mnie zrobił.
- No kochanie nasze wideo z występem jest wszędzie. - stwierdził mój chłopak z uśmiechem na twarzy.
- Mam się cieszyć czy płakać ? - zapytałam patrząc w ekran laptopa.
- Raczej cieszyć bo wszędzie piszą że masz wspaniały głos i zrobisz karierę. - wyszczerzył się do monitora po czym dał mi buziaka w usta.
- Zostało mi parę miesięcy życia więc jak mam ją zrobić ? - zapytałam a do oczu napłynęły mi łzy.
- Mandy ! Nie masz pewności czy wyniki są dobre a nawet jeśli to może uda się coś zrobić nie mów że umrzesz bo ja na to nie pozwolę. - powiedział pewnie szatyn najwyraźniej się na mnie zdenerował ale nie moja wina że strasznie boję się jutra i czego się dowiem.. cdn.
* Czy Mandy będzie żyć czy nie ? Justin pogodzi się z jej chorobą ? Da się Mandy uratować czy nie ? ..
Dowiecie się w rozdziele 31.
Jej to już 30 rozdział, który jest do dupy za co was przepraszam. 31 rozdział przwiduję jutro albo w sobotę ale to zależy od liczby komentarzy. Aa i wymyśliałam inne zakończenie opowiadanie :D
Weszłam do pokoju hotelowego i bez słowa udałam się do łazienki. W pomieszczeniu ściągnęłam z siebie ubrania i bez przyglądania się w lustrze weszłam do kabiny prysznicowej puszczając ciepłą wodę która spływała po moim ciele. Uwielbiam brać prysznice. Po skończonej czynności wytarłam swoje ciało puszystym ręcznikiem a zaraz założyłam na siebie piżamę gdy wyszłam z pomieszczenia zobaczyłam leżącego na łóżku Justina patrzącego się w sufit gdy mnie zobaczył posłał mi subtelny uśmiech i bez słowa udał się do łazienki. Rzuciłam się na wielkie łóżko okrywając się kołdrą a jednocześnie kładąc sobie laptopa na kolanach. Dawno nie byłam na twitterze, na którego właśnie się zalogowałam i zobaczyłam liczbę obserwujących 1327. Jej.. to miłe ale to wszystko dzięki Justinowi. Zobaczyłam różne posty "świetnie tańczysz, powiedzenia w przeszłości i szczęścia z Justinem" i tym podobne nie które były z groźbami ale się nimi nie przejęłam zbytnio. Popatrzyłam się na różne tweety moich znajomych itp. Po chwili weszłam na stronkę plotkarską na której roiło się od naszych zdjęć spod lekarza. Zobaczyłam tweeta "Justin Bieber płacze publicznie!" od razu weszłam na link i zaczęłam czytać treść artykułu "Justin Bieber wraz z swoją dziewczyną - Mandy Anderson wybrali się do lekarza w Australii gdzie młody piosenkarz ma jeszcze jeden koncert. Po wyjściu z przychodni młoda para płakała, nie odpowiadali na pytania. Nikt nie zna prawdziwej przyczyny płaczu, ale chodzą plotki że któreś z nich jest na coś chora okaże się to w najbliższym czasie. Warto dodać, do Justin przy piosence down to earth na wczorajszym koncercie prawie płakał" nawet nie czułam jak łza spłynęła po moim policzku i gdy Justin wyszedł z łazienki. Położył się obok mnie i zaczął czytać artykuł a gdy skończył zamknął klapę.
- Kochanie nie bój się niczego się nie dowiedzą. - przytulił mnie mocno do siebie po czym pocałował moje czoło.
- Boję się Justin.. - powiedziałam cicho.
- Skarbie, będę przy tobie cały czas co by się nie działo. - wyszeptał chłopaka masując dłonią moje plecy. Po chwili poczułam ciepłe wargi które dotykają moich i całują je delikatnie na co ja odwzajemniłam każdy jego pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam powietrza.
- Kocham cię. - powiedziałam kładąc głowę na poduszce.
- Też cię kocham. - powiedział chłopak zgaszając lampkę nocną.
Następny dzień.
Przebudziłam się o dziesiątej.
Gdy zobaczyłam w bok Justina już nie było, usłyszałam dźwięk lejącej się wody dochodzącej z łazienki ale nagle przestała. Patrzyłam się sucho w sufit, myśląc co teraz będzie. Już dzisiaj wieczorem wylatujemy już do Atlanty a jutro się dowiem czy na pewno jest chora. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi a w nich Justina.
- Skarbie już nie śpisz ? - zapytał troskliwym głosem siadając na brzegu łóżku.
- Tak. - usiadłam obok niego po czym dałam mu buziaka w usta i poszłam do łazienki w której wzięłam 15 - minutowy prysznic , uczesałam się , zrobiłam lekki makijaż i się ubrałam. Weszłam do pokoju a w nim zobaczyłam dyskutującego Justina z Pattie.
- Mandy byliście wczoraj u lekarza tak ? - zapytała się mnie kobieta.
- Tak. - powiedziałam cicho unikając jej wzroku. - A skąd pani wie ?
- Cały internet huczy że płakaliście po wyjściu z niej. Scooter też jakiś smutny jest wy tak samo dowiem się co jest grane ? - zapytała rozkładając ręce. Kątem oka spojrzałam na Justina a on pokiwał głową żebym powiedziała. Wypuściłam powietrze z ust.
- Jestem chora. - powiedziałam cicho przegryzając dolną wargę.
- Jak to chora ? No co ? - zapytała się mnie patrząc to na mnie a to na sztyna który patrzył intesywnie w jedno miejscu jak by tu by go nie było.
- Jestem chora, ale jeszcze w Atlancie zrobimy jeszcze jedne testy. - powiedziałam odkładając kosmetyczkę do torby która była już spakowana.
- A na co ? - zapytała ale żadne z nas nie odpowiedziało. - Na co ? - powtórzyła pytanie.
- Białaczkę. - powiedziałam cicho opierając się o blat stołu kątem oka patrząc na Biebera który chował twarz w dłonie. Spojrzałam na kobietę która stała blada jak ściana przykładając dłoń do ust a po policzku spłynęła jej pojedyncza łza. Bez słowa wycofała się z naszego pokoju a je wtuliłam się w ciepły tors chłopaka czując jak łzy spływają po moim policzku.
Na koncercie, ta sama wspaniała atmosfera. Mam łzy w oczach myśląc że to już ostatni raz kiedy zatańczę na scenie z moim chłopakiem przed tak wspaniałą publiką. Gdy popłynęły pierwsze melodie do piosenki baby która zawsze kończyła koncert postanowiłam dać z siebie wszystko resztę mojej siły.
- A teraz, moja dziewczyna Mandy zaśpiewa razem ze mną piosenkę mam nadzieję że się nie pogniewacie. - odezwał się Justin podchodząc do mnie z mikrofonem a z głośników popłynęła melodia od overboard. Stałam wryta, nie wiedząc co powiedzieć nagle wszystkie dziewczyny z publiczności wstały i zaczęły krzyczeć moje imię. Wzięłam mikrofon do ręki drżącą dłonią przyłożyłam do ust przymknęłam oczy i zaczęłam śpiewać pierwsze słowa piosenki czując na swojej dłoni dłoń Justina zrobiło mi się lżej. A gdy usłyszałam jego anielski głos, otworzyłam oczy śpiewając razem z ni refren. Po skończeniu piosenki spojrzałam na Justina który był zadowolony a potem na publiczność która wstała z miejsca i zaczęła krzyczeć moje imię.
Kurczowo ściskałam dłoń, Justina iż wsiadaliśmy do samolotu a strasznie bałam się jutrzejszego dnia. Mam nadzieję że wyniki będą błędne bo nie chcę zostawiać tego co mam na tutaj. A tym bardziej Justina, którego strasznie kocham nie umiem tego opisać słowami co do niego czuję, ile dla mnie zrobił.
- No kochanie nasze wideo z występem jest wszędzie. - stwierdził mój chłopak z uśmiechem na twarzy.
- Mam się cieszyć czy płakać ? - zapytałam patrząc w ekran laptopa.
- Raczej cieszyć bo wszędzie piszą że masz wspaniały głos i zrobisz karierę. - wyszczerzył się do monitora po czym dał mi buziaka w usta.
- Zostało mi parę miesięcy życia więc jak mam ją zrobić ? - zapytałam a do oczu napłynęły mi łzy.
- Mandy ! Nie masz pewności czy wyniki są dobre a nawet jeśli to może uda się coś zrobić nie mów że umrzesz bo ja na to nie pozwolę. - powiedział pewnie szatyn najwyraźniej się na mnie zdenerował ale nie moja wina że strasznie boję się jutra i czego się dowiem.. cdn.
* Czy Mandy będzie żyć czy nie ? Justin pogodzi się z jej chorobą ? Da się Mandy uratować czy nie ? ..
Dowiecie się w rozdziele 31.
* * *
Jej to już 30 rozdział, który jest do dupy za co was przepraszam. 31 rozdział przwiduję jutro albo w sobotę ale to zależy od liczby komentarzy. Aa i wymyśliałam inne zakończenie opowiadanie :D
Tagi:
opowiadanie
- Ale jej nowotwór zaatakował już śledzionę i wątrobę powiększają się jej węzły chłonne nic nie da się zrobić chociaż jakbyśmy chcieli. - powiedziała z żalem w głosie pani doktor, a mi zaczęły spływać łzy po policzkach tak samo jak i Justinowi.
- Na pewno nie da się nic zrobić ? - zapytałam wycierając łzę z policzka która właśnie mi spłynęła.
- Jak wrócicie, do Ameryki zróbcie wszystkie badania od nowa może się coś pomyliśmy. - odparła kobieta.
- Dobrze dowiedzenia. - powiedział mój chłopak wychodząc z pomieszczenia a ja za nim. Na korytarzu bez słowa się w niego wtuliłam czując jak łzy spływają mi po policzkach słyszałam jak brunet podciąga nosem. Po chwili wyszliśmy z przychodni przed którą był tłum paparazzi. Zadawali pytania "Justin dlaczego płaczcie ?" albo "coś się stało" ? Ignorowaliśmy ich idąc w stronę samochodu z puszczonymi głowami. Po chwili już siedzieliśmy w nim, a paparazzi o mało nie weszli nam na maskę samochodu. Zirytowany chłopak, nacisnął klakson cicho klnąc pod nosem gdy usłyszeli trąbnięcie dopiero odeszli, a samochód ruszył z piskiem opon w stronę hotelu. A co jeśli, on już nie będzie chciał ze mną być ? Zostawi mnie bo jestem chora ? Nie wyobrażam sobie tego, dlaczego zawsze musi się wszystko zjebać ? Dlaczego nie mogę być szczęśliwa , nie rozumiem tego. Zawsze ja muszę mieć na plecach, jakiś ciężar. Po dłuższej chwili samochód zatrzymał się na parkingu hotelowym, wyszliśmy z niego a holu stał zdenerwowany Scooter który jak nas zobaczył od razu do nas podbiegł.
- Gdzie wy do jasnej cholery byliście ? Ruszajcie się jedziemy na halę. - krzyknął Scoot.
- Nigdzie nie jadę. - powiedział Justin łamiącym się głosem.
- Jak nie ? Przecież jeszcze dwa koncerty dasz radę.
- Nie chodzi o mnie, ja muszę wrócić do Stanów.
- Za dwa dni wrócimy do nich. - odparł wkurwiony Scooter, który już prawie robił się czerwony z złości. Wolałam się nie wtrącać.
- Nie rozumiesz że muszę dzisiaj ?! - krzyknął Bieber, a w jego oczach można było dostrzec łzy.
- Justin co się dzieje ? - zapytał menager, już opanowany.
- Jestem chora. - wtrąciłam się spuszczając wzrok, a mężczyźnie otworzyła się buzia.
- Na co ?
- Białaczkę. - powiedziałam łamiącym się głosem, a po policzku spłynęła mi łza, spojrzałam na Justina który wycierał swoją łzę, ale zaraz ponownie spojrzałam na Scootera który również miał łzy w oczach.
- Justin, rozumiem Cię twoja dziewczyna jest chora chcesz być przy niej ale ona będzie tutaj.
- Ale musimy zrobić, badania. - powiedział brązowooki.
- Justin.. to tylko dwa dni. Jakoś damy radę. - powiedziałam patrząc na mojego chłopaka, a on bez słowa udał się w stronę wyjścia hotelowego.
Oczami Justina .
Ja sobie nie wyobrażam że jej tutaj może nie być, że ona jest śmiertelnie chora. Nie umiem się z tym pogodzić, że nie zobaczę jej oczu , jej uśmiechu jej ślicznej twarzy. Kurwa nie.. chciałabym żeby był to jeden cholerny koszmar z którego zaraz się wybudzę. Po chwili dojechaliśmy na halę w której zobaczyłem wszystkich szczęśliwych a my w trójkę weszliśmy z grobowymi minami.
- Powiemy im ? - zapytała się cicho Mandy.
- Kochanie, jak chcesz. - powiedziałem tuląc ją do swojego ciała czułem że mam przy sobie osobę bez której nie dam rady dalej żyć. Nie wyobrażam sobie życie bez niej.
- Powiemy im, gdy to będzie pewne, teraz nie jest to pewne mogli pomylić wyniki. - powiedziałem ale chyba bez przekonania bo nadal widzę w jej oczach strach i smutek. Podszedł do nas Rob.
- Ej ziomki co tacy smutni ? - zapytał, z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Nic nie ważne. - powiedziała bez entuzjazmu moja dziewczyna i odeszła od nas.
- Może ona w ciąży że ma takie humorku ? - zapytał poruszając brwiami, ale mi nie było do śmiechu.
- Daruj sobie, takie żarty. - zmierzyłam kumpla wzrokiem i odszedłem od niego.
Na koncercie, wszyscy byli szczęśliwi oprócz mnie i Mandy która tańczyła obok mnie. Chciała tańczyć.. a ja nie mogę jej tego zabronić. Po chwili usłyszałem melodię do piosenki down to eartch. Zacząłem śpiewać, słowa piosenki z wielkimi emocjami. Usiadłem na schodach w celu odpoczęcia, patrzyłem na publiczność która śpiewała tekst piosenki razem ze mną czasem nie mogę uwierzyć że mam takie szczęście, które coraz częściej mnie opuszcza. Pamiętam jak w tamtym tygodniu, na hali w Chinach śpiewałem tą piosenkę razem z Mandy której mógłbym słuchać godzinami iż ma taki śliczny głos. Poczułem jak łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją wytarłem by nikt nie zauważył.
Po koncercie.
Po koncercie, przebrałem się i odświeżyłem iż musiałem iść na spotkanie z fanami. Choć wolałbym być, teraz przy Mandy wiem że ona się czuje sto razy gorzej ode mnie. Wszedłem na salę, w której były fanki porobiłem sobie z nimi zdjęcia, i chwilę zostałem by mogły pozadawać mi pytania.
- Dlaczego jesteś smutny ? - zapytała ośmioletnia dziewczynka patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Nie jestem smutny, bardziej zmęczony. - wymusiłem uśmiech.
- A gdzie jest Mandy ? - zapytała jedna, z nim która miała może z trzynaście lat.
- Ee.. nie wiem. - zastanowiłem się po czym krzyknąłem jej imię, i wyszła a w jej oczach można było zobaczyć że jest smutna ale wymuszała uśmiech.
- Coś się stało ?
- A dziewczyny chcą cię poznać. - powiedziałem a blondynka do mnie podeszła niepewnym krokiem, objąłem ją w pasie jedną ręką patrząc na grupkę dziewczyn może było ich z dziesięć.
- Jej miło mi. - uśmiechnęła się, to był taki szczery uśmiech.
- Dasz mi autograf ? - zapytała jedna, a potem inne zaczęły podchodzić po autografy i chciały z nią sobie zrobić zdjęcie. Wiedziałem jej uśmiech i zadowolenie na twarzy, ja jak widzę ten uśmiech sam się uśmiech jak głupi.
- Dobra dziewczyny, ale my już musimy iść bo mamy jutro samolot. Trzymajcie się kocham was. - powiedziałem machając dziewczynom i wyszliśmy z sali.
- Polubiły cię. - powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
- Cieszę się. To takie fajne uczucie gdy ktoś prosi cię o autograf albo zdjęcie. - uśmiechnęła się dziewczyna, a ja pocałowałem ją namiętnie w usta czując że jesteśmy dla siebie stworzeni. cdn.
Jej to już 29 rozdział :o. Dziękuję za 11 komentarzy pod poprzednim :*. Jedna dziewczyna, zagroziła że coś sobie zrobi jak tak skończę opowiadanie, nie szantażujcie mnie proszę was. Wmyśliłam sobie, już te opowiadanie do końca więc.. przepraszam. :c. Kocham was <3
- Na pewno nie da się nic zrobić ? - zapytałam wycierając łzę z policzka która właśnie mi spłynęła.
- Jak wrócicie, do Ameryki zróbcie wszystkie badania od nowa może się coś pomyliśmy. - odparła kobieta.
- Dobrze dowiedzenia. - powiedział mój chłopak wychodząc z pomieszczenia a ja za nim. Na korytarzu bez słowa się w niego wtuliłam czując jak łzy spływają mi po policzkach słyszałam jak brunet podciąga nosem. Po chwili wyszliśmy z przychodni przed którą był tłum paparazzi. Zadawali pytania "Justin dlaczego płaczcie ?" albo "coś się stało" ? Ignorowaliśmy ich idąc w stronę samochodu z puszczonymi głowami. Po chwili już siedzieliśmy w nim, a paparazzi o mało nie weszli nam na maskę samochodu. Zirytowany chłopak, nacisnął klakson cicho klnąc pod nosem gdy usłyszeli trąbnięcie dopiero odeszli, a samochód ruszył z piskiem opon w stronę hotelu. A co jeśli, on już nie będzie chciał ze mną być ? Zostawi mnie bo jestem chora ? Nie wyobrażam sobie tego, dlaczego zawsze musi się wszystko zjebać ? Dlaczego nie mogę być szczęśliwa , nie rozumiem tego. Zawsze ja muszę mieć na plecach, jakiś ciężar. Po dłuższej chwili samochód zatrzymał się na parkingu hotelowym, wyszliśmy z niego a holu stał zdenerwowany Scooter który jak nas zobaczył od razu do nas podbiegł.
- Gdzie wy do jasnej cholery byliście ? Ruszajcie się jedziemy na halę. - krzyknął Scoot.
- Nigdzie nie jadę. - powiedział Justin łamiącym się głosem.
- Jak nie ? Przecież jeszcze dwa koncerty dasz radę.
- Nie chodzi o mnie, ja muszę wrócić do Stanów.
- Za dwa dni wrócimy do nich. - odparł wkurwiony Scooter, który już prawie robił się czerwony z złości. Wolałam się nie wtrącać.
- Nie rozumiesz że muszę dzisiaj ?! - krzyknął Bieber, a w jego oczach można było dostrzec łzy.
- Justin co się dzieje ? - zapytał menager, już opanowany.
- Jestem chora. - wtrąciłam się spuszczając wzrok, a mężczyźnie otworzyła się buzia.
- Na co ?
- Białaczkę. - powiedziałam łamiącym się głosem, a po policzku spłynęła mi łza, spojrzałam na Justina który wycierał swoją łzę, ale zaraz ponownie spojrzałam na Scootera który również miał łzy w oczach.
- Justin, rozumiem Cię twoja dziewczyna jest chora chcesz być przy niej ale ona będzie tutaj.
- Ale musimy zrobić, badania. - powiedział brązowooki.
- Justin.. to tylko dwa dni. Jakoś damy radę. - powiedziałam patrząc na mojego chłopaka, a on bez słowa udał się w stronę wyjścia hotelowego.
Oczami Justina .
Ja sobie nie wyobrażam że jej tutaj może nie być, że ona jest śmiertelnie chora. Nie umiem się z tym pogodzić, że nie zobaczę jej oczu , jej uśmiechu jej ślicznej twarzy. Kurwa nie.. chciałabym żeby był to jeden cholerny koszmar z którego zaraz się wybudzę. Po chwili dojechaliśmy na halę w której zobaczyłem wszystkich szczęśliwych a my w trójkę weszliśmy z grobowymi minami.
- Powiemy im ? - zapytała się cicho Mandy.
- Kochanie, jak chcesz. - powiedziałem tuląc ją do swojego ciała czułem że mam przy sobie osobę bez której nie dam rady dalej żyć. Nie wyobrażam sobie życie bez niej.
- Powiemy im, gdy to będzie pewne, teraz nie jest to pewne mogli pomylić wyniki. - powiedziałem ale chyba bez przekonania bo nadal widzę w jej oczach strach i smutek. Podszedł do nas Rob.
- Ej ziomki co tacy smutni ? - zapytał, z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Nic nie ważne. - powiedziała bez entuzjazmu moja dziewczyna i odeszła od nas.
- Może ona w ciąży że ma takie humorku ? - zapytał poruszając brwiami, ale mi nie było do śmiechu.
- Daruj sobie, takie żarty. - zmierzyłam kumpla wzrokiem i odszedłem od niego.
Na koncercie, wszyscy byli szczęśliwi oprócz mnie i Mandy która tańczyła obok mnie. Chciała tańczyć.. a ja nie mogę jej tego zabronić. Po chwili usłyszałem melodię do piosenki down to eartch. Zacząłem śpiewać, słowa piosenki z wielkimi emocjami. Usiadłem na schodach w celu odpoczęcia, patrzyłem na publiczność która śpiewała tekst piosenki razem ze mną czasem nie mogę uwierzyć że mam takie szczęście, które coraz częściej mnie opuszcza. Pamiętam jak w tamtym tygodniu, na hali w Chinach śpiewałem tą piosenkę razem z Mandy której mógłbym słuchać godzinami iż ma taki śliczny głos. Poczułem jak łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją wytarłem by nikt nie zauważył.
Po koncercie.
Po koncercie, przebrałem się i odświeżyłem iż musiałem iść na spotkanie z fanami. Choć wolałbym być, teraz przy Mandy wiem że ona się czuje sto razy gorzej ode mnie. Wszedłem na salę, w której były fanki porobiłem sobie z nimi zdjęcia, i chwilę zostałem by mogły pozadawać mi pytania.
- Dlaczego jesteś smutny ? - zapytała ośmioletnia dziewczynka patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Nie jestem smutny, bardziej zmęczony. - wymusiłem uśmiech.
- A gdzie jest Mandy ? - zapytała jedna, z nim która miała może z trzynaście lat.
- Ee.. nie wiem. - zastanowiłem się po czym krzyknąłem jej imię, i wyszła a w jej oczach można było zobaczyć że jest smutna ale wymuszała uśmiech.
- Coś się stało ?
- A dziewczyny chcą cię poznać. - powiedziałem a blondynka do mnie podeszła niepewnym krokiem, objąłem ją w pasie jedną ręką patrząc na grupkę dziewczyn może było ich z dziesięć.
- Jej miło mi. - uśmiechnęła się, to był taki szczery uśmiech.
- Dasz mi autograf ? - zapytała jedna, a potem inne zaczęły podchodzić po autografy i chciały z nią sobie zrobić zdjęcie. Wiedziałem jej uśmiech i zadowolenie na twarzy, ja jak widzę ten uśmiech sam się uśmiech jak głupi.
- Dobra dziewczyny, ale my już musimy iść bo mamy jutro samolot. Trzymajcie się kocham was. - powiedziałem machając dziewczynom i wyszliśmy z sali.
- Polubiły cię. - powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
- Cieszę się. To takie fajne uczucie gdy ktoś prosi cię o autograf albo zdjęcie. - uśmiechnęła się dziewczyna, a ja pocałowałem ją namiętnie w usta czując że jesteśmy dla siebie stworzeni. cdn.
* * *
Jej to już 29 rozdział :o. Dziękuję za 11 komentarzy pod poprzednim :*. Jedna dziewczyna, zagroziła że coś sobie zrobi jak tak skończę opowiadanie, nie szantażujcie mnie proszę was. Wmyśliłam sobie, już te opowiadanie do końca więc.. przepraszam. :c. Kocham was <3
Tagi:
opowiadanie
Tydzień później .
Osłabienie nie daje o sobie zapomnieć, mam już je z jakiś tydzień ciągle na moim ciele wyskakują siniaki , głowa mnie boli i mięśnie , jestem blada , chudnę i spać mi się chce masakra jest te osłabienie. Ale jest jeden plus chudnę bo byłam taka gruba że masakra jakaś ale miejsza z tym.
Zsunęłam się z łóżka iż Justin jeszcze spał mieliśmy pokój z widokiem na Sydney jeszcze z trzy koncerty i wracamy do Atlanty. Weszłam do łazienki po drodze biorąc ubrania. Po 15-minutowym prysznicu wytarłam swoje ciało puszystym białym ręcznikiem susząc za pomocą suszarki swoje włosy które po chwili spięłam w niedbałego kucyka. Ubrałam się w wybrane ciuchy i zrobiłam lekki makijaż gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam że Justin jeszcze śpi ale nie tak normalnie prawa noga spadła mu z łóżka był cały opatulony kołdrą a lewego kciuka ssał uśmiech wymalował mi się na twarzy tak słodko wyglądał. Wyszłam z pokoju iż chciałam pójść nam po śniadanie, gdy wchodziłam do winy obraz mi się rozmazał przed oczyma czułam się jakbym była ślepa szłam jakby wszystko było dobrze zachaczyłam o coś i spadałam poczułam że ktoś mnie podnosi a już normalnie widziałam przed twarzą zobaczyłam Kenny'go.
- Mandy wszystko dobrze ? - zapytał z troską w głosie.
- Tak. - skłamałam wymuszając uśmiech.
- Mnie nie musisz kłamać. Co się dzieje ? - zapytał patrząc się na mnie badawczo.
- Źle się poczułam, obraz rozmazał się przed moją twarzą czułam się jakbym była ślepa. - powiedziałam unikając wzroku czarnoskórego.
- Wracaj do pokoju lepiej.
- Szłam po śniadanie dla mnie i dla Justina.
- To ja wam coś przyniosę teraz idź. - popchał mnie lekko w stronę w pokoju a którym po chwili się znalazłam. Zobaczyłam siedzącego na łóżku Justina w włosy miał rozwichrzone na różne strony co wywołało u mnie cichy brecht.
- Co się chcichrasz ? - zapytał gładząc swoje włosy.
- Z Ciebie. - pokazałam mu język siadając obok niego.
- Dobra myszka idę się ogarnąć bo koncert dzisiaj mamy. - dał mi buziaka w usta i zniknął gdzieś w łazience. Czuję się źle, ale tak bardzo chcę występować na koncertach pokochałam to uwielbiam patrzeć na publikę która śpiewa razem z Justinem , uwielbiam prowadzić razem z Rob'em dziewczynę z piosenki która nie może uwierzyć że to ona , uwielbiam śpiewać z nim pod nosem jego piosenki po prostu uwielbiam to co robię. Moje rozmyślenia przerwał Kenny który wchodził z tacą do pokoju, a w tym samym czasie wyszedł z łazienki Justin, który patrzył się na Kenny'go z miną what the fuck.
- Nie nie wiedziałem że kelnerem też jesteś. - zażartował śmiejąc się a ja razem z nim tylko Kenny się nie śmiał.
- Przyniosłem wam śniadanie dlatego że Mandy ma zaburzenia wzroku. - powiedział, kładąc tacę na stoliku a z Justina twarzy zniknął uśmiech.
- Jak to ? - zapytał patrząc raz na mnie a raz na ochroniarza.
- Kenny daj nam chwile. - powiedziałam cicho a po chwili olbrzyma nie było, a szatyn usiadł obok mnie patrząc na mnie oczekującego.
- Mandy to nie są jaja.. chudniesz , głowa cię boli , osłabienie masz tydzień które powinno trwać góra trzy dni , bolą cię mięśnie , spać Ci chce jesteś blada do tego teraz masz zaburzenia wzrokowe. - wymieniał z smutkiem w głosie. - Musimy iść do lekarza. - dodał poważnym tonem.
- Misiek.. - zaczęłam.
- Nie Mandy ! Z twoim zdrowiem z dnia na dzień jest gorzej jedz i jedziemy do lekarza nie pójdziesz normalnie zabiorę Cię tam siłą. - powiedział srogo biorąc dłubiąc widelcem w jajecznicy a ja bez słowa również zaczęłam jeść od niechcenia śniadanie dlatego je jadłam iż nie chciałam bardziej wkurzyć Justina który ma rację.. z moim zdrowiem z dna na dzień jest gorzej coraz bardziej źle się czuję a powinnam lepiej tylko dla czego ja siebie oszukuję ? To bez sensu.
- Myszko skończyłaś ? - zapytał podnosząc się z łóżka.
- Tak - powiedziałam cicho podnosząc się, po czym wtuliłam się w Justina a on mnie przytulił.
- Kocham cię.. - wyszeptałam mu do ucha z uśmiechem na twarzy.
- Też cię kocham, liczysz się tylko ty. - oparł swoje czoło o moje składając na moich ustach namiętny pocałunek który również złożyłam na jego ustach. Nie mogę uwierzyć, że on mnie pokochał, mógł mieć każdą a wybrał sobie normalną dziewczyną z problemami i marzeniami z Stanford, nie mogę sobie wyobrazić że go może zabraknąć w moim życiu przeżyłam bez niego dwa lata wtedy też coś do niego czułam, ale nie byłam pewna. A teraz wiem że go kocham , wiem że on jest tym jedynym z którym chcę dzielić mój świat , moje marzenia i sny w moim sercu jest miejsce tylko dla niego.
Wysiadłam z czarnego range rovera, który właśnie zaparkował przed miejscowym lekarzem na szczęście ludzie w Australii mówią po angielsku. Weszliśmy do wnętrza szpitala co niektórzy zaczęli piszczeć i robić nam zdjęcia kątem oka spojrzałam na Justina który nie był z tego zadowolony. Podeszła do nas dziewczyna.
- Mogę prosić o autograf ? - zapytała z wielkim uśmiech na twarzy a zarazem z łzami w oczach.
- Tak. - odparł mój chłopak wyciągając długopis z kieszeni który zawsze nosił przy sobie, po dziewczynie zaczęły podochodzić jeszcze inne.
- Dziewczyny przepraszam, ale muszę iść, przeszedłem w ważnej sprawie. - powiedział brązowooki chwytając mnie za dłoń i ruszyliśmy w stronę gabinetu numer osiem który był już wolny. Zapukaliśmy po czym wślizgnęliśmy się do środka, a przy biurku siedziała kobieta po 30-stce.
- Dzień Dobry, byliśmy umówieni. - powiedział Justin z uśmiechem na twarzy który powalał na kolana wszystkich.
- Tak, ale tutaj nie ma nazwiska Bieber. - stwierdziła przeglądając karty.
- Nie ja tylko powinno być nazwisko Anderson.
- A tak jest takie nazwisko. - wyciągnęła kartę kładąc sobie ją na biurku. - W czym jest problem ?
Powiedziałam kobiecie o moich dolegliwościach, kazała nam zrobić wszystkie badania które właśnie odebrał Justin, wyciągnął papierek z koperty uśmiechając się szeroko a gdy przeczytał z jego twarzy znikł uśmiech w oczach pojawiły się łzy.
- Justin co jest ? - zapytał a ręka mi drżała nawet nie wiem czemu.
- Ty masz białaczkę. - powiedział cicho a łza spłynęła po jego policzku. Usiadłam na jednym z plastikowych krzeseł chowając twarz w dłonie a łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Przecież to niemożliwie tak nie może być. - Myszko chodź do pani doktor. - powiedział cicho a ja bez słowa udałam się do gabinetu myśląc co teraz będzie , czy to nie jest koszmar. Wchodząc do gabinetu pani doktor bez słowa podaliśmy jej papierek, a nasze miny były grobowe. Kobieta zaczęła czytać, a uśmiech również znikał jej z twarzy.
- Mandy, wszystko na to wskazuje. - powiedziała cicho pewnie nie lubiła takich momentów gdy musi mówić pacjentowi że zostało mu ileś miesięcy życia.
- Ale przecież są hemioterapie , lekarstwa. - powiedział łamiącym się głosem mój chłopak.
- Ale jej nowotwór zaatakował już śledzionę i wątrobę powiększają się jej węzły chłonne nic nie da się zrobić chociaż jakbyśmy chcieli. - powiedziała z żalem w głosie pani doktor, a mi zaczęły spływać łzy po policzkach tak samo jak i Justinowi. cdn.
Więć
Osłabienie nie daje o sobie zapomnieć, mam już je z jakiś tydzień ciągle na moim ciele wyskakują siniaki , głowa mnie boli i mięśnie , jestem blada , chudnę i spać mi się chce masakra jest te osłabienie. Ale jest jeden plus chudnę bo byłam taka gruba że masakra jakaś ale miejsza z tym.
Zsunęłam się z łóżka iż Justin jeszcze spał mieliśmy pokój z widokiem na Sydney jeszcze z trzy koncerty i wracamy do Atlanty. Weszłam do łazienki po drodze biorąc ubrania. Po 15-minutowym prysznicu wytarłam swoje ciało puszystym białym ręcznikiem susząc za pomocą suszarki swoje włosy które po chwili spięłam w niedbałego kucyka. Ubrałam się w wybrane ciuchy i zrobiłam lekki makijaż gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam że Justin jeszcze śpi ale nie tak normalnie prawa noga spadła mu z łóżka był cały opatulony kołdrą a lewego kciuka ssał uśmiech wymalował mi się na twarzy tak słodko wyglądał. Wyszłam z pokoju iż chciałam pójść nam po śniadanie, gdy wchodziłam do winy obraz mi się rozmazał przed oczyma czułam się jakbym była ślepa szłam jakby wszystko było dobrze zachaczyłam o coś i spadałam poczułam że ktoś mnie podnosi a już normalnie widziałam przed twarzą zobaczyłam Kenny'go.
- Mandy wszystko dobrze ? - zapytał z troską w głosie.
- Tak. - skłamałam wymuszając uśmiech.
- Mnie nie musisz kłamać. Co się dzieje ? - zapytał patrząc się na mnie badawczo.
- Źle się poczułam, obraz rozmazał się przed moją twarzą czułam się jakbym była ślepa. - powiedziałam unikając wzroku czarnoskórego.
- Wracaj do pokoju lepiej.
- Szłam po śniadanie dla mnie i dla Justina.
- To ja wam coś przyniosę teraz idź. - popchał mnie lekko w stronę w pokoju a którym po chwili się znalazłam. Zobaczyłam siedzącego na łóżku Justina w włosy miał rozwichrzone na różne strony co wywołało u mnie cichy brecht.
- Co się chcichrasz ? - zapytał gładząc swoje włosy.
- Z Ciebie. - pokazałam mu język siadając obok niego.
- Dobra myszka idę się ogarnąć bo koncert dzisiaj mamy. - dał mi buziaka w usta i zniknął gdzieś w łazience. Czuję się źle, ale tak bardzo chcę występować na koncertach pokochałam to uwielbiam patrzeć na publikę która śpiewa razem z Justinem , uwielbiam prowadzić razem z Rob'em dziewczynę z piosenki która nie może uwierzyć że to ona , uwielbiam śpiewać z nim pod nosem jego piosenki po prostu uwielbiam to co robię. Moje rozmyślenia przerwał Kenny który wchodził z tacą do pokoju, a w tym samym czasie wyszedł z łazienki Justin, który patrzył się na Kenny'go z miną what the fuck.
- Nie nie wiedziałem że kelnerem też jesteś. - zażartował śmiejąc się a ja razem z nim tylko Kenny się nie śmiał.
- Przyniosłem wam śniadanie dlatego że Mandy ma zaburzenia wzroku. - powiedział, kładąc tacę na stoliku a z Justina twarzy zniknął uśmiech.
- Jak to ? - zapytał patrząc raz na mnie a raz na ochroniarza.
- Kenny daj nam chwile. - powiedziałam cicho a po chwili olbrzyma nie było, a szatyn usiadł obok mnie patrząc na mnie oczekującego.
- Mandy to nie są jaja.. chudniesz , głowa cię boli , osłabienie masz tydzień które powinno trwać góra trzy dni , bolą cię mięśnie , spać Ci chce jesteś blada do tego teraz masz zaburzenia wzrokowe. - wymieniał z smutkiem w głosie. - Musimy iść do lekarza. - dodał poważnym tonem.
- Misiek.. - zaczęłam.
- Nie Mandy ! Z twoim zdrowiem z dnia na dzień jest gorzej jedz i jedziemy do lekarza nie pójdziesz normalnie zabiorę Cię tam siłą. - powiedział srogo biorąc dłubiąc widelcem w jajecznicy a ja bez słowa również zaczęłam jeść od niechcenia śniadanie dlatego je jadłam iż nie chciałam bardziej wkurzyć Justina który ma rację.. z moim zdrowiem z dna na dzień jest gorzej coraz bardziej źle się czuję a powinnam lepiej tylko dla czego ja siebie oszukuję ? To bez sensu.
- Myszko skończyłaś ? - zapytał podnosząc się z łóżka.
- Tak - powiedziałam cicho podnosząc się, po czym wtuliłam się w Justina a on mnie przytulił.
- Kocham cię.. - wyszeptałam mu do ucha z uśmiechem na twarzy.
- Też cię kocham, liczysz się tylko ty. - oparł swoje czoło o moje składając na moich ustach namiętny pocałunek który również złożyłam na jego ustach. Nie mogę uwierzyć, że on mnie pokochał, mógł mieć każdą a wybrał sobie normalną dziewczyną z problemami i marzeniami z Stanford, nie mogę sobie wyobrazić że go może zabraknąć w moim życiu przeżyłam bez niego dwa lata wtedy też coś do niego czułam, ale nie byłam pewna. A teraz wiem że go kocham , wiem że on jest tym jedynym z którym chcę dzielić mój świat , moje marzenia i sny w moim sercu jest miejsce tylko dla niego.
Wysiadłam z czarnego range rovera, który właśnie zaparkował przed miejscowym lekarzem na szczęście ludzie w Australii mówią po angielsku. Weszliśmy do wnętrza szpitala co niektórzy zaczęli piszczeć i robić nam zdjęcia kątem oka spojrzałam na Justina który nie był z tego zadowolony. Podeszła do nas dziewczyna.
- Mogę prosić o autograf ? - zapytała z wielkim uśmiech na twarzy a zarazem z łzami w oczach.
- Tak. - odparł mój chłopak wyciągając długopis z kieszeni który zawsze nosił przy sobie, po dziewczynie zaczęły podochodzić jeszcze inne.
- Dziewczyny przepraszam, ale muszę iść, przeszedłem w ważnej sprawie. - powiedział brązowooki chwytając mnie za dłoń i ruszyliśmy w stronę gabinetu numer osiem który był już wolny. Zapukaliśmy po czym wślizgnęliśmy się do środka, a przy biurku siedziała kobieta po 30-stce.
- Dzień Dobry, byliśmy umówieni. - powiedział Justin z uśmiechem na twarzy który powalał na kolana wszystkich.
- Tak, ale tutaj nie ma nazwiska Bieber. - stwierdziła przeglądając karty.
- Nie ja tylko powinno być nazwisko Anderson.
- A tak jest takie nazwisko. - wyciągnęła kartę kładąc sobie ją na biurku. - W czym jest problem ?
Powiedziałam kobiecie o moich dolegliwościach, kazała nam zrobić wszystkie badania które właśnie odebrał Justin, wyciągnął papierek z koperty uśmiechając się szeroko a gdy przeczytał z jego twarzy znikł uśmiech w oczach pojawiły się łzy.
- Justin co jest ? - zapytał a ręka mi drżała nawet nie wiem czemu.
- Ty masz białaczkę. - powiedział cicho a łza spłynęła po jego policzku. Usiadłam na jednym z plastikowych krzeseł chowając twarz w dłonie a łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Przecież to niemożliwie tak nie może być. - Myszko chodź do pani doktor. - powiedział cicho a ja bez słowa udałam się do gabinetu myśląc co teraz będzie , czy to nie jest koszmar. Wchodząc do gabinetu pani doktor bez słowa podaliśmy jej papierek, a nasze miny były grobowe. Kobieta zaczęła czytać, a uśmiech również znikał jej z twarzy.
- Mandy, wszystko na to wskazuje. - powiedziała cicho pewnie nie lubiła takich momentów gdy musi mówić pacjentowi że zostało mu ileś miesięcy życia.
- Ale przecież są hemioterapie , lekarstwa. - powiedział łamiącym się głosem mój chłopak.
- Ale jej nowotwór zaatakował już śledzionę i wątrobę powiększają się jej węzły chłonne nic nie da się zrobić chociaż jakbyśmy chcieli. - powiedziała z żalem w głosie pani doktor, a mi zaczęły spływać łzy po policzkach tak samo jak i Justinowi. cdn.
* * *
Więć
Tagi:
opowiadanie
Miesiąc Później .
Ten miesiąc minął naprawdę szybko, z Justinem mi się układa i jesteśmy szczęśliwi, nawet parę tygodni temu przeżyłam z nim swój pierwszy raz. Naprawdę, go kocham i chcę z nim być aż do śmierci.
- Nie śpisz już ? - zapytał się z lekką chrypką w głosie Justin.
- Nie śpię. - odpowiedziałam odwracając głowę w stronę chłopaka. Patrzyłam w jego oczy, i zobaczyłam swoje odbicie. Po chwili poczułam jak jego usta dotykają moich a po chwili pocałował mnie subtelnie oczywiście odwzajemniłam jego pocałunek.
- Dobra misiek idę się ogarnąć. - stwierdziłam podnosząc się ale zakręciło mi się w głowie. Złapałam się za głowę.
- Kochanie wszystko dobrze ? - zapytał się troskliwie Justin siadając na brzegu łóżka.
- Tak tylko mi się w głowie zakręciło. - uśmiechnęłam się blado.
- Ale jesteś jakaś blada, dobrze się czujesz ? - zapytał się patrząc na mnie badawczo.
- Tak raczej. - skłamałam udając się do łazienki. Nie czułam się dobrze chce mi się spać , boli mnie głowa. Wzięłam 15-minutowy prysznic po którym się ubrałam. Jedną ręką myłam zęby a drugą suszyłam włosy po skończonej toalecie porannej weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzącego Justina na łóżku.
- Jak się ubiorę idziemy do lekarza. - powiadomił mnie.
- A u mniesz mówić po japońsku ? - zażartowałam. Teraz jesteśmy w Japonii w mieście Tokio.
- Nie, do tego lekarza co z nami w trasę pojechał. - pokazał mi język po czym pocałował mnie w usta. Przyłożył dłoń do mojego czoło.
- Justin co to robisz ? - zapytałam z miną what the fuck.
- Sprawdzam czy masz gorączkę którą masz. - stwierdził znikając w łazience. Ale on wymyśla, żadnej gorączki nie mam, może mam ? Ale przecież, dzisiaj koncert i muszę wystąpić. Po upływie dziesięciu minut z łazienki wyszedł Bieber patrząc na mnie badawczo.
- Justin, ja czuję się dobrze. - powiedziałam ale chyba bez przekonania.
- Kochanie, twoje zdrowie jest ważniejsze niż koncert. - powiedział poważnie chowając iphona do kieszeni. Złapał mnie za dłoń i wyszliśmy z naszego pokoju hotelowego zamykając go kartą. Do pokoju lekarza szliśmy rozmawiając o jakiś bzdurach, po pięciu minutach byliśmy pod drzwiami pokoju. Zapukaliśmy i otworzył nam facet po trzydziestce.
- Witam w czymś wam pomóc ? - zapytał z entuzjazmem w głosie wpuszczając nas do pokoju.
- Mandy źle się czuje. Jak wstawała to do w głowie jej się kręciło , ma gorączkę. - wytłumaczył mój chłopak.
- A jakiś inne objawy ?
- Głowa mnie boli i spać mi się chce. - dodałam a Justin na się spojrzał wzrokiem "dlaczego mi nie powiedziałaś" .
- Dobra Mandy, podnieś bluzkę. - stwierdził doktor a Bieber odchrząknął.
- Nie zapominaj że ona jest moja. - pokazał mu język a ja zachichotałam podnosząc bluzkę do góry po chwili czarnowłosy badał mnie tymi słuchawkami czy co to tam jest.
- Jesteś osłabiona. Justin dopilnuj żeby nie wystąpiła na dzisiejszym koncercie. - powiedział doktorek wypisując receptę na leki. - Osłabienie powinno minąć za dwa , trzy dni. - powiedział a my podziękowaliśmy i wyszliśmy z pokoju.
- Czemu mi nie powiedziałaś ? - zapytał z wyrzutem czytając receptę.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami wyrywając mu receptę i sama zaczęłam ją czytać. Kurwa jakieś witaminki nie witaminki mi przepisał spierdolony jakiś. - Ale na koncercie występuję. - wyszczerzyłam się .
- Nie nie leżysz dzisiaj cały dzień w łóżku bo jutro lecimy tam do Chin. - powiedział poważnie.
- O jezu, jestem osłabiona i już nie mogę występować ? - oburzyłam się wchodząc do restauracji znajdującej się w hotelu.
- Tak. Co chcesz do jedzenia kochanie ? - zapytał patrząc w moje niebieskie oczy.
- Nie jestem głodna. - stwierdziłam rozglądając się po pomieszczeniu.
- Mandy musisz jeść. - powiedział mój chłopak po czym pocałował mnie w usta po chwili odszedł iż wołał go Scooter. Usiadłam obok Veronicy.
- To zaraz jedziemy na próbę ? - zapytała się mnie dziewczyna.
- Ja nie jadę. - powiedziałam z grymasem na twarzy.
- Czemu ?
- Bo Justin, mnie pozwala bo jestem osłabiona. - wywróciłam oczami stukając palcami o blat stołu.
- O jakie to słodkie że się o Ciebie troszczy.
- No ale ja chcę występować.
- Mandy twoje zdrowie jest ważniejsze niż koncert.
- Już dzisiaj to drugi raz słyszę. - powiedziałam a w tej samej chwili podszedł Bieber.
- No co tam kobietki ? - zapytał poruszając charakterystycznie brwiami.
- Nic. - powiedziałyśmy równocześnie po czym wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Baby. - mruknął pod nosem. - Z Scootem już ustaliłem że nie będziesz występować dzisiaj i jutro na koncercie. - stwierdził wypychając się pomiędzy nas objął mnie ramieniem.
- A jutro czemu ? - oburzyłam się patrząc na niego.
- Bo jesteś chora, a no właśnie już do pokoju idziemy. - pogonił mnie. - Cześć Ver. - pomachał dziewczynie a ona natomiast zaczęła się śmiać.
Trzy dni później.
Zamiast te jebane osłabienie powinno mi przemijać to czuję się coraz gorzej. Wyszłam spod kabiny prysznicowej i przyglądałam się mojemu odbiciu w lustrze. Zauważyłam jak mam dwa siniaki na udzie, ja pierdole już mnie nawet w nocy skopał.
- Bieber ! - wydarłam się w po chwili do łazienki wpadł przerażony Justin.
- Co się stało ? - zapytał mierząc mnie wzrokiem zgryzając dolną wargę, iż byłam naga.
- Skopałeś mnie w nocy ! - krzyknęłam.
- Co ja ? Nie ! - krzyknął również.
- To jak wytłumaczysz te siniaki ? - zapytałam pokazując na siniaki na moich udach.
- Skarbie przysięgam że ja cię nie skopałem. - powiedział patrząc mi w oczy a ja w jego mogłam w nich dostrzeć że mówi prawdę.
- Dobrze, a teraz wyjdź. - pokazałam mu język.
- A to czemu ? Mogę to zostać. - poruszył charakterystycznie brwiami a ja wygoniłam go za drzwi. Założyłam na siebie ubrania kurna ! Spodnie ze mnie spadają. Zrobiłam lekki makijaż i popryskałam migiełką perfum. Po wyjściu z łazienki zobaczyłam Justina stojącego przy drzwiach.
- Gotowa ? - zapytał patrząc się na mnie jakbym była jedną dziewczyną na tym świecie.
- Tak. - uśmiechnęłam się szeroko a on oplótł dłońmi moją talię przez krótką chwilę patrzyliśmy sobie w oczy po chwili brunet zaczął całować moje usta z delikatnością i namiętnością. Wiem że on jest tym jednym i że jesteśmy dla siebie stworzeni. cdn.
Wiem że nudny, ale następny będzie lepszy ! Przysięgam <3. Obniżam wam limit.
10 komentarzy = NN.
Ten miesiąc minął naprawdę szybko, z Justinem mi się układa i jesteśmy szczęśliwi, nawet parę tygodni temu przeżyłam z nim swój pierwszy raz. Naprawdę, go kocham i chcę z nim być aż do śmierci.
- Nie śpisz już ? - zapytał się z lekką chrypką w głosie Justin.
- Nie śpię. - odpowiedziałam odwracając głowę w stronę chłopaka. Patrzyłam w jego oczy, i zobaczyłam swoje odbicie. Po chwili poczułam jak jego usta dotykają moich a po chwili pocałował mnie subtelnie oczywiście odwzajemniłam jego pocałunek.
- Dobra misiek idę się ogarnąć. - stwierdziłam podnosząc się ale zakręciło mi się w głowie. Złapałam się za głowę.
- Kochanie wszystko dobrze ? - zapytał się troskliwie Justin siadając na brzegu łóżka.
- Tak tylko mi się w głowie zakręciło. - uśmiechnęłam się blado.
- Ale jesteś jakaś blada, dobrze się czujesz ? - zapytał się patrząc na mnie badawczo.
- Tak raczej. - skłamałam udając się do łazienki. Nie czułam się dobrze chce mi się spać , boli mnie głowa. Wzięłam 15-minutowy prysznic po którym się ubrałam. Jedną ręką myłam zęby a drugą suszyłam włosy po skończonej toalecie porannej weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzącego Justina na łóżku.
- Jak się ubiorę idziemy do lekarza. - powiadomił mnie.
- A u mniesz mówić po japońsku ? - zażartowałam. Teraz jesteśmy w Japonii w mieście Tokio.
- Nie, do tego lekarza co z nami w trasę pojechał. - pokazał mi język po czym pocałował mnie w usta. Przyłożył dłoń do mojego czoło.
- Justin co to robisz ? - zapytałam z miną what the fuck.
- Sprawdzam czy masz gorączkę którą masz. - stwierdził znikając w łazience. Ale on wymyśla, żadnej gorączki nie mam, może mam ? Ale przecież, dzisiaj koncert i muszę wystąpić. Po upływie dziesięciu minut z łazienki wyszedł Bieber patrząc na mnie badawczo.
- Justin, ja czuję się dobrze. - powiedziałam ale chyba bez przekonania.
- Kochanie, twoje zdrowie jest ważniejsze niż koncert. - powiedział poważnie chowając iphona do kieszeni. Złapał mnie za dłoń i wyszliśmy z naszego pokoju hotelowego zamykając go kartą. Do pokoju lekarza szliśmy rozmawiając o jakiś bzdurach, po pięciu minutach byliśmy pod drzwiami pokoju. Zapukaliśmy i otworzył nam facet po trzydziestce.
- Witam w czymś wam pomóc ? - zapytał z entuzjazmem w głosie wpuszczając nas do pokoju.
- Mandy źle się czuje. Jak wstawała to do w głowie jej się kręciło , ma gorączkę. - wytłumaczył mój chłopak.
- A jakiś inne objawy ?
- Głowa mnie boli i spać mi się chce. - dodałam a Justin na się spojrzał wzrokiem "dlaczego mi nie powiedziałaś" .
- Dobra Mandy, podnieś bluzkę. - stwierdził doktor a Bieber odchrząknął.
- Nie zapominaj że ona jest moja. - pokazał mu język a ja zachichotałam podnosząc bluzkę do góry po chwili czarnowłosy badał mnie tymi słuchawkami czy co to tam jest.
- Jesteś osłabiona. Justin dopilnuj żeby nie wystąpiła na dzisiejszym koncercie. - powiedział doktorek wypisując receptę na leki. - Osłabienie powinno minąć za dwa , trzy dni. - powiedział a my podziękowaliśmy i wyszliśmy z pokoju.
- Czemu mi nie powiedziałaś ? - zapytał z wyrzutem czytając receptę.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami wyrywając mu receptę i sama zaczęłam ją czytać. Kurwa jakieś witaminki nie witaminki mi przepisał spierdolony jakiś. - Ale na koncercie występuję. - wyszczerzyłam się .
- Nie nie leżysz dzisiaj cały dzień w łóżku bo jutro lecimy tam do Chin. - powiedział poważnie.
- O jezu, jestem osłabiona i już nie mogę występować ? - oburzyłam się wchodząc do restauracji znajdującej się w hotelu.
- Tak. Co chcesz do jedzenia kochanie ? - zapytał patrząc w moje niebieskie oczy.
- Nie jestem głodna. - stwierdziłam rozglądając się po pomieszczeniu.
- Mandy musisz jeść. - powiedział mój chłopak po czym pocałował mnie w usta po chwili odszedł iż wołał go Scooter. Usiadłam obok Veronicy.
- To zaraz jedziemy na próbę ? - zapytała się mnie dziewczyna.
- Ja nie jadę. - powiedziałam z grymasem na twarzy.
- Czemu ?
- Bo Justin, mnie pozwala bo jestem osłabiona. - wywróciłam oczami stukając palcami o blat stołu.
- O jakie to słodkie że się o Ciebie troszczy.
- No ale ja chcę występować.
- Mandy twoje zdrowie jest ważniejsze niż koncert.
- Już dzisiaj to drugi raz słyszę. - powiedziałam a w tej samej chwili podszedł Bieber.
- No co tam kobietki ? - zapytał poruszając charakterystycznie brwiami.
- Nic. - powiedziałyśmy równocześnie po czym wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Baby. - mruknął pod nosem. - Z Scootem już ustaliłem że nie będziesz występować dzisiaj i jutro na koncercie. - stwierdził wypychając się pomiędzy nas objął mnie ramieniem.
- A jutro czemu ? - oburzyłam się patrząc na niego.
- Bo jesteś chora, a no właśnie już do pokoju idziemy. - pogonił mnie. - Cześć Ver. - pomachał dziewczynie a ona natomiast zaczęła się śmiać.
Trzy dni później.
Zamiast te jebane osłabienie powinno mi przemijać to czuję się coraz gorzej. Wyszłam spod kabiny prysznicowej i przyglądałam się mojemu odbiciu w lustrze. Zauważyłam jak mam dwa siniaki na udzie, ja pierdole już mnie nawet w nocy skopał.
- Bieber ! - wydarłam się w po chwili do łazienki wpadł przerażony Justin.
- Co się stało ? - zapytał mierząc mnie wzrokiem zgryzając dolną wargę, iż byłam naga.
- Skopałeś mnie w nocy ! - krzyknęłam.
- Co ja ? Nie ! - krzyknął również.
- To jak wytłumaczysz te siniaki ? - zapytałam pokazując na siniaki na moich udach.
- Skarbie przysięgam że ja cię nie skopałem. - powiedział patrząc mi w oczy a ja w jego mogłam w nich dostrzeć że mówi prawdę.
- Dobrze, a teraz wyjdź. - pokazałam mu język.
- A to czemu ? Mogę to zostać. - poruszył charakterystycznie brwiami a ja wygoniłam go za drzwi. Założyłam na siebie ubrania kurna ! Spodnie ze mnie spadają. Zrobiłam lekki makijaż i popryskałam migiełką perfum. Po wyjściu z łazienki zobaczyłam Justina stojącego przy drzwiach.
- Gotowa ? - zapytał patrząc się na mnie jakbym była jedną dziewczyną na tym świecie.
- Tak. - uśmiechnęłam się szeroko a on oplótł dłońmi moją talię przez krótką chwilę patrzyliśmy sobie w oczy po chwili brunet zaczął całować moje usta z delikatnością i namiętnością. Wiem że on jest tym jednym i że jesteśmy dla siebie stworzeni. cdn.
* * *
Wiem że nudny, ale następny będzie lepszy ! Przysięgam <3. Obniżam wam limit.
10 komentarzy = NN.
Tagi:
opowiadanie
- Więc to była Selena Gomez, ale wiesz co ? Teraz żałuję że ją do tego namówiłem, nie jesteś taka jak dawniej. - prychnął i wyszedł z pokoiku. Zaraz , zaraz co on powiedział ?!
Kurwa, czyli on doprowadził do rozpadu związku mojego i Justina ? Że co proszę ? Do pokoiku wszedł Justin.
- Ej mała, co się stało ? - zapytał troskliwie podchodząc do mnie.
- Pewnie się zdziwisz ale czułam że to jego wina.
- Ale o co chodzi ? - usiadł obok mnie na sofie.
- To przez Liam'a .
- Ale co przez niego ?
- Ci się mózg wyłącza po koncertach czy coś ? - wywróciłam oczami patrząc na niego.
- Nie ?
- No przez niego, się rozstaliśmy. On namówił Gomez, żeby Ciebie upiła a potem podnieciła.
- No to po gnoju. - krzyknął i wybiegł z pokoiku jak opętany.
Oczami Justina.
To przez tego, gnojka nie jestem z nią ! Ja pierdole myślałem że jest spoko, a tutaj mi rozpierdala związek !
Zobaczyłem go w oddali, gadającym o czymś z Scootem. Podszedłem do niego popychając go na ścianę, złapałem za koszulkę i przycisnąłem do ściany patrząc na niego z nienawiścią w oczach.
- Kurwa, jesteś spierdolonym szmaciarzem ! I co kurwa cieszysz się że rozjebałeś mi związek z Mandy ?! - krzyknąłem.
- Bieber ! - krzyknął, Scooter o i mnie od niego odciągnął. - Co Ci do łba znowu szczeliło ?
- To przez niego, z nią nie jestem ! Namówił Gomez żeby mnie upiła a potem omotała, żałosny jesteś ! - krzyknąłem, a gdyby mój wzrok zabijał to by już dawno był martwy.
- Liam to prawda ? - zapytał spokojnie mój menadżer.
- Nie ! Mandy mu coś nagadała i w to uwierzył. - bronił się.
- No chyba cię pojebało ! Od początku tej trasy ją prześladowałeś i powtarzałeś że zjebiesz nam związek i to osiągnąłeś ! Jak się z tym czujesz skurwisynie ?! - krzyknąłem nie mogąc się opanować. - Weź, lepiej wracaj do Kandy gnoju zasrany. - prychnąłem siadając na sofie.
- Justin, to ja tutaj zwalniam ludzi nie ty. - stwierdził Scoot. - Do końca trasy musicie się dogadać, potem Liam wypadasz z ekipy.
- To ja mu kupię, bilet bo nie mam zamiaru oglądać jego ryja.
- Nie, bo zabraknie nam tancerzy, potem zorganizujemy casting. - powiedział stanowczo mój menadżer. - I idź na te spotkanie z fanami. - dodał szybko. Rzuciłem Liam'owi złowrogie spojrzenie i poszedłem za Scooterem.
Oczami Mandy.
Z jednej strony, cieszę się że Justin tak zareagował. Ale dał się omotać i upić i to nie zmienia faktu że jednak mnie zdradził. Ale tęsknie za jego malinowymi ustami , czekoladowymi oczami , dotykiem , bliskością. Czasami mam ochotę się do niego przytulić i go pocałować. Jestem pewna że go kocham, ja nikogo wcześnie tak nie kochałam. Przy nim czuję się taka bezpieczna, może się świat walić , tornado latać a ja wiem że on nie pozwoli żeby mi się coś stało.
Wyszłam z pod kabiny wycierając ręcznikiem swoje ciało, a potem przberałam się w piżamę.
Następny dzień.
Obudziłam się przed szóstą. No tak dzisiaj lecimy do Portugalii do miasta Lizbony. Zawsze chciałam tam pojechać, nie wiem czemu tam ale chciałam. Czasem nie mogę w to uwierzyć, że podróżuję po świecie z zajebistymi ludźmi, no oprócz jednego wyjątku. Zsunęłam się z łóżka, i leniwym krokiem podążyłam do łazienki. Oparłam się o umywalkę i umyłam twarz. Zdjęłam piżamę wchodząc do kabiny prysznicowej. Odkręciłam ciepłą wodę, namydlając gąbkę kokosowym płynem. Zaczęłam jeździć gąbką po swoim ciele podśpiewując jakąś piosenkę. Po skończonym prysznicu wytarłam ręcznikiem swoje ciało, i się ubrałam. Jedną ręką rozczesałam sobie włosy a drugą myłam zęby. Popryskałam perfumami, i wyszłam z łazienki chowając po drodze kosmetyczkę i piżamę do walizki. Będę tęsknić, za tym miastem dużo się w nim wydarzyło w ciągu tych dwóch dni. Pogodziłam się Biebsem i bardziej znienawidziłam Liam'a. Do pokoju wszedł Bieber z śniadaniem.
- Weź, a chciałem cię obudzić. - zmarszczył brwi kładąc tacę z śniadaniem na szafce.
- Ale widzisz sama się obudziłam. - pokazałam mu język. - Ale dziękuję za śniadanie. - dodałam siadając na łóżku po turecku a obok mnie chłopak kładąc znowu tą tacę. Jedząc śniadaniem brunet opowiadał mi o tym jak wyszedł z pokoiku.
- I będziemy go znosić do końca trasy ? - zapytałam zawiedziona dmuchając herbatę.
- Nie mamy innego wyjścia. Damy radę. - uśmiechnął się, jezu jak ja kocham ten uśmiech.
- No a z nami co będzie ? - zapytał niepewnie.
- Nie wiem.. Justin. Ja cię kocham, ale boję się że ponownie mnie zawiedziesz. - powiedziałam cicho spuszczając wzrok. Chłopak podniósł mój podbródek by mógł mi spojrzeć w oczy.
- Już cię nigdy nie zawiodę, masz moje słowo. Wiesz że cię kocham, nawet jeśli do wszystko było uknute ja nie chciałem, nie wiem czemu zacząłem z nią pić nie wiem. Ale wiesz że kocham Ciebie, i tylko Ciebie. - powiedział akcentując ostatnie słowa. Przybliżył swoją twarz, do mojej a po chwili poczułam ciepłe wargi dotykające moich. Pocałował mnie delikatnie, i ja również je pocałowałam. Przytuliłam się do niego, cieszyłam się że znowu jesteśmy razem czułam że nic nas nie rozdzieli. cdn.
* Mandy z Justinem myśleli że do końca trasy będzie wszystko świetnie i będą już na zawsze, razem ale czy na pewno ?
Jakiś, taki nudny wyszedł. Ale nawet mam już pomysł jak zakończyć, opowiadanie. Nie wiem czy wypali, ale narazie jest, mam nadzieję że rozdział się podobał oceniajcie komentarzy iż one dodają mi weny <3
12 komentarzy = NN.
Kurwa, czyli on doprowadził do rozpadu związku mojego i Justina ? Że co proszę ? Do pokoiku wszedł Justin.
- Ej mała, co się stało ? - zapytał troskliwie podchodząc do mnie.
- Pewnie się zdziwisz ale czułam że to jego wina.
- Ale o co chodzi ? - usiadł obok mnie na sofie.
- To przez Liam'a .
- Ale co przez niego ?
- Ci się mózg wyłącza po koncertach czy coś ? - wywróciłam oczami patrząc na niego.
- Nie ?
- No przez niego, się rozstaliśmy. On namówił Gomez, żeby Ciebie upiła a potem podnieciła.
- No to po gnoju. - krzyknął i wybiegł z pokoiku jak opętany.
Oczami Justina.
To przez tego, gnojka nie jestem z nią ! Ja pierdole myślałem że jest spoko, a tutaj mi rozpierdala związek !
Zobaczyłem go w oddali, gadającym o czymś z Scootem. Podszedłem do niego popychając go na ścianę, złapałem za koszulkę i przycisnąłem do ściany patrząc na niego z nienawiścią w oczach.
- Kurwa, jesteś spierdolonym szmaciarzem ! I co kurwa cieszysz się że rozjebałeś mi związek z Mandy ?! - krzyknąłem.
- Bieber ! - krzyknął, Scooter o i mnie od niego odciągnął. - Co Ci do łba znowu szczeliło ?
- To przez niego, z nią nie jestem ! Namówił Gomez żeby mnie upiła a potem omotała, żałosny jesteś ! - krzyknąłem, a gdyby mój wzrok zabijał to by już dawno był martwy.
- Liam to prawda ? - zapytał spokojnie mój menadżer.
- Nie ! Mandy mu coś nagadała i w to uwierzył. - bronił się.
- No chyba cię pojebało ! Od początku tej trasy ją prześladowałeś i powtarzałeś że zjebiesz nam związek i to osiągnąłeś ! Jak się z tym czujesz skurwisynie ?! - krzyknąłem nie mogąc się opanować. - Weź, lepiej wracaj do Kandy gnoju zasrany. - prychnąłem siadając na sofie.
- Justin, to ja tutaj zwalniam ludzi nie ty. - stwierdził Scoot. - Do końca trasy musicie się dogadać, potem Liam wypadasz z ekipy.
- To ja mu kupię, bilet bo nie mam zamiaru oglądać jego ryja.
- Nie, bo zabraknie nam tancerzy, potem zorganizujemy casting. - powiedział stanowczo mój menadżer. - I idź na te spotkanie z fanami. - dodał szybko. Rzuciłem Liam'owi złowrogie spojrzenie i poszedłem za Scooterem.
Oczami Mandy.
Z jednej strony, cieszę się że Justin tak zareagował. Ale dał się omotać i upić i to nie zmienia faktu że jednak mnie zdradził. Ale tęsknie za jego malinowymi ustami , czekoladowymi oczami , dotykiem , bliskością. Czasami mam ochotę się do niego przytulić i go pocałować. Jestem pewna że go kocham, ja nikogo wcześnie tak nie kochałam. Przy nim czuję się taka bezpieczna, może się świat walić , tornado latać a ja wiem że on nie pozwoli żeby mi się coś stało.
Wyszłam z pod kabiny wycierając ręcznikiem swoje ciało, a potem przberałam się w piżamę.
Następny dzień.
Obudziłam się przed szóstą. No tak dzisiaj lecimy do Portugalii do miasta Lizbony. Zawsze chciałam tam pojechać, nie wiem czemu tam ale chciałam. Czasem nie mogę w to uwierzyć, że podróżuję po świecie z zajebistymi ludźmi, no oprócz jednego wyjątku. Zsunęłam się z łóżka, i leniwym krokiem podążyłam do łazienki. Oparłam się o umywalkę i umyłam twarz. Zdjęłam piżamę wchodząc do kabiny prysznicowej. Odkręciłam ciepłą wodę, namydlając gąbkę kokosowym płynem. Zaczęłam jeździć gąbką po swoim ciele podśpiewując jakąś piosenkę. Po skończonym prysznicu wytarłam ręcznikiem swoje ciało, i się ubrałam. Jedną ręką rozczesałam sobie włosy a drugą myłam zęby. Popryskałam perfumami, i wyszłam z łazienki chowając po drodze kosmetyczkę i piżamę do walizki. Będę tęsknić, za tym miastem dużo się w nim wydarzyło w ciągu tych dwóch dni. Pogodziłam się Biebsem i bardziej znienawidziłam Liam'a. Do pokoju wszedł Bieber z śniadaniem.
- Weź, a chciałem cię obudzić. - zmarszczył brwi kładąc tacę z śniadaniem na szafce.
- Ale widzisz sama się obudziłam. - pokazałam mu język. - Ale dziękuję za śniadanie. - dodałam siadając na łóżku po turecku a obok mnie chłopak kładąc znowu tą tacę. Jedząc śniadaniem brunet opowiadał mi o tym jak wyszedł z pokoiku.
- I będziemy go znosić do końca trasy ? - zapytałam zawiedziona dmuchając herbatę.
- Nie mamy innego wyjścia. Damy radę. - uśmiechnął się, jezu jak ja kocham ten uśmiech.
- No a z nami co będzie ? - zapytał niepewnie.
- Nie wiem.. Justin. Ja cię kocham, ale boję się że ponownie mnie zawiedziesz. - powiedziałam cicho spuszczając wzrok. Chłopak podniósł mój podbródek by mógł mi spojrzeć w oczy.
- Już cię nigdy nie zawiodę, masz moje słowo. Wiesz że cię kocham, nawet jeśli do wszystko było uknute ja nie chciałem, nie wiem czemu zacząłem z nią pić nie wiem. Ale wiesz że kocham Ciebie, i tylko Ciebie. - powiedział akcentując ostatnie słowa. Przybliżył swoją twarz, do mojej a po chwili poczułam ciepłe wargi dotykające moich. Pocałował mnie delikatnie, i ja również je pocałowałam. Przytuliłam się do niego, cieszyłam się że znowu jesteśmy razem czułam że nic nas nie rozdzieli. cdn.
* Mandy z Justinem myśleli że do końca trasy będzie wszystko świetnie i będą już na zawsze, razem ale czy na pewno ?
* * *
Jakiś, taki nudny wyszedł. Ale nawet mam już pomysł jak zakończyć, opowiadanie. Nie wiem czy wypali, ale narazie jest, mam nadzieję że rozdział się podobał oceniajcie komentarzy iż one dodają mi weny <3
12 komentarzy = NN.
Tagi:
opowiadanie
- Jakoś parę dni temu cię to nie interesowało..
- Bo byłam na Ciebie zła. - powiedziałam nie patrząc na niego nie chciałam patrzeć w te oczy przepełnione smutkiem.
- A teraz może nie jesteś ? - prychnął.
- Nie jestem.. - powiedziałam cicho.
- Z bajek wyrosłem.
- Wiesz, ja chciałam żebyśmy chociaż byli przyjaciółmi ale widać ty masz to w dupie a ja się Ciebie prosić o to nie będę. - stwierdziłam i poszłam do przodu zostawiając go samego.
- I jak ? Gdzie Justin ? - zapytał Rob.
- Z tyłu. - burknęłam.
- No ale miał przyjść tu.
- Ale widać, on nie chce. - powiedziałam a on od razu zmienił temat.
Resztę dnia spędziłam dosyć wesoło tancerze i Veronica mnie rozśmieszali. A Justin ? Justin, jak zwykle szedł z tyłu z słuchawkami w uszach, jest mi go szkoda ale cóż ja chciałam się z nim pogodzić a ten zaczął na mnie naskakiwać więc on znowu zawinił nie ja.
Ciepłe krople wody spływały po moim ciele, a ja myłam je płynem kokosowym. Wyszłam spod prysznica i ubrałam się w piżamę i wyszłam z łazienki nucąc sobie jakąś piosenkę. Gdy weszłam do pokoju, zobaczyłam Bieber'a siedzącego na moim łóżku. Chyba mnie nie zauważył, więc ja odchrząknęłam.
- O jesteś.. - podskoczył i się na mnie spojrzał.
- Tak, jestem dziwne że mnie nie było. A tak w ogóle co tu robisz ? - zapytałam odkładając kosmetyczkę na półkę.
- Ja chciałem cię przeprosić za dzisiaj, ty chciałaś mi poprawić humor z ja na Ciebie naskoczyłem jest mi głupio z tego powodu.. - tłumaczył się patrząc w jeden punkt. - Więc mam nadzieję że ta oferta z przyjaźnią nadal aktualna.
- Em, tak aktualna. - powiedziałam zaskoczona, a na jego twarzy pojawił się uśmiech chyba pierwszy raz od tygodnia.
- Jak chcesz to nie musimy.
- Nie spoko, pewnie że chcę. - uśmiechnęłam się, a jego oczy zabłyszczały. Położyłam się obok niego, i przez chwilą poczułam zapach Justinowy zapach. Chciałabym się teraz w niego wtulić , poczuć smak jego ust ale wiedziałam że to jest niemożliwe za bardzo mnie zranił. Czemu zgodziłam się na tą przyjaźń ? Bo chcę żeby był obok mnie ? Znaczy nie jako chłopak ale jako przyjaciel.
Przegadaliśmy prawie całą noc, tematy nam się nie kończyły. Dopiero poszedł do siebie o trzeciej nad ranem.
Zsunęłam się z łóżka i byłam o dziwo w dobrym humorze. Nucąc sobie piosenkę call me maybe, Justin mnie nią zaraził bardzo mi się spodobała. Po chwili byłam już po porannym prysznicu i się ubrałam włosy związałam w wysokiego kucyka myjąc zęby.
Weszłam do restauracji, a oddali zobaczyłam Justina gadającego o czymś z Pattie, gdy mnie zobaczył posłał mi uśmiech a ja mu go odwzajemniłam. Wiele bym dała, żeby budzić się obok niego , śmiać się z jego rozwichrzonych włosów jednym słowem chcę poczuć się szczęśliwe tak jak dwa tygodnie temu. Nałożyłam sobie jakąś kanapkę i usiadłam obok Rob'a który zawzięcie o czymś dyskutował z Kennym.
Jak wszyscy skończyli śniadanie, ruszyliśmy na halę w której ma się odbyć koncert oczywiście była wieelka.
- Dzisiaj ćwiczymy bez koszulek. - stwierdził John.
- Chyba wy. - prychnęłam.
- No mówię o was, ale ty też możesz. - poruszył brwiami a ja kazałam mu się popukać w głowę. Przez dziesięć minut mi marudzili żebym ubrała top, więc w końcu się zdenerwowałam i się przebrałam. Gdy wyszłam na salę, to pijący wodę Rob wypluł ją na Scootera.
- Rob ! - wydarł się.
- No co nie moja wina że ona jest taką laską. - stwierdził nie odrywając odemnie wzroku.
- Tobie to tylko dziewczyny w głowie. - krzyknął zdenerwowany i wyszedł z sali pewnie zmienić koszulkę. Muszę przyznać że mają niezłe klaty.
Przez parę godzin ćwiczyliśmy układy, a Justin tańczył z nami i śpiewał.
- Chwila przerwy. - stwierdziła Veronica i wyszła z sali. Zdyszana poszłam za kulisy i napiłam się wody. Czułam na sobie czyiś wzrok, obróciłam się wokół własnej osi i zobaczyłam gapiącego się Justina.
- Nie gap się tak bo mnie stresujesz. - powiedziałam, a on się zaśmiał.
- Nie moja wina że jesteś seksowna. - poruszył charakterystycznie brwiami, a w odpowiedzi wybuchłam śmiechem.
- Wy naprawdę jacyś przemęczeni jesteście albo daawno nie widzieliście dziewczyny w topie. - pokręciłam głową a on zaczął do mnie podchodzić.
- Twierdzisz że jest ze mną coś nie tak ? - zapytał.
- Szczerze ? To tak jakiś blady jesteś. - pokazałam mu język.
- Ja ci kiedyś ten język wyrwę.
- Ta, już to widzę. Wtedy ja się zamienię w wamipra i cię kurwa ugryzę. - powiedziałam po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
O 17 zaczynał się koncert, na szczęście się przebrałam w koncertowy strój.
- Weź i na chuja się przebrałaś ? Wtedy było ci ładniej. - stwierdził Rob.
- Weź już się zamknij bo już słuchać Cię nie mogę. - powiedziałam.
- Ty to zawsze, masz do mnie jakieś wątki przed kocncertem, czy to nasza pierwsza kłótnia ? - zapytał ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- W ogóle od kiedy jesteśmy razem ? - zapytałam tłumiąc w sobie śmiech.
- No jak to ? - wysunął dolną wargę do przodu.
- Wy to czasem jak stare małżeństwo. - stwierdził rozbawiony Kenny.
- Ja z nim ? Jak ja nim nie mogę wytrzymać pięciu minut a co dopiero całe życie. - prychnęłam a oni wybuchnęli śmiechem. Kurwa całe życie z wariatami.
Koncert, minął taki jak zwykle. Chyba moim ulubionym elementem koncertu jest piosenka OLLG, choć jak jest czasem ładna fanka to muszę się przyznać że jestem troszkę zazdrosna..
- Mandy. - usłyszłam za sobą głos, odwróciłam się i zobaczyłam Liam'a kurwa no przez parę dni był spokój.
- Czego ? - zapytałam oschle.
- Pewnie się zastanawiasz, z kim cię zdradził Justin.
- Chuj mnie to obchodzi. - spiorunowałam go wzrokiem psikając się migełką perfum.
- Więc to była Selena Gomez, ale wiesz co ? Teraz żałuję że ją do tego namówiłem, nie jesteś taka jak dawniej. - prychnął i wyszedł z pokoiku. Zaraz , zaraz co on powiedział ?! cdn.
Mam nadzieję że się podoba :D.
Dziękuję za 33 obserwujących , za 3602 odwiedzin i za zebranych 264 komentarzy. . Jesteście kochane , kocham was :*
I muszę wam się przyznać, że iż nie za długo będzie koniec opowiadania :c..
12 komentarzy = NN .
- Bo byłam na Ciebie zła. - powiedziałam nie patrząc na niego nie chciałam patrzeć w te oczy przepełnione smutkiem.
- A teraz może nie jesteś ? - prychnął.
- Nie jestem.. - powiedziałam cicho.
- Z bajek wyrosłem.
- Wiesz, ja chciałam żebyśmy chociaż byli przyjaciółmi ale widać ty masz to w dupie a ja się Ciebie prosić o to nie będę. - stwierdziłam i poszłam do przodu zostawiając go samego.
- I jak ? Gdzie Justin ? - zapytał Rob.
- Z tyłu. - burknęłam.
- No ale miał przyjść tu.
- Ale widać, on nie chce. - powiedziałam a on od razu zmienił temat.
Resztę dnia spędziłam dosyć wesoło tancerze i Veronica mnie rozśmieszali. A Justin ? Justin, jak zwykle szedł z tyłu z słuchawkami w uszach, jest mi go szkoda ale cóż ja chciałam się z nim pogodzić a ten zaczął na mnie naskakiwać więc on znowu zawinił nie ja.
Ciepłe krople wody spływały po moim ciele, a ja myłam je płynem kokosowym. Wyszłam spod prysznica i ubrałam się w piżamę i wyszłam z łazienki nucąc sobie jakąś piosenkę. Gdy weszłam do pokoju, zobaczyłam Bieber'a siedzącego na moim łóżku. Chyba mnie nie zauważył, więc ja odchrząknęłam.
- O jesteś.. - podskoczył i się na mnie spojrzał.
- Tak, jestem dziwne że mnie nie było. A tak w ogóle co tu robisz ? - zapytałam odkładając kosmetyczkę na półkę.
- Ja chciałem cię przeprosić za dzisiaj, ty chciałaś mi poprawić humor z ja na Ciebie naskoczyłem jest mi głupio z tego powodu.. - tłumaczył się patrząc w jeden punkt. - Więc mam nadzieję że ta oferta z przyjaźnią nadal aktualna.
- Em, tak aktualna. - powiedziałam zaskoczona, a na jego twarzy pojawił się uśmiech chyba pierwszy raz od tygodnia.
- Jak chcesz to nie musimy.
- Nie spoko, pewnie że chcę. - uśmiechnęłam się, a jego oczy zabłyszczały. Położyłam się obok niego, i przez chwilą poczułam zapach Justinowy zapach. Chciałabym się teraz w niego wtulić , poczuć smak jego ust ale wiedziałam że to jest niemożliwe za bardzo mnie zranił. Czemu zgodziłam się na tą przyjaźń ? Bo chcę żeby był obok mnie ? Znaczy nie jako chłopak ale jako przyjaciel.
Przegadaliśmy prawie całą noc, tematy nam się nie kończyły. Dopiero poszedł do siebie o trzeciej nad ranem.
Zsunęłam się z łóżka i byłam o dziwo w dobrym humorze. Nucąc sobie piosenkę call me maybe, Justin mnie nią zaraził bardzo mi się spodobała. Po chwili byłam już po porannym prysznicu i się ubrałam włosy związałam w wysokiego kucyka myjąc zęby.
Weszłam do restauracji, a oddali zobaczyłam Justina gadającego o czymś z Pattie, gdy mnie zobaczył posłał mi uśmiech a ja mu go odwzajemniłam. Wiele bym dała, żeby budzić się obok niego , śmiać się z jego rozwichrzonych włosów jednym słowem chcę poczuć się szczęśliwe tak jak dwa tygodnie temu. Nałożyłam sobie jakąś kanapkę i usiadłam obok Rob'a który zawzięcie o czymś dyskutował z Kennym.
Jak wszyscy skończyli śniadanie, ruszyliśmy na halę w której ma się odbyć koncert oczywiście była wieelka.
- Dzisiaj ćwiczymy bez koszulek. - stwierdził John.
- Chyba wy. - prychnęłam.
- No mówię o was, ale ty też możesz. - poruszył brwiami a ja kazałam mu się popukać w głowę. Przez dziesięć minut mi marudzili żebym ubrała top, więc w końcu się zdenerwowałam i się przebrałam. Gdy wyszłam na salę, to pijący wodę Rob wypluł ją na Scootera.
- Rob ! - wydarł się.
- No co nie moja wina że ona jest taką laską. - stwierdził nie odrywając odemnie wzroku.
- Tobie to tylko dziewczyny w głowie. - krzyknął zdenerwowany i wyszedł z sali pewnie zmienić koszulkę. Muszę przyznać że mają niezłe klaty.
Przez parę godzin ćwiczyliśmy układy, a Justin tańczył z nami i śpiewał.
- Chwila przerwy. - stwierdziła Veronica i wyszła z sali. Zdyszana poszłam za kulisy i napiłam się wody. Czułam na sobie czyiś wzrok, obróciłam się wokół własnej osi i zobaczyłam gapiącego się Justina.
- Nie gap się tak bo mnie stresujesz. - powiedziałam, a on się zaśmiał.
- Nie moja wina że jesteś seksowna. - poruszył charakterystycznie brwiami, a w odpowiedzi wybuchłam śmiechem.
- Wy naprawdę jacyś przemęczeni jesteście albo daawno nie widzieliście dziewczyny w topie. - pokręciłam głową a on zaczął do mnie podchodzić.
- Twierdzisz że jest ze mną coś nie tak ? - zapytał.
- Szczerze ? To tak jakiś blady jesteś. - pokazałam mu język.
- Ja ci kiedyś ten język wyrwę.
- Ta, już to widzę. Wtedy ja się zamienię w wamipra i cię kurwa ugryzę. - powiedziałam po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
O 17 zaczynał się koncert, na szczęście się przebrałam w koncertowy strój.
- Weź i na chuja się przebrałaś ? Wtedy było ci ładniej. - stwierdził Rob.
- Weź już się zamknij bo już słuchać Cię nie mogę. - powiedziałam.
- Ty to zawsze, masz do mnie jakieś wątki przed kocncertem, czy to nasza pierwsza kłótnia ? - zapytał ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- W ogóle od kiedy jesteśmy razem ? - zapytałam tłumiąc w sobie śmiech.
- No jak to ? - wysunął dolną wargę do przodu.
- Wy to czasem jak stare małżeństwo. - stwierdził rozbawiony Kenny.
- Ja z nim ? Jak ja nim nie mogę wytrzymać pięciu minut a co dopiero całe życie. - prychnęłam a oni wybuchnęli śmiechem. Kurwa całe życie z wariatami.
Koncert, minął taki jak zwykle. Chyba moim ulubionym elementem koncertu jest piosenka OLLG, choć jak jest czasem ładna fanka to muszę się przyznać że jestem troszkę zazdrosna..
- Mandy. - usłyszłam za sobą głos, odwróciłam się i zobaczyłam Liam'a kurwa no przez parę dni był spokój.
- Czego ? - zapytałam oschle.
- Pewnie się zastanawiasz, z kim cię zdradził Justin.
- Chuj mnie to obchodzi. - spiorunowałam go wzrokiem psikając się migełką perfum.
- Więc to była Selena Gomez, ale wiesz co ? Teraz żałuję że ją do tego namówiłem, nie jesteś taka jak dawniej. - prychnął i wyszedł z pokoiku. Zaraz , zaraz co on powiedział ?! cdn.
* * *
Mam nadzieję że się podoba :D.
Dziękuję za 33 obserwujących , za 3602 odwiedzin i za zebranych 264 komentarzy. . Jesteście kochane , kocham was :*
I muszę wam się przyznać, że iż nie za długo będzie koniec opowiadania :c..
12 komentarzy = NN .
Tagi:
opowiadanie
Z nami koniec. Zrozum to.. - powiedziałam mu prosto w oczy, a mu spłynęła łza po policzku i gdzieś pobiegł..
Łzy spłynęły mi po policzkach, schowałam twarz w dłoniach. Ciągle przed oczami miałam jak spływała mi łza a potem ucieka. Poczułam ciepłą dłoń na moich plecach, podniosłam głowę i zobaczyłam Pattie. Zaprowadziła mnie do swojego pokoiku, usiadłyśmy na małej kanapie.
- Mandy co się stało ? - zapytała troskliwie podając mi pudełko chusteczek.
- On.. mnie zdradził. Szukałam go a on zabawiał się z inną. - schowałam twarz w dłoniach a Pattie mnie przytuliła do siebie głaszcząc po plecach.
Oczami Justina.
Te słowa zabolały.. jaki ja jestem kretyn straciłem najważniejszą osobę w moim życiu ! Nie chce mi się żyć, bez niej nie ma mnie, bez niej jestem nikim. Nie mam dla kogo tu być, nie mam swoje fanki. One mnie nigdy nie opuszczą cokolwiek nie zrobię mam taką nadzieję.
Usłyszałem jak Scooter i Kenny wołali moje imię, aż Kenny mnie znalazł.
- Młody tu jesteś, choć koncert się już powinien zacząć.
- Nie mam sił, dzisiaj wystąpić. - powiedziałem cicho.
- Justin musisz, zachowałeś się jak gówniarz.
- Dzięki, ale to nie poprawia mojego stanu. - burknąłem nie patrząc na mojego ochroniarza.
- Daj mi dokończyć, zachowałeś się jak gówniarz że ją zdradziłeś to że masz pieniądze , sławę nie znaczy że możesz sobie zdradzać innych, ale wiesz co masz jedne ? Swoich fanów, nie możesz ich zawieść.. - skończył swój mongolg. Podniosłem się i ruszyłem ku sceny. Po chwili stałem na środku, a ona obok mnie. Nie mogłem uwierzyć, że jestem tak blisko mojej miłości a nie mogę jej dotknąć , poczuć smaku jej ust. Z głośników popłynęła piosenka do piosenki love me. Fani śpiewali razem ze mną, oni mi dają chęć by tu żyć szkoda że tylko oni. Potem było bigger , never say never , down to earth , u smile , one time , never let you go , favourite girl , one less lonely girl a na sam koniec baby. Gdy zeszedłem z sceny, wszyscy gratulowali mi świetnego występu a ja wymuszałem uśmiech a miałem ochotę płakać. Poszedłem do garderoby w której wziąłem szybki prysznic i się przebrałem ponieważ miałem spotkanie z fanami.
Tydzień później + oczami Mandy.
Przez ten tydzień, Justin codziennie mnie zaczepiał i chciał pogadać, ale ja go odrącałam, choć bardzo chciałam się do niego przytulić, posmakować smaku jego malinowych ust tęsknię z nim. Jakieś dwa dni temu, widziałam Justina z papierosem w gębie, nie chcę żeby się stoczył. Zsunęłam się z łóżka, i zobaczyłam piękny krajobraz Belfastu. Weszłam do łazienki w której odbyłam codzienny rytuał. Dzisiaj nie ma koncertu jest jutro, a dzisiaj zwiedzamy miasto. Do plecaka schowałam lustrzankę , portfel i iphona. Wyszłam z pokoju, a gdy wyszłam zobaczyłam go. Był smutny , bez życia. Jego oczy były przepełnione bólem , smutkiem nie błyszczały. Nie było tych iskierek radości w ogóle ich nie było. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższy czas, ale usłyszałam jak ktoś woła moje imię okazało się że była to Veronica. Zaprzyjaźniłam się z nią przez ten tydzień, ona mi poprawiała mi cały czas humor. Bez słowa podeszłam do niej.
- Widziałam go dzisiaj na fajce. - powiedziała. - Stacza się Mandy.
- Nie obchodzi mnie to. - chciałam zgrać obojętną ale mi to nie wyszło.
- Kochasz go, ale zarazem nienawidzisz. - stwierdziła.
- Ja naprawdę nie wiem czemu tak jest.. jak on chce ze mną pogadać do zgrywam niedostępną i obojętną a w głębi duszy chcę się do niego przytulić, pocałować. - otworzyłam się przed nią, wiedziałam że mogę jej zaufać.
- Jeśli go kochasz to mu wybacz..
- Ale mnie tak zranił. - powiedziałam, ale wina już się zatrzymała na parterze gdzie czekała cała ekipa. Musieliśmy jeszcze poczekać na Justina który jak zwykle się spóźniał.
Oczami Justina.
Zacząłem palić.. wiem że to mi w niczym nie pomoże ale to mnie uspokaja, ten dym wypełniała tą pustkę ale szkoda że tylko na jakieś pół godziny. Dzisiaj przyłapała mnie Veronica, mam nadzieję że nikomu nie powie bo zaraz będę miał dym. Jak wyszła z tego pokoju nie mogłem oderwać od niej wzroku jest taka śliczna, nie wiem jak ja mogłem ją zranić. Codziennie żałuje tego coraz bardziej a pustka w sercu się powiększa. Wyszedłem z winy gdzie była cała ekipa gdy tylko mnie zobaczyli wyszli z hotelu.
Miasto jest naprawdę piękne, tylko szkoda że nie mogę cieszyć się tym pięknem z nią. Nie Bieber, stop.. musisz o niej zapomnieć ona najwyraźniej o mnie zapomniała. Idzie z przodu z tancerzami i Veronicą, wygłupiają wszyscy są weseli i szczęśliwy tylko nie ja. Idę z tyłu podziwiając piękno wokół mnie. Nagle podszedł do mnie Rob.
- Dawaj chodź do przodu. - zaproponował mi.
- Nie dzięki. - powiedziałem .
- Zamierzacie się tak unikać to końca trasy ? - zapytał. - Przecież jeszcze zostały prawie dwa miesiące, będziecie musieli z sobą gadać czy tego chcecie czy nie.
Oczami Mandy.
Nie ma to jak wymuszania uśmiechu , śmiechu i się wygłupiać choć chce ci się płakać. Rob poszedł po Justina, chciałam go tutaj. Po chwili przyszedł tylko że sam.
- Nie chce przyjść - powiedział smutno.
- Mandy idź z nim pogadaj, przecież widzisz jaki jest załamany. - odezwał się Mike.
- Ja.. nie wiem. - odparłam.
- Mandy ! - krzyknęli chórem.
- No a co ja mam mu powiedzieć ? - zapytałam się nie patrząc na nich.
- Znasz go dłużej od nas, dasz radę. - powiedziała Veronica. Wzięłam wdech a potem wydech i się cofnęłam do samego końca gdzie on szedł.
- Cześć. - powiedziałam cicho.
- Cześć. - powiedział obojętnie, co mnie zabolało.
- Czemu nie chcesz iść tam do nas ? - zapytałam.
- Nie jestem tam potrzebny.
- Nie gadaj głupot.. chodź do nas. - poprosiłam go, unikając jego wzroku.
- Dlaczego chcesz żebym poszedł ? - zapytał głosem pełnym smutku.
- Ja.. nie mogę patrzeć jak jesteś smutny. - powiedziałam cicho, patrząc na niego kątem oka zobaczyłam u niego w oczach małe iskierki radości, były nie mal nie zauważalne ale ja zawsze je zobaczę.
- Jakoś parę dni temu cię to nie interesowało... cdn.
Tak wiem rozdział do dupy, przepraszam :c
11 komentarzy = NN.
Łzy spłynęły mi po policzkach, schowałam twarz w dłoniach. Ciągle przed oczami miałam jak spływała mi łza a potem ucieka. Poczułam ciepłą dłoń na moich plecach, podniosłam głowę i zobaczyłam Pattie. Zaprowadziła mnie do swojego pokoiku, usiadłyśmy na małej kanapie.
- Mandy co się stało ? - zapytała troskliwie podając mi pudełko chusteczek.
- On.. mnie zdradził. Szukałam go a on zabawiał się z inną. - schowałam twarz w dłoniach a Pattie mnie przytuliła do siebie głaszcząc po plecach.
Oczami Justina.
Te słowa zabolały.. jaki ja jestem kretyn straciłem najważniejszą osobę w moim życiu ! Nie chce mi się żyć, bez niej nie ma mnie, bez niej jestem nikim. Nie mam dla kogo tu być, nie mam swoje fanki. One mnie nigdy nie opuszczą cokolwiek nie zrobię mam taką nadzieję.
Usłyszałem jak Scooter i Kenny wołali moje imię, aż Kenny mnie znalazł.
- Młody tu jesteś, choć koncert się już powinien zacząć.
- Nie mam sił, dzisiaj wystąpić. - powiedziałem cicho.
- Justin musisz, zachowałeś się jak gówniarz.
- Dzięki, ale to nie poprawia mojego stanu. - burknąłem nie patrząc na mojego ochroniarza.
- Daj mi dokończyć, zachowałeś się jak gówniarz że ją zdradziłeś to że masz pieniądze , sławę nie znaczy że możesz sobie zdradzać innych, ale wiesz co masz jedne ? Swoich fanów, nie możesz ich zawieść.. - skończył swój mongolg. Podniosłem się i ruszyłem ku sceny. Po chwili stałem na środku, a ona obok mnie. Nie mogłem uwierzyć, że jestem tak blisko mojej miłości a nie mogę jej dotknąć , poczuć smaku jej ust. Z głośników popłynęła piosenka do piosenki love me. Fani śpiewali razem ze mną, oni mi dają chęć by tu żyć szkoda że tylko oni. Potem było bigger , never say never , down to earth , u smile , one time , never let you go , favourite girl , one less lonely girl a na sam koniec baby. Gdy zeszedłem z sceny, wszyscy gratulowali mi świetnego występu a ja wymuszałem uśmiech a miałem ochotę płakać. Poszedłem do garderoby w której wziąłem szybki prysznic i się przebrałem ponieważ miałem spotkanie z fanami.
Tydzień później + oczami Mandy.
Przez ten tydzień, Justin codziennie mnie zaczepiał i chciał pogadać, ale ja go odrącałam, choć bardzo chciałam się do niego przytulić, posmakować smaku jego malinowych ust tęsknię z nim. Jakieś dwa dni temu, widziałam Justina z papierosem w gębie, nie chcę żeby się stoczył. Zsunęłam się z łóżka, i zobaczyłam piękny krajobraz Belfastu. Weszłam do łazienki w której odbyłam codzienny rytuał. Dzisiaj nie ma koncertu jest jutro, a dzisiaj zwiedzamy miasto. Do plecaka schowałam lustrzankę , portfel i iphona. Wyszłam z pokoju, a gdy wyszłam zobaczyłam go. Był smutny , bez życia. Jego oczy były przepełnione bólem , smutkiem nie błyszczały. Nie było tych iskierek radości w ogóle ich nie było. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższy czas, ale usłyszałam jak ktoś woła moje imię okazało się że była to Veronica. Zaprzyjaźniłam się z nią przez ten tydzień, ona mi poprawiała mi cały czas humor. Bez słowa podeszłam do niej.
- Widziałam go dzisiaj na fajce. - powiedziała. - Stacza się Mandy.
- Nie obchodzi mnie to. - chciałam zgrać obojętną ale mi to nie wyszło.
- Kochasz go, ale zarazem nienawidzisz. - stwierdziła.
- Ja naprawdę nie wiem czemu tak jest.. jak on chce ze mną pogadać do zgrywam niedostępną i obojętną a w głębi duszy chcę się do niego przytulić, pocałować. - otworzyłam się przed nią, wiedziałam że mogę jej zaufać.
- Jeśli go kochasz to mu wybacz..
- Ale mnie tak zranił. - powiedziałam, ale wina już się zatrzymała na parterze gdzie czekała cała ekipa. Musieliśmy jeszcze poczekać na Justina który jak zwykle się spóźniał.
Oczami Justina.
Zacząłem palić.. wiem że to mi w niczym nie pomoże ale to mnie uspokaja, ten dym wypełniała tą pustkę ale szkoda że tylko na jakieś pół godziny. Dzisiaj przyłapała mnie Veronica, mam nadzieję że nikomu nie powie bo zaraz będę miał dym. Jak wyszła z tego pokoju nie mogłem oderwać od niej wzroku jest taka śliczna, nie wiem jak ja mogłem ją zranić. Codziennie żałuje tego coraz bardziej a pustka w sercu się powiększa. Wyszedłem z winy gdzie była cała ekipa gdy tylko mnie zobaczyli wyszli z hotelu.
Miasto jest naprawdę piękne, tylko szkoda że nie mogę cieszyć się tym pięknem z nią. Nie Bieber, stop.. musisz o niej zapomnieć ona najwyraźniej o mnie zapomniała. Idzie z przodu z tancerzami i Veronicą, wygłupiają wszyscy są weseli i szczęśliwy tylko nie ja. Idę z tyłu podziwiając piękno wokół mnie. Nagle podszedł do mnie Rob.
- Dawaj chodź do przodu. - zaproponował mi.
- Nie dzięki. - powiedziałem .
- Zamierzacie się tak unikać to końca trasy ? - zapytał. - Przecież jeszcze zostały prawie dwa miesiące, będziecie musieli z sobą gadać czy tego chcecie czy nie.
Oczami Mandy.
Nie ma to jak wymuszania uśmiechu , śmiechu i się wygłupiać choć chce ci się płakać. Rob poszedł po Justina, chciałam go tutaj. Po chwili przyszedł tylko że sam.
- Nie chce przyjść - powiedział smutno.
- Mandy idź z nim pogadaj, przecież widzisz jaki jest załamany. - odezwał się Mike.
- Ja.. nie wiem. - odparłam.
- Mandy ! - krzyknęli chórem.
- No a co ja mam mu powiedzieć ? - zapytałam się nie patrząc na nich.
- Znasz go dłużej od nas, dasz radę. - powiedziała Veronica. Wzięłam wdech a potem wydech i się cofnęłam do samego końca gdzie on szedł.
- Cześć. - powiedziałam cicho.
- Cześć. - powiedział obojętnie, co mnie zabolało.
- Czemu nie chcesz iść tam do nas ? - zapytałam.
- Nie jestem tam potrzebny.
- Nie gadaj głupot.. chodź do nas. - poprosiłam go, unikając jego wzroku.
- Dlaczego chcesz żebym poszedł ? - zapytał głosem pełnym smutku.
- Ja.. nie mogę patrzeć jak jesteś smutny. - powiedziałam cicho, patrząc na niego kątem oka zobaczyłam u niego w oczach małe iskierki radości, były nie mal nie zauważalne ale ja zawsze je zobaczę.
- Jakoś parę dni temu cię to nie interesowało... cdn.
* * *
Tak wiem rozdział do dupy, przepraszam :c
11 komentarzy = NN.
Tagi:
opowiadanie
Limuzyna zatrzymała się pod domem który wyglądał ładnie. Stresowałam się, będę w otoczeniu samych gwiazd co jeśli mnie wyśmieją ?
- Kochanie idziesz ? - zapytał się Justin wysiadając z limuzyny.
- Tak już. - powiedziała zestresowana biorąc kopertówkę i wyszłam z limuzyny. Na powitanie oślepiły mnie blask fleszu, brunet mocno trzymał mnie za dłoń a Kenny robił nam drogę. Wnętrze domu bały wspanialsze niż na zewnątrz, myślałam że Rihinna mieszka w Stanach, a może ten dom wynajęła ? Dobra chuj z tym.
- O przyszliście ciesze się. - podeszła do nas w własnej osobie Rihinna. - O ty jesteś pewnie Mandy. Ja jestem..
- Rihinna. - dokończyłam za nią a ona się zaśmiała.
- Dobra drogie panie ja was zostawiam same, ale rezerwuję sobie taniec wolny. - ostanie słowa skierował do mnie na co ja się uśmiechnęłam. Riri pociągnęła mnie za dłoń, i zaczęła mi przedstawiać wszystkich poklei. Poznałam Cyrus , Gomez , chłopaków z One Directon , Lady Gagę i wiele różnych gwiazd. Pół wieczoru spędziłam z Rihinną, a Bieber gdzieś przepadł nie wiem gdzie. Nagle poczułam ciepłe dłonie oplatające moją talię. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina, w prawdzie mówiąc był już wstawiony ja sama trochę wypiłam. Zawiesiłam mu dłonie na szyi, a on oplótł dłońmi moją talię. Kiwaliśmy się w rytm piosenki.
Impreza skończyła się o trzeciej nad ranem. Szukałam Justina ale nigdzie go znaleźć nie mogłam.
- Mandy chodź, może wrócił wcześniej. - powiedział Kenny.
- Może masz rację wracajmy. - przyznałam mu rację i wyszłam z budynku wsiadając do limuzyny a za mną Kenny. Przez całą drogę, zastanawiałam się gdzie jest Justin. Po chwili dojechaliśmy pod hotel, bez słowa z niego wysiadłam i pokierowałam się w stronę naszego pokoju z nadzieją że zobaczę tam Justina, ale na nie moje nie szczęście nie było go. Usiadłam na łóżku i wybrałam do niego numer, ale włączyła się poczta głosowa. Nie miałam siły go szukać więc przebrałam się w szarą bokserkę i poszłam spać.
Rano + oczami Justina.
Obudziłem się z ogromnym bólem głowy, nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru. Przekręciłem głowę w lewo by zobaczyć piękną twarz mojej dziewczyny a zamiast jej zobaczyłem ryj Gomez ?! O kurwa to nie może być to. Usiadłem na krańcu łóżka, a po pokoju były porozwalane nasze ciuchy. Zebrałem swoje i pośpiesznie się w nie ubrałem.
- Ej skarbie gdzie idziesz ? - zapytała przeciągając się.
- Kura do hotelu, szmato wykorzystałaś mnie gdy byłem pijany nienawidzę cię ! - wykrzyczałem jej w twarz, i wyszedłem z pokoju hotelowego. Nie mogłem uwierzyć że ją zdradziłem, jaki ja jestem pojebany kretyn , dupek , gówniarz., nienawidzę siebie. Mam ochotę sobie przyjebać tak że masakra. Okazało się że znajduję się w tym samym hotelu w którym mam pokój z Mandy, jak ja się tu znalazłem ? Dobra nie ważne. Wszedłem cicho, do pokoju i od razu skierowałem się w stronę łazienki w której wziąłem prysznic i się ubrałem. Jak wyszedłem z łazienki Mandy, już nie spała. Jest taka śliczna, a ja to wszystko zniszczę znowu ją stracę. Muszę jej to powiedzieć, nie mogę jej kłamać.
- Gdzie byłeś ? - zapytała oschle. Bez słowa usiadłem na krańcu łóżka.
- Ja.. ja.. - jąkałem się nie mogłem nic powiedzieć.
- Język ci ucieli ? - zapytała sarkastycznie.
- Wiem że mnie teraz znienawidzisz, będę dla Ciebie zerem , debilem , dupkiem.. - nie umiałem przejść do sedna. Nie umiałem się na nią patrzeć. - Ja cię zdradziłem..
- To głupi żart ? - zapytała drżącym głosem.
- Ja naprawdę żałuję, byłem pijany ta szmata mnie wykorzystała, nienawidzę siebie za to co zrobiłem ale wiesz że jakbym był trzeźwy bym Ci tego nigdy nie zrobił. - dostałem mocnego liścia w policzek, należało mi się.
- Wyjdź stąd. - krzyknęła a łzy spływały po jej policzkach.
- Mandy.. - powiedziałam łamiącym się głosem.
- Głuchy jesteś ? Wyjdź ! - krzyknęła. Ja podniosłem się z łóżka i wyszedłem z pokoju czując jak łzy spływają mi po policzkach.
Oczami Mandy.
Nie mogę w to uwierzyć, ja go kochałam , szukałam go a on się bzykał z jakąś laską ? Nie mogę w to uwierzyć, nienawidzę go jest zerem ! ale zero jeszcze nigdy tak wiele dla mnie nie znaczyło.
Przelotnie spojrzałam na zegarek i zobaczyłam że jest trzynasta. A o 13:30 jest próba nie mam ochoty oglądać jego ryja. Zsunęłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam 15-minutowy prysznic i się ubrałam, zrobiłam delikatny makijaż i wróciłam do swojego pokoju. Pozbierałam porozwalane ciuchy i wyszłam z pokoju zamykając go. Zjechałam windą na dół, i zobaczyłam go. Był smutny , bez życia jego oczy były przepełnione smutkiem , bólem. Nasze spojrzenia się spotkały, jego mówiło "ja naprawdę żałuję wybacz mi" miałam ochotę pokazać mu faketa ale się powstrzymałam. Z całą ekipą udaliśmy się z do hali w której miał być koncert. Była ona naprawdę wielka. Przez trzy godziny ćwiczyliśmy wszystkie układy, a o 17 rozpoczynał się koncert.
Wyszłam z garderoby przebrana w koncertowy strój, wtedy podszedł do mnie Justin.
- Ja żałuję uwierz mi.. - powiedział drżącym głosem.
- Nie Justin, nawet nie wyobrażasz sobie jak mnie zraniłeś, jak ja się czuję. Szukałam cię po tym domu jak jakaś idiotka a ty się bzykałeś z kimś. - powiedziałam- Z nami koniec. - dodałam, te słowa nie mogły przejść mi przez gardło. Chciałam odjeść, ale on chwycił mnie za dłoń i przyciągnął do siebie że aż na niego wpadłam. Poczułam zapach jego perfum które strasznie lubiłam..
- Powiedz mi to prosto w oczy. - powiedział łamiącym się głosem w oczach miał łzy.
- Z nami koniec. Zrozum to.. - powiedziałam mu prosto w oczy, a mu spłynęła łza po policzku i gdzieś pobiegł.. cdn.
Mam nadzieję że się podoba, mi się podoba :). Hah chyba pierwszy XD. Wiem że jest późno ale cóż, miałam wenę. Proszę komentujcie, jest 28 obserwujących a 12 skomentowało i w tym parę anonimów -.- .
11 komentarzy = NN .
- Kochanie idziesz ? - zapytał się Justin wysiadając z limuzyny.
- Tak już. - powiedziała zestresowana biorąc kopertówkę i wyszłam z limuzyny. Na powitanie oślepiły mnie blask fleszu, brunet mocno trzymał mnie za dłoń a Kenny robił nam drogę. Wnętrze domu bały wspanialsze niż na zewnątrz, myślałam że Rihinna mieszka w Stanach, a może ten dom wynajęła ? Dobra chuj z tym.
- O przyszliście ciesze się. - podeszła do nas w własnej osobie Rihinna. - O ty jesteś pewnie Mandy. Ja jestem..
- Rihinna. - dokończyłam za nią a ona się zaśmiała.
- Dobra drogie panie ja was zostawiam same, ale rezerwuję sobie taniec wolny. - ostanie słowa skierował do mnie na co ja się uśmiechnęłam. Riri pociągnęła mnie za dłoń, i zaczęła mi przedstawiać wszystkich poklei. Poznałam Cyrus , Gomez , chłopaków z One Directon , Lady Gagę i wiele różnych gwiazd. Pół wieczoru spędziłam z Rihinną, a Bieber gdzieś przepadł nie wiem gdzie. Nagle poczułam ciepłe dłonie oplatające moją talię. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina, w prawdzie mówiąc był już wstawiony ja sama trochę wypiłam. Zawiesiłam mu dłonie na szyi, a on oplótł dłońmi moją talię. Kiwaliśmy się w rytm piosenki.
Impreza skończyła się o trzeciej nad ranem. Szukałam Justina ale nigdzie go znaleźć nie mogłam.
- Mandy chodź, może wrócił wcześniej. - powiedział Kenny.
- Może masz rację wracajmy. - przyznałam mu rację i wyszłam z budynku wsiadając do limuzyny a za mną Kenny. Przez całą drogę, zastanawiałam się gdzie jest Justin. Po chwili dojechaliśmy pod hotel, bez słowa z niego wysiadłam i pokierowałam się w stronę naszego pokoju z nadzieją że zobaczę tam Justina, ale na nie moje nie szczęście nie było go. Usiadłam na łóżku i wybrałam do niego numer, ale włączyła się poczta głosowa. Nie miałam siły go szukać więc przebrałam się w szarą bokserkę i poszłam spać.
Rano + oczami Justina.
Obudziłem się z ogromnym bólem głowy, nic nie pamiętam z wczorajszego wieczoru. Przekręciłem głowę w lewo by zobaczyć piękną twarz mojej dziewczyny a zamiast jej zobaczyłem ryj Gomez ?! O kurwa to nie może być to. Usiadłem na krańcu łóżka, a po pokoju były porozwalane nasze ciuchy. Zebrałem swoje i pośpiesznie się w nie ubrałem.
- Ej skarbie gdzie idziesz ? - zapytała przeciągając się.
- Kura do hotelu, szmato wykorzystałaś mnie gdy byłem pijany nienawidzę cię ! - wykrzyczałem jej w twarz, i wyszedłem z pokoju hotelowego. Nie mogłem uwierzyć że ją zdradziłem, jaki ja jestem pojebany kretyn , dupek , gówniarz., nienawidzę siebie. Mam ochotę sobie przyjebać tak że masakra. Okazało się że znajduję się w tym samym hotelu w którym mam pokój z Mandy, jak ja się tu znalazłem ? Dobra nie ważne. Wszedłem cicho, do pokoju i od razu skierowałem się w stronę łazienki w której wziąłem prysznic i się ubrałem. Jak wyszedłem z łazienki Mandy, już nie spała. Jest taka śliczna, a ja to wszystko zniszczę znowu ją stracę. Muszę jej to powiedzieć, nie mogę jej kłamać.
- Gdzie byłeś ? - zapytała oschle. Bez słowa usiadłem na krańcu łóżka.
- Ja.. ja.. - jąkałem się nie mogłem nic powiedzieć.
- Język ci ucieli ? - zapytała sarkastycznie.
- Wiem że mnie teraz znienawidzisz, będę dla Ciebie zerem , debilem , dupkiem.. - nie umiałem przejść do sedna. Nie umiałem się na nią patrzeć. - Ja cię zdradziłem..
- To głupi żart ? - zapytała drżącym głosem.
- Ja naprawdę żałuję, byłem pijany ta szmata mnie wykorzystała, nienawidzę siebie za to co zrobiłem ale wiesz że jakbym był trzeźwy bym Ci tego nigdy nie zrobił. - dostałem mocnego liścia w policzek, należało mi się.
- Wyjdź stąd. - krzyknęła a łzy spływały po jej policzkach.
- Mandy.. - powiedziałam łamiącym się głosem.
- Głuchy jesteś ? Wyjdź ! - krzyknęła. Ja podniosłem się z łóżka i wyszedłem z pokoju czując jak łzy spływają mi po policzkach.
Oczami Mandy.
Nie mogę w to uwierzyć, ja go kochałam , szukałam go a on się bzykał z jakąś laską ? Nie mogę w to uwierzyć, nienawidzę go jest zerem ! ale zero jeszcze nigdy tak wiele dla mnie nie znaczyło.
Przelotnie spojrzałam na zegarek i zobaczyłam że jest trzynasta. A o 13:30 jest próba nie mam ochoty oglądać jego ryja. Zsunęłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam 15-minutowy prysznic i się ubrałam, zrobiłam delikatny makijaż i wróciłam do swojego pokoju. Pozbierałam porozwalane ciuchy i wyszłam z pokoju zamykając go. Zjechałam windą na dół, i zobaczyłam go. Był smutny , bez życia jego oczy były przepełnione smutkiem , bólem. Nasze spojrzenia się spotkały, jego mówiło "ja naprawdę żałuję wybacz mi" miałam ochotę pokazać mu faketa ale się powstrzymałam. Z całą ekipą udaliśmy się z do hali w której miał być koncert. Była ona naprawdę wielka. Przez trzy godziny ćwiczyliśmy wszystkie układy, a o 17 rozpoczynał się koncert.
Wyszłam z garderoby przebrana w koncertowy strój, wtedy podszedł do mnie Justin.
- Ja żałuję uwierz mi.. - powiedział drżącym głosem.
- Nie Justin, nawet nie wyobrażasz sobie jak mnie zraniłeś, jak ja się czuję. Szukałam cię po tym domu jak jakaś idiotka a ty się bzykałeś z kimś. - powiedziałam- Z nami koniec. - dodałam, te słowa nie mogły przejść mi przez gardło. Chciałam odjeść, ale on chwycił mnie za dłoń i przyciągnął do siebie że aż na niego wpadłam. Poczułam zapach jego perfum które strasznie lubiłam..
- Powiedz mi to prosto w oczy. - powiedział łamiącym się głosem w oczach miał łzy.
- Z nami koniec. Zrozum to.. - powiedziałam mu prosto w oczy, a mu spłynęła łza po policzku i gdzieś pobiegł.. cdn.
* * *
Mam nadzieję że się podoba, mi się podoba :). Hah chyba pierwszy XD. Wiem że jest późno ale cóż, miałam wenę. Proszę komentujcie, jest 28 obserwujących a 12 skomentowało i w tym parę anonimów -.- .
11 komentarzy = NN .
Tagi:
opowiadanie
Przez całą próbę czułam na sobie wzrok Liam'a, boje się że coś namiesza a na pewno namiesza. Na próbie się wygłupialiśmy, a najbardziej to chyba Justin.
Zaczął tańczyć jakiś śmieszny taniec, i nagle podszedł do mnie. Ukłonił się i wystawił dłoń ja natomiast parsknęłam śmiechem i podałam mu dłoń. Zaczęliśmy tańczyć swój taniec połamaniec, wszyscy mieli z nas niezłą polewkę. Nagle wziął mnie na ręce niczym pannę młodą, i patrzył się głęboko w oczy, aż wreszcie mnie pocałował namiętnie w usta.
- Dobra gołąbeczki, ćwiczymy za trzy dni wyjeżdżamy w trasę. - odezwał się Gregor nasz trener. Justin ponownie mnie postawił na nogi i zaczęliśmy ponownie ćwiczyć.
Parę godzin później.
Zmęczona weszłam do szatni w której się przebrałam w moje dawniejsze ciuchy. Gdy wychodziłam, o framugę drzwi stał oparty Liam.
- Przepuść mnie. - rozkazałam unikając z nim kontaktu wzrokowego.
- Chociaż się przyjaźnijmy. - powiedział.
- Po co mi to ? - zapytałam.
- Bo wiem że Justin nie jest Ci wierny ? - powiedział uśmiechając się łobuzersko.
- Tak Liam zdradza mnie, tylko wiesz dziwne że on ciągle jest obok mnie. Popukaj się w ten pusty łeb. - kazałam u się popukać w głowę.
- Przecież było nam dobrze, nie pamiętasz tych chwil ?
- Zostaw mnie już w spokoju, zrozum człowieku że nie będziemy już razem ! - krzyknęłam.
- Ja się tak szybko nie poddam. - powiedział i odszedł. Po chwili przyszedł Justin.
- Idziesz ? - zapytał się.
- Tak już. - wzięłam torebkę i wyszłam z budynku a za mną Bieber. Szybko mnie dogonił i złapał za dłoń splatając razem nasze palce.
- Ej co się dzieje ? - zapytał patrząc troskliwie w moje oczy.
- Nic. - skłamałam wsiadając do jego samochodu. Przez całą drogę milczeliśmy oboje o czymś myśleliśmy ja ? Ja myślałam o tym o co chodziło Liam'owi gdy mówił że się tak szybko nie podda. A Justin ? Nie wiem o czym myślał, nie czytam w myślach choć czasem bym chciała. Gdy dojechaliśmy do domu, od razu poszłam do łazienki w której wzięłam 15 - minutowy prysznic i się przebrałam. Zrobiłam lekki makijaż , włosy spięłam w wysokiego kucyka. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Justina. Gdy mnie zobaczył, to bacznie mi się przyglądał.
- Co się dzieje ? - zapytał podchodząc do mnie.
- Nic takiego. - powiedziałam cicho.
- Powiedz mi jedno, czujesz nadal coś do Liam'a ? - patrzył mi w oczy. Zaskoczył mnie tym pytaniem..
- Wiesz że kocham Ciebie.
- To dlaczego się nim przejmujesz ?
- Boje się że namiesza w naszym związku.. - powiedziałam cicho.
- Nie na miesza. Wie że jak coś zrobi straci pracę. - patrzył mi się w oczy po czym mnie przytulił do siebie.
Dwa tygodnie później.
Teraz jesteśmy w Londynie, tutaj jest tak pięknie. Dzisiaj z Justinem mamy wolne i idziemy na imprezę którą organizuje Rihinna która też tu gra koncert.
- Misiek ! - krzyknęłam, a on do mnie podszedł.
- Co jest ? - zapytał przestraszony.
- Jak ja mam się tam ubrać ? - zapytałam klęcząc przy walizce od pół godziny.
- Kobieto nie strasz mnie tak. Nie wiem, zaraz Ci pomogę . - zaoferował swoją pomoc i uklęknął przed szafą i wybrał mi taki zestaw. - No w tym będziesz wyglądać bajecznie.
- Dziękuję. - musnąłam jego usta i poszłam do łazienki w której wzięłam 15 - minutowy prysznic. Po prysznicu owinęłam włosy ręcznikiem i podobnie zrobiłam z swoim ciałem. Zrobiłam makijaż i fryzurę którą widziałam ostatnio w gazecie. Potem się ubrałam w wybrany przez Justina zestaw i prsynęłam migiełką perfum. Efekt końcowy mi się spodobał. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Biebera wyglądał tak pociągająco.
- Nie kochanie, jednak idź się przebrać. - stwierdził mój chłopak oplatając dłonie wokół mojej tali.
- Czemu ? Brzydko wyglądam ? - zapytałam zawiedzona.
- Wyglądasz ślicznie. - odgarnął kosmyk moich włosów z ucho - Ale za bardzo seksownie, i nie chcę by jakiś chłopak patrzył na Ciebie z podnieceniem. - wyszeptał mi do ucha po czym zgryzł jego płatek. Zachichotałam i pocałowałam go namiętnie w usta.
- Więc będziesz musiał być zazdrosny bo się nie przebiorę. - pokazałam mu język a prychnął.
- Okropna jesteś. - oburzył się i wyszliśmy z hotelu, pod którym czekała już limuzyna. Wsiadłam do środka limuzyny i przez całą drogę się z Jusem śmieliśmy i żartowaliśmy zapowiadał się fantastyczny wieczór, tylko że szkoda że okazał się być najgorszym w moim życiu.. cdn.
Jest mi przykro że tak długo musiałam czekać na te 10 komentarzy, mam wrażenie że nikt tego nie czyta :c. I przepraszam że nudy i do tego krótki ale obiecuję że następny będzie o sto razy lepszy i dłuuższy bo mam pomysła :D
10 komentarzy = NN.
Zaczął tańczyć jakiś śmieszny taniec, i nagle podszedł do mnie. Ukłonił się i wystawił dłoń ja natomiast parsknęłam śmiechem i podałam mu dłoń. Zaczęliśmy tańczyć swój taniec połamaniec, wszyscy mieli z nas niezłą polewkę. Nagle wziął mnie na ręce niczym pannę młodą, i patrzył się głęboko w oczy, aż wreszcie mnie pocałował namiętnie w usta.
- Dobra gołąbeczki, ćwiczymy za trzy dni wyjeżdżamy w trasę. - odezwał się Gregor nasz trener. Justin ponownie mnie postawił na nogi i zaczęliśmy ponownie ćwiczyć.
Parę godzin później.
Zmęczona weszłam do szatni w której się przebrałam w moje dawniejsze ciuchy. Gdy wychodziłam, o framugę drzwi stał oparty Liam.
- Przepuść mnie. - rozkazałam unikając z nim kontaktu wzrokowego.
- Chociaż się przyjaźnijmy. - powiedział.
- Po co mi to ? - zapytałam.
- Bo wiem że Justin nie jest Ci wierny ? - powiedział uśmiechając się łobuzersko.
- Tak Liam zdradza mnie, tylko wiesz dziwne że on ciągle jest obok mnie. Popukaj się w ten pusty łeb. - kazałam u się popukać w głowę.
- Przecież było nam dobrze, nie pamiętasz tych chwil ?
- Zostaw mnie już w spokoju, zrozum człowieku że nie będziemy już razem ! - krzyknęłam.
- Ja się tak szybko nie poddam. - powiedział i odszedł. Po chwili przyszedł Justin.
- Idziesz ? - zapytał się.
- Tak już. - wzięłam torebkę i wyszłam z budynku a za mną Bieber. Szybko mnie dogonił i złapał za dłoń splatając razem nasze palce.
- Ej co się dzieje ? - zapytał patrząc troskliwie w moje oczy.
- Nic. - skłamałam wsiadając do jego samochodu. Przez całą drogę milczeliśmy oboje o czymś myśleliśmy ja ? Ja myślałam o tym o co chodziło Liam'owi gdy mówił że się tak szybko nie podda. A Justin ? Nie wiem o czym myślał, nie czytam w myślach choć czasem bym chciała. Gdy dojechaliśmy do domu, od razu poszłam do łazienki w której wzięłam 15 - minutowy prysznic i się przebrałam. Zrobiłam lekki makijaż , włosy spięłam w wysokiego kucyka. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Justina. Gdy mnie zobaczył, to bacznie mi się przyglądał.
- Co się dzieje ? - zapytał podchodząc do mnie.
- Nic takiego. - powiedziałam cicho.
- Powiedz mi jedno, czujesz nadal coś do Liam'a ? - patrzył mi w oczy. Zaskoczył mnie tym pytaniem..
- Wiesz że kocham Ciebie.
- To dlaczego się nim przejmujesz ?
- Boje się że namiesza w naszym związku.. - powiedziałam cicho.
- Nie na miesza. Wie że jak coś zrobi straci pracę. - patrzył mi się w oczy po czym mnie przytulił do siebie.
Dwa tygodnie później.
Teraz jesteśmy w Londynie, tutaj jest tak pięknie. Dzisiaj z Justinem mamy wolne i idziemy na imprezę którą organizuje Rihinna która też tu gra koncert.
- Misiek ! - krzyknęłam, a on do mnie podszedł.
- Co jest ? - zapytał przestraszony.
- Jak ja mam się tam ubrać ? - zapytałam klęcząc przy walizce od pół godziny.
- Kobieto nie strasz mnie tak. Nie wiem, zaraz Ci pomogę . - zaoferował swoją pomoc i uklęknął przed szafą i wybrał mi taki zestaw. - No w tym będziesz wyglądać bajecznie.
- Dziękuję. - musnąłam jego usta i poszłam do łazienki w której wzięłam 15 - minutowy prysznic. Po prysznicu owinęłam włosy ręcznikiem i podobnie zrobiłam z swoim ciałem. Zrobiłam makijaż i fryzurę którą widziałam ostatnio w gazecie. Potem się ubrałam w wybrany przez Justina zestaw i prsynęłam migiełką perfum. Efekt końcowy mi się spodobał. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Biebera wyglądał tak pociągająco.
- Nie kochanie, jednak idź się przebrać. - stwierdził mój chłopak oplatając dłonie wokół mojej tali.
- Czemu ? Brzydko wyglądam ? - zapytałam zawiedzona.
- Wyglądasz ślicznie. - odgarnął kosmyk moich włosów z ucho - Ale za bardzo seksownie, i nie chcę by jakiś chłopak patrzył na Ciebie z podnieceniem. - wyszeptał mi do ucha po czym zgryzł jego płatek. Zachichotałam i pocałowałam go namiętnie w usta.
- Więc będziesz musiał być zazdrosny bo się nie przebiorę. - pokazałam mu język a prychnął.
- Okropna jesteś. - oburzył się i wyszliśmy z hotelu, pod którym czekała już limuzyna. Wsiadłam do środka limuzyny i przez całą drogę się z Jusem śmieliśmy i żartowaliśmy zapowiadał się fantastyczny wieczór, tylko że szkoda że okazał się być najgorszym w moim życiu.. cdn.
* * *
Jest mi przykro że tak długo musiałam czekać na te 10 komentarzy, mam wrażenie że nikt tego nie czyta :c. I przepraszam że nudy i do tego krótki ale obiecuję że następny będzie o sto razy lepszy i dłuuższy bo mam pomysła :D
10 komentarzy = NN.
Tagi:
opowiadanie


